Niskie ceny energii to jeden z głównych czynników sprzyjających ożywieniu gospodarczemu. Podczas gdy w USA trwa prawdziwa łupkowa rewolucja, a gospodarka powstaje z kolan, Europa ma problem z ustaleniem wspólnej polityki energetycznej. Stary kontynent ma wiele do nadrobienia, jeśli nie chce za kilka lat zostać daleko w tyle za Amerykanami i rosnącą w siłę Azją.

REKLAMA
Partnerem publikacji jest PKN ORLEN
Zarówno USA, jak i Europa miały w ostatnich latach poważne problemy ze wzrostem gospodarczym. Jednak Amerykanie dzięki niskim cenom energii oraz elastycznemu rynkowi pracy, wracają na ścieżkę wzrostu gospodarczego, podczas gdy Europa popada w coraz większe kłopoty. Energetyka to jedno z największych wyzwań stojących przed Europą w nadchodzących latach.
Niska cena energii to jeden z podstawowych czynników dla rozwoju przemysłu. Obecnie ceny energii elektrycznej dla przemysłu są w UE kilkukrotnie wyższe niż w USA, krajach BRICS czy też Kanadzie. Tymczasem polityka ograniczania emisji CO2 następuje w najtrudniejszym momencie dla Europy, pogrążonej w kryzysie. Idea niskoemisyjnej gospodarki jest jedną z najistotniejszych dla obecnej kadencji Komisji Europejskiej, która skupiała się w dużej mierze na celach klimatycznych, czyli zagwarantowaniu energii zrównoważonej, co – ze względu na brak analogicznych polityk w innych częściach świata - w konsekwencji obniża konkurencyjność Europy na arenie międzynarodowej. Dużą nadzieję pokłada się w polityce dywersyfikacji źródeł energii z efektywnym wykorzystaniem zasobów energetycznych, w tym gazu łupkowego. W przypadku Europy, łupkowa rewolucja pozostaje zagadnieniem teoretycznym. Tymczasem w USA…
Obama i łupkowa rewolucja
- Przewaga konkurencyjna Stanów Zjednoczonych nad Europą związana z obfitością własnych surowców energetycznych i relatywnie niższymi ich cenami rośnie już od kilku lat. Co więcej w perspektywie kolejnych lat przewaga ta powinna dalej się zwiększać. Najważniejszym czynnikiem, który będzie na to wpływał, będzie przede wszystkim rewolucja łupkowa w USA. W jej wyniku w perspektywie kolejnych 5-10 lat ceny gazu w USA powinny być trwale niższe niż w Europie o ok.150-200 USD za każde 1000 m3. Sytuacji tej nie powinno nawet zmienić uruchomienie eksportu gazu skroplonego, albowiem koszty jego transportu i wbrew pozorom niewielka przepustowość budowanych obecnie terminali nie pozwolą na konwergencję ceny gazu w USA i Europie. – tłumaczy Paweł Kordala, analityk X-Trade Brokers - Przewaga konkurencyjna powinna się również powiększyć na poziomie cen energii elektrycznej, albowiem proces przestawiania się amerykańskich elektrowni z węgla na tani gaz jest cały czas w toku. Co więcej wraz ze spadającym popytem na węgiel, spadają jego ceny, co również wspiera proces spadku cen energii elektrycznej w USA. W Europie skutki rewolucji łupkowej w USA są również widoczne. W ostatnich miesiącach zaobserwować można było spory spadek cen węgla, właśnie na skutek rosnącego eksportu z USA. Również ceny gazu uległy obniżeniu, na skutek porozumienia wielu koncernów z Rosją oraz wdrożenia do wielu kontraktów gazowych formuł opartych o ceny z hubów gazowych. – dodaje analityk XTB.
Według Annual Energy Outlook 2013, wydanego przez U.S. Energy Information Agency, w 2011 r. ze źródeł odnawialnych - energii słonecznej, wiatrowej i wodnej - wyprodukowano w Ameryce 13% energii elektrycznej, podczas gdy z gazu - 25%, z węgla - 42%, z atomu - 19%.
