Biznes kuty na cztery koła

Biznes kuty na cztery koła
Biznes kuty na cztery koła
Nie chcieli klienci do sklepu, przyszedł sklep do klientów. A właściwie przyjechał: biznesy na kółkach to dużo więcej niż food trucki. Są obwoźne siłownie, księgarnie, salony fryzjerskie, a nawet laboratorium robiące testy na ojcostwo. Co jeszcze zmieści się w samochodzie?

Wysyp food tracków, czyli mobilnych knajp, to nic nowego, ten gastronomiczny trend rozwija się u nas w ogromnym tempie. Mamy niezliczone obwoźne burgerownie, zmotoryzowaną kuchnię włoską (Pizza z Żuka, Pasta Napoli) i meksykańską (Ricos Tacos, Jakie Taco), a ostatnio także owoce morza w postaci Różowej Krewetki. Ale nie tylko jedzenie wozi się po mieście. Ten model biznesowy sprawdził się nie tylko w branży żywieniowej, kolejni pomysłowi przedsiębiorczy upychają w samochodach coraz dziwniejsze formy działalności. Na ulicach Nowego Jorku spotkać można na przykład brązowego kampera, w którego wnętrzu można zbadać sobie krew, albo pobrać próbkę DNA, żeby zrobić test na ojcostwo. Jak Jared Rosenthal, dawniej dyrektor generalny dużej korporacji, nazwał swój nowy biznes? Dość dowcipnie, choć nie wszystkim żart ten się podoba. Oferujący przeprowadzanie testów na ojcostwo kamper nazywa się bowiem Whos you’re daddy


Rosenthal zainwestował w swojego trucka 10 tysięcy dolarów i do tradycyjnych kosztów dolicza niemal codziennie – oprócz benzyny – mandat za nieprzepisowe parkowanie. – Trzeba lubić taki rollercoaster – ostrzega. – Gdy prowadzisz biznes na kółkach, droga do sukcesy jest bardo wyboista – podsumowuje swoją decyzję o przeniesieniu się „w trasę”.

Inny ciekawy, choć mniej kontrowersyjny, pomysł na mobilny biznes to siłownia na kółkach. Rick Harper, zanim za tysiąc dolarów zakupił busika, prowadził sieć siłowni. Klienci coraz częściej prosili go, żeby to on przyjechał do nich, w końcu więc spełnił ich życzenie. W samochodzie zainstalował nowy soundsystem, kilka urządzeń gimnastycznych i wyjechał The Boxing Busem na ulice amerykańskiego miasteczka Raleigh. Od kilku ładnych lat grafik wypełniają mu indywidualne wizyty poddomowe, ale spora część klientów to także firmy, które wynajmują go, aby ich pracownicy w drodze do domu mogli rozładować stres na siłowni. Skoro jesteśmy przy temacie wracania do formy, warto wspomnieć o Hangover Heaven, czyli autobusie krążącym po ulicach Las Vegas, w którym o każdej porze dnia i nocy odpocząć można bo zbyt intensywnej rozrywce. Jeśli jesteś w Las Vegas, masz kaca i kilka luźnych stówek, wsiadasz do takiego autobusy, dajesz sobie zaaplikować kroplówkę z odpowiednią porcją witamin i mikroelementów, i zwiedzają miasto z luksusowego wnętrza pojazu dochodzisz do siebie. Twórcy Hangover Heaven szczycą się na stronie „wyleczeniem” ponad 10 tysięcy przypadków kaca. Cóż, wyleczyć kaca jest zapewne łatwiej niż, na przykład, głupotę, biznes idzie więc całkiem nieźle.



O potrzeby ducha z kolei dba m.in. galeria sztuki urządzona w kultowym amerykańskim pojeździe, czyli kosmicznym kamperze Airstream. Art-Stream (bo jak inaczej mogłoby się to nazywać?) od 2001 roku kursuje po Stanach, przybliżając przypadkowym przechodniom sztukę współczesną. W podobnym aluminiowym Airstreamie urządził się mobilny salon fryzjerski. Sterlings Mobile na pokładzie ma trzy stanowiska fryzjerskie, własny generator prądu, zbiornik na wodę i – oczywiście – profesjonalną obsługę. A inspiracją do otwarcia takiego biznesu były, jak to często bywa, doświadczenia założyciela: – Miałem wiecznie złą fryzurę – wspomina Kush Kapila, dawniej product manager z San Diego, teraz właściciel hair trucka. – Nigdy nie miałem czasu zapisać się do fryzjera, a gdy sobie o tym przypominałem, to fryzjer nie miał już czasu dla mnie. I tak w kółko. Kapila potraktował mobilność swojego nowego biznesu podwójnie, bo oprócz kampera, zainwestował też w aplikację, ułatwiającą potencjalnym klientom namierzenie go.


A wracając do potrzeb ducha, to z samochodu można też zrobić księgarnię, i to nie byle jaką, bo z misją. Tell a Story to bowiem book van, w którym kupić można portugalską literaturę w przekładach. Chodzi o to, aby turyści – oprócz typowych pamiątek z podróży – przywieźli sobie z Portugalii książkę. Jeśli ktoś nad literaturę przedkłada muzykę, to spodoba mu się pomysł Jacka White’a, który swoją wytwórnię, Third Man Records , obwozi po Stanach. The Rolling Record Store to samochód zaprojektowany m.in. przez Jacka, a znajduje się w nim – oprócz kolekcjonerskich wersji wydawanych przez White’a płyt – porządny sound system, mikrofon i wszystko, czego trzeba, żeby sklepik na kółkach zamienił się w scenę. Oczywiście Jack nie jest jedynym, który wpadł na pomysł sprzedawania muzyki z przyczepy. Swój sklepik otworzył też bluesowy wokalista Parker Macy, który malutkiego kampera zamienił w Creme Tangerine Records .


Po ulicach Los Angeles jeździ z kolei kwiaciarnia, The Flower Truck , a po bezdrożach Arizony śmiga AZ Mobile Tanning, czyli solarium na kółkach. Przedsiębiorczością wykazali się też skaterzy z Nowego Jorku. – Chcieliśmy otworzyć sklep skateboardowy, ale nie było nas stać na czynsz w żadnym sensownym miejscu. Pomyśleliśmy więc: czemu by nie otworzyć jednego z tych busików sprzedających ciastka i kanapki, tyle że zamiast ciastek i kanapek sprzedawać w nim deski? – jak pomyśleli, tak zrobili.


Gdy już w mobilnych przybytkach objemy się i obkupimy, wymodelujemy i opalimy ciało, ufryzujemy włosy i przyozdobimy się bukietem kwiatów, warto by wpaść do fotografa. Nie ma żadnego w pobliżu? Nie szkodzi, jest objazdowy. The Photo Bus to połączenie busika i foto budki. Wchodzisz, siadasz, robisz głupie miny ze znajomymi, odbierasz gotowe foty. Obsługa kompleksowa.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...