Fundacja Pro - Prawo do Życia twierdzi, że dziennikarka "Gazety Wyborczej" usiłowała ją inwigilować
Fundacja Pro - Prawo do Życia twierdzi, że dziennikarka "Gazety Wyborczej" usiłowała ją inwigilować Fot. stopaborcji.pl

Spór dotyczący aborcji przejawia się nie tylko w ulicznych manifestacjach czy organizowaniu akcji społecznych. Niektóre strony konfliktu zaczęły bowiem sięgać po… metody szpiegowskie. Tak przynajmniej twierdzi Fundacja Pro - Prawo do Życia, przekonując, że w jej szeregi próbował się dostać "kret". Miała nim być Katarzyna Wiśniewska, dziennikarka "Gazety Wyborczej".

REKLAMA

O udaremnionej akcji inwigilacyjnej Fundacja Pro poinformowała na swojej stronie internetowej. Z krótkiego komunikatu można się dowiedzieć, że dziennikarka "Gazety Wyborczej" Katarzyna Wiśniewska usiłowała zapisać się na kurs organizowany przez "prolajferów". Fundacja szybko przejrzała niedoszłą kursantkę, ale korespondencji z nią nie przerwała natychmiast. Odpowiadając na zadane pytania, dziennikarka miała stwierdzić, że jest studentką i przeciwniczką aborcji.

Kiedy padło pytanie dotyczące pracy w "Gazecie Wyborczej", kandydatka zamilkła. Dlatego Aleksandra Musiał z Fundacji Pro zadzwoniła do redakcji "Gazety Wyborczej" i poprosiła recepcjonistkę o połączenie z redaktor Wiśniewską. Przełączając rozmowę, recepcjonistka zapytała jeszcze o nazwę instytucji, w imieniu której występowała jej rozmówczyni. Gdy usłyszała "Fundacja Pro - Prawo do Życia", poinformowała, że dziennikarka nie podnosi słuchawki, więc jest niedostępna. Na tym rozmowa została zakończona.

Po co były te kłamstwa i prowokacja. Czy dziennikarz nie ma obowiązