W 2010 roku Lisa Murkowski (tak, tak), została Senatorem USA mimo, iż jej nazwiska nie było na liście wyborczej. Wyborcy ze stanu Alaska uznali, iż żaden z kandydujących polityków nie jest warty ich głosu i postawili na osobę, którą chcieli w Senacie widzieć. Jak widać uznali, iż zamiast godzić się na mniejsze zło, i wybierać kogoś kto tylko trochę mniej im przeszkadza, warto wybrać kogoś, kto trochę bardziej im pasuje. Amerykanie to oczywiście szczęściarze, prawo wyborcze daje im możliwość realnego wyboru, daje im szansę powiedzenia politykom NIE.

REKLAMA
U nas w Polsce tak się nie da. W Polsce obywatel Kowalski, albo dajmy na to Lis, może albo iść i głosować na ludzi, którzy nie odpowiadają mu w 90% (bo reszta nie odpowiada mu w 110%) albo nie iść do wyborów w cale. Po frekwencji wyborczej widać, iż wyborcy w głębokim poważaniu mają głosowanie na para-reprezentatów (którym się wydaje, że skoro dostali 40% głosów z 40% głosującego społeczeństwa, to cała Polska za nimi stoi). Głosuje mniejszość, z czego cześć z przekonania a część ze strachu.
I na to mamy się godzić?
A może jednak zróbmy tak: niech Ci co nie głosują wcale (bo o nich tu tak naprawdę chodzi), niech pójdą do wyborów i na karcie do głosowania wpiszą „SUKCES”, albo „PRZYZWOITOŚĆ” albo „DUPA MARYNI” – nad hasłem możemy debatować. Ale niech idą i się wypowiedzą. Może z tego ruchu nieobecnych wyłonią się jacyś liderzy, może obywatele będą mieli poczucie, że jednak „dali głos”. Jasne, politycy i tak będą to mieli w nosie, tak jak mają tych co na nich głosują dla mniejszego zła.
Może sobie i trochę marzę. Ale tu nie chodzi o Platformę i PiS. Tu chodzi o przyzwoitość wobec samego siebie. O pozytywną myśl o przyszłości, o NIE dla konformizmu.
Głupie, naiwne, kretyńskie? Może.
Ale tylko dzięki marzeniom zmienia się rzeczywistość, Redaktorze Tomaszu Lis. Wizja nie jest pochodną kalkulacji.
Ja o tym wiem, a Pan?
Władysław Frasyniuk