Donald Tusk i Bartosz Arłukowicz 10.05.2011
Donald Tusk i Bartosz Arłukowicz 10.05.2011 Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Miał walczyć z biedą, nierównościami społecznymi, docierać z pomocą do tych, których zapomnieli wszyscy inni. Urząd, na którego czele stał Bartosz Arłukowicz, został po cichu zlikwidowany zaledwie po siedmiu miesiącach swojej działalności. Choć problem wykluczonych w Polsce niewątpliwie istnieje, trudno wskazać jakiekolwiek efekty krótkiego działania urzędu. Poza jednym - koszt wygenerowany przez działalność Bartosza Arłukowicza i jego ludzi to blisko ćwierć miliona złotych.

REKLAMA
Dziennik "Fakt" podaje, że pięciu pracowników urzędu zarabiało średnio 6772,37 zł brutto. Dodając do tego nagrody dla dwóch urzędników w wysokości 2500 zł oraz 2000 zł, koszt działania urzędu to 241 532 zł.
- Mój budżet to milion... pomysłów - mówił Bartosz Arłukowicz podczas konferencji prasowej w maju ubiegłego roku. W zielonym anturażu ogrody kancelarii Premiera ogłoszono wówczas, że lubiany polityk związany z SLD przechodzi do Platformy Obywatelskiej. Już wówczas mówiło się, że to stanowisko stworzone dla konkretnego człowieka. Na popularności Arłukowicza niewątpliwe skorzystała także Platforma Obywatelska i sam premier.
Michał Majewski
Dziennikarz

Decyzja o likwidacji urzędu jest oczywista. Arłukowicz przestał być wykluczony. Został konstytucyjnym ministrem. Nie rozumiem zdziwienia.

Bolesław Piecha na pytanie o sens powołania urzędu zareagował gromkim śmiechem. Z trudem szukał słów, aby opisać jego likwidację po zaledwie siedmiu miesiącach działalności. - Korupcja polityczna? Może jakiś humbug... Na pewno było to coś, co stworzono tylko i wyłącznie pod Bartosza Arłukowicza - mówi Piecha. Według posła Prawa i Sprawiedliwości, premierowi chodziło o pozyskanie medialnie atrakcyjnego polityka, co przed wyborami jest po prostu bezcenne. Wówczas łatwiej powołuje się nowych urzędników, instytucje.
Najgorsze według Piechy jest to, że nie można wskazać żadnych efektów działań urzędu Arłukowicza. - To ordynarne oszustwo. Coś stworzono, na szybko, była sekretarka, fura i komóra. Szkoda tylko, że nie powstał chociaż jeden raport, o którym byśmy wiedzieli - mówi wzburzony Piecha. Według niego, nie skorzystał na jego powołaniu nikt, nawet Bartosz Arłukowicz. Ludzie wykluczeni to nie ta sama grupa co chorzy. - To ordynarne oszustwo i wyśmiewanie opinii publicznej - podsumowuje Piecha.
Kataryna
Blogerka

Czy minister Arłukowicz wytłumaczy na co poszło ćwierć bańki za jego poprzedni urząd? Jakakolwiek reakcja? Bo lubię gościa.

Tak rychła likwidacja Urzędu ds. wykluczonych dziwi także posłów Platformy Obywatelskiej. - Myślałem, że urząd będzie działał dłużej - mówi Marek Plura. Według niego, obszary którymi zajmował, a raczej miał się zajmować Arłukowicz to swoiste białe plamy między poszczególnymi ministerstwami. Człowiek na jego czele miał kontrolować obszar, który w tej chwili pozostaje poza systemem. - Żałuję, że go zamknięto. To, co będzie przyszłością pomocy społecznej, to właśnie tworzenie systemowych rozwiązań przeciwdziałania wykluczeniom.
Marek Plura przyznaje, że naturalne są pytania o prawdziwy sens powołania Urzędu ds. wykluczonych. - Nie wiem czy to było zrobione pod Arłukowicza. Może był to jeden z przedwyborczych pomysłów premiera? Wtedy łatwiej można było podejmować tego typu decyzje. Po likwidacji tego urzędu powstał nie tylko żal, ale także pewien niesmak - dodaje poseł Platformy.
Na krótkiej działalności Urzędu ds. wykluczonych najbardziej skorzystał Bartosz Arłukowicz. - Cieszę się, że Arłukowicz przeszedł taką praktykę. W czasie tak krótkiej kadencji miał okazję by zapoznać się z problemami wykluczonych i niepełnosprawnych - mówi Plura. Poseł Platformy Obywatelskiej podsumowuje tym samym, że efekty działań tego urzędu nie są spektakularne i spodziewał się znacznie więcej.