
Czym haitańskie babcie karmią swoje wnuczki, a co jest babciną specjalnością na Alasce? Jaka jest ulubiona zabawka pięcioletniego Noela z Teksasu, a czym bawi się Allena z Filipin? Kto jest lokalnym celebrytą w Boca del Río, a kto najsławniejszym mieszkańcem małego miasteczka Homer na Alasce? Włoski fotograf Gabriele Galimberti przez 18 miesięcy podróżował po pięciu kontynentach. Efektem jego wyprawy są piękne, zabawne i wzruszające projekty fotograficzne.
REKLAMA
Gabriele Galimberti przez ponad rok jeździł po świecie jako couch surfer. Korzystając z darmowych noclegów w najdalszych zakątkach świata, poznawał ludzi, którzy wpuszczali go do swoich domów. Czasem przeciętnych, czasem fascynujących, czasem dziwnych. Spał w luksusowych warunkach, godnych pięciogwiazdkowego hotelu. Dzielił kilkumetrową przestrzeń z wielopokoleniową chińską rodziną. Na Ukrainie w drzwiach przywitała go para domowych nudystów, a w Botswanie mieszkał u 23-letniego Mauna, który bardzo chciał zostać pastorem, w związku z czym codziennie oglądał Emmanuel TV, kanał emitujący pieśni religijne – Maun grał na swoim keyboardzie i śpiewał.
Gabriel Galimberti podczas swojej podróży zobaczył kawał życia i poznał mnóstwo ludzkich historii. Większość z nich sfotografował. Nie poprzestał jednak na losach swoich couchsurferskich gospodarzy. Jednym z efektów jego podróży jest obrazkowy hołd złożony babcinej kuchni z całego świata. Książkę kucharską w obrazkach (ale nie tylko – oprócz zdjęć, są też szczegółowe przepisy) zainspirowała jego własna babcia. Gdy jej wnuczek, a nasz bohater, przygotowywał się do półtorarocznej podróży po świecie, babci Marisa zamartwiała się: co ty tam, dziecko, będziesz jadł?! Bo przecież najlepsze jest domowe jedzenia, a nikt tak dobrze jak babcia (no może czasem też matka), nie wie, czego dziecku potrzeba. Wspominając smak babcinych ravioli, Galimberti podczas swojej podróży fotografował babcie całego świata i ulubione dania ich wnucząt. Zbierał też przepisy. Gąsienic w sosie pomidorowym, zupy z rekina, steku z łosia ani iguany z fasolą może nie przygotujecie, ale już tajlandzki omlet czy amerykańskie gołąbki? Czemu nie. Każdy przepis jest autentyczny, osobisty i pełen babcinej miłości.
Z osobistego doświadczenia wyrósł też inny projekt Galimbertiego. Toy Stories to zdjęcia dzieci z całego świata otoczonych ich ulubionymi zabawkami. Jeszcze we Włoszech przyjaciel Gabriela poprosił go o zrobienie zdjęcia jego córki. Dziewczynka bawiła się akurat w karmienie krów, które hodują jej rodzice. Tak powstało pierwsze zdjęcie z serii Toy Stories, pięknych, wzruszających, momentami chwytających za serce, ale nigdy nie patetycznych ani efekciarskich portretów dzieci w ich zabawkowych królestwach.
Galimberti oczywiście nie odkrywa Ameryki, pokazując nam różnice między dziećmi Zachodu, a, na przykład, palestyńskim chłopcem w obozie dla uchodźców albo afrykańską dziewczynką. Choć już jego spostrzeżenie, że im więcej zabawek, tym mniej woli podzielenia się nimi (najbogatsze dzieci nie pozwalały mu na początku dotykać swoich skarbów, biedniejsze nie miały z tym żadnego problemu) jest już tyleż ciekawe, co niepokojące.
Celem fotografa nie jest epatowanie biedą, tanie efekciarstwo, ani żadna szczytna tendencyjność. Kieruje nim ciekawość dziecka, a dzieci wyczuwając szczerość intencji, wpuszczają go do swojego świata. Efekty są bezcenne. Na zdjęciach (każde zawiera krótki opis stojącej za nim historii) zobaczycie m.in. małą Maudy z Zambii i jej kolegów z klasy (w wiosce, w której Maudy mieszka, w jednej klasie uczą się dzieci od trzeciego do dziesiątego roku życia). Pewnego dnia znaleźli karton pełen okularów przeciwsłonecznych, które od tego czasu są ich ulubionymi zabawkami.
Mieszkający w Stanach Orly urodził się w Meksyku, ale mimo że mieszka dwa kilometry od granicy, nigdy tam nie był. Jego mama, Meksykanka, która wyszła za Amerykanina, powtarza mu, że to bardzo niebezpieczne miejsce. Orly uwielbia dinozaury. Galimbertiemu opowiedział, że dinozaury pilnują go gdy śpi, żeby nie porwali go źli ludzie z Meksyku. Z kolei Bethsaida z Port-au-Prince w przyszłości chce zostać fryzjerką. Uwielbia czesać swoją lalkę – dar organizacji pozarządowej działającej na Haiti. Niestety jej brat obciął lalce prawie wszystkie włosy.
Na Toy Stories owoce podróży Galimbertiego się nie kończą. Inny cykl powstały podczas wyprawy nosi tytuł Local Celebrities i, jak nie trudno się domyślić, portretuje ludzi, którzy z bardzo różnych powodów są sławni w swoich, niewielkich zwykle, społecznościach. Jest wśród nich na przykład Abdrahen Abouzd, 38-letni marokański rybak. Kilka kilometrów od położonego na wybrzeżu Oceanu Atlantyckiego miasteczka Lala Khwira znajduje się mała wioska rybacka. Każdy z rybaków ma swoją łódź. Każdy, oprócz Abdrahena, który na połów wypływa na dętce opony ciężarówki. Obiektem podziwy – a nie tylko kpin – stał się kilka lat temu, gdy z połowu na dętce wrócił z wielkim tuńczykiem.
Ponieważ na tym projekty Galimbertiego się nie kończą, a opisane przykłady to tylko wierzchołek góry lodowej ciekawych historii, jakie poznał i uwiecznił fotograf, zajrzyjcie koniecznie na jego stronę: www.gabrielegalimberti.com. Warto