Co ciekawe, Amerykanie zredukowali emisyjność swojej gospodarki, dzięki zwiększeniu udziału gazu ziemnego w miksie energetycznym. Według danych U.S. Energy Information Administration, w latach 2005–2012 emisja CO2 z elektrowni węglowych spadła o 13%. W tym samym czasie, w związku z „rewolucją łupkową”, znacząco obniżyły się nie tylko ceny gazu, ale także energii.
Problem Europy to politycy
- Europa, będąca w głębokim kryzysie gospodarczym, nie rozwija się i jedyną receptą na zmianę tego stanu rzeczy jest jej reindustrializacja. Z kolei USA przeżywają przemysłowe odrodzenie, przyciągając kolejnych inwestorów dzięki relatywnie niskim cenom gazu i energii - wyjaśnia Izabela Albrycht, prezes Instytutu Kościuszki - unijni przywódcy powinni wziąć przykład z prezydenta Baracka Obamy i w pierwszej kolejności zaaplikować Unii Europejskiej politykę amerykańskiego gospodarczego pragmatyzmu zamiast klimatycznego idealizmu. Niestety, UE nie ma ani spójnej polityki dla zwiększenia konkurencyjności gospodarek dwudziestu ośmiu Państw Członkowskich, ani nie wydaje się zainteresowana masową eksploatacją taniego gazu łupkowego, ani nie ma skąd poprowadzić taniej ropy bezprecedensowym rurociągiem XL - komentuje Izabela Albrycht.
- Proces spadku cen surowców energetycznych w Europie jest oczywiście dużo wolniejszy. Osłabiają go również politycy, którzy w Europie wolą dotować zielony przemysł niż pozwolić swobodnie rynkowi wesprzeć huty czy też koncerny chemiczne. Stąd też nie powinno nikogo dziwić, że na powstaniu potężnej strefy wolnego handlu (USA-UE-Japonia) najbardziej zależeć będzie Amerykanom. – podsumowuje Paweł Kordala, analityk X-Trade Brokers.
Europa traci cenny czas
„Rewolucja łupkowa”, z którą także Polacy wiązali duże nadzieje, wydaje się być odległa w porównaniu z tym, co dzieje się już w USA. Według danych Ministerstwa Środowiska w Polsce dokonano do tej pory 48 odwiertów poszukiwawczych, tymczasem do samego przebadania polskich złóż potrzeba kilkuset odwiertów i miliardów złotych na inwestycje. Oprócz polskich firm, potrzebni są również inwestorzy zagraniczni, którzy obecnie mogą obawiać się mało przejrzystych przepisów oraz ewentualnego opodatkowania wydobycia na terenie Polski. Firmy dysponujące technologią i wiedzą dokonują racjonalnych wyborów – będą obecne tam, gdzie inwestycja będzie najbardziej opłacalna, a Europa nie jest jedynym kontynentem, gdzie istnieją złoża łupkowe.
Żeby Europa weszła na ścieżkę wzrostu gospodarczego, niezbędna jest wspólna polityka energetyczna, zmierzająca do obniżenia cen energii. W przypadki emisji CO2, to Europa narzuca sobie jej ograniczenie tworząc kolejne regulacje zamiast dywersyfikacji źródeł energii. Jednak Unia Europejska emituje zaledwie 15 procent dwutlenku węgla na świecie. Największymi jego emitentami są nadal Stany Zjednoczone i Chiny. Europa odgrywa rolę ekologicznego prymusa, ale taka polityka staje się oderwana od ekonomii. Ceną, jaką wszyscy zapłacimy jest obniżenie konkurencyjności.
Tomasz Jaroszek
Temat polityki energetycznej będzie poruszany na XXIII Forum Ekonomicznym w Krynicy. Więcej relacji z forum w serwisie NaTemat.pl