
Minister rolnictwa przeciwny opłatom, jakie sieci handlowe pobierają od swoich dostawców. Organizacje handlowców i producentów chcą się dogadać w kwestii tzw. opłat półkowych. Sprawdziliśmy, ile każą sobie płacić super- i hipermarkety.
REKLAMA
Sieci handlowe każą sobie dodatkowo płacić za sam fakt, że dany produkt jest dostępny w sklepie. Nie zawsze jednak opłaca się to dostawcom – tzw. opłaty półkowe są nielegalne, sieci wymyślają więc nowe pomysły na finansowe zabezpieczenie.
Nie wszyscy zdają sobie sprawę, że by swój produkt sprzedawać w sklepie, trzeba temu sklepowi za to zapłacić. Kiedyś nazywało się to opłatą półkową, dostawca chcąc dostać się do sieci, musiał zapłacić za każdą sztukę swojego towaru w danym sklepie. Jednak już od dobrych kilku lat nie można takich opłat pobierać, co nie znaczy, że właściciele sklepów odpuścili swoim dostawcom.
Symulacja – jesteśmy producentem jogurtu
Ekologiczne gospodarstwo, krowy skubią sobie trawę, w zimę karmione są ekologiczną kiszonką. Z mleka, które dają produkujemy jogurt. Lokalny rynek już zapełniliśmy, a dzięki unijnym dotacjom, zwiększyliśmy produkcję i chcemy nasz jogurt sprzedawać w jednej z dużych sieci handlowych.
wstawiaj, płać i płacz
opłaty półkowe
Około 20 procent rabatu dostawcy muszę udzielać sieciom handlowym
Średnia marża sieci handlowej wynosi między 2 a 3 procent
Ukryta marża sieci wynosi więc nawet ponad 20 procent
Na początku negocjacji kamień spada nam z serca – nie musimy płacić za wejście do sieci i dobre miejsce na półce – No, ale znani nie jesteście, przydałoby się, żebyście się zareklamowali w naszej gazetce. Nam wszystkim zależy na zwiększeniu obrotu, a takich producentów jak Państwo, to my już mamy pięciu, co zrobicie, by być lepsi? - jak wyższy obrót, to koniecznie promocja. Nasze jogurty mogą też trafić na promocyjny koniec półki.
Do tego dochodzi jeszcze cena naszego jogurtu. Załóżmy, że opłaca się nam dostarczyć go do sieci za złotówkę. Wtedy usłyszymy, że w porządku, kupią go od nas za złotówkę, ale ze względu na promocję, oni mają koszty, bo przecież gazetkę trzeba wydrukować, to powinniśmy udzielić im 20 groszy rabatu na jogurcie.
Zgadzamy się, to duża sieć, wierzymy, że ludzie będą chcieli kupować nasz jogurt. W umowie czytamy jednak, że jeżeli jogurt się nie sprzeda, albo przeterminuje, musimy go ze sklepu zabrać, a nasza zapłata będzie pomniejszona o wartość niesprzedanego towaru.
Powrót do rzeczywistości
Uważam, że jest to nieuczciwa propozycja, sieci handlowe pobierają opłaty niezgodnie z prawem CZYTAJ WIĘCEJ
Skoro finansowo odpowiadamy za niesprzedany towar i jego utylizację, sklep powinniśmy nazywać komisem. Z tego założenia wyszedł minister rolnictwa Marek Sawicki, który skrytykował pomysł zalegalizowania opłat i uregulowania prawnego tego problemu. Głównym powodem sprzeciwu jest brak związku między opłatami, a zyskiem dostawców – Duża część dodatkowych opłat jest niezwiązana ze sprzedażą i nic nie daje dostawcy, to główny ból – powiedział nam Andrzej Gantner, dyrektor Polskiej Federacji Producentów Żywności. Jego zdaniem sprzeciw ministra wynika głównie z pomysłów forsowanych przez sieci handlowe, rozwiązanie prawne jest potrzebne – Minister Sawicki, tak jak i my, nie chce, by nowe przepisy ułatwiały zarabianie jedynie sieciom handlowym, prawo trzeba zmienić tak, by opłaty nie były za wysokie i współpraca opłacała się wszystkim – W tej chwili przepisy są tak niejednoznaczne, że można zarówno wygrywać, jak i przegrywać procesy o pobieranie nielegalnych opłat. Pod koniec stycznia Leclerc przegrał proces za pobieranie opłat od dostawców, z kolei na początku lutego inny sąd uznał, że jeżeli dostawca w związku z wyeksponowaniem jego towaru, więcej zarabia, powinien płacić „półkowe”.
Statystycznie rzecz biorąc marże sieci handlowych wynoszą ok. 2-3 procent. Nie biorąc pod uwagę rabatów – ukryta marża wynosi więc dodatkowo około 20 procent. Nasze wyliczenia nie są optymistyczne dla producentów, jednak warto pamiętać, że inaczej negocjuje się z sieciami znanym, dużym firmom, a - jak mówił nam Andrzej Gantner - ponad 55 procent polskiego rynku to tradycyjny kanał sprzedaży, czyli małe, osiedlowe sklepy. W nich widać szanse dla "naszego jogurtu".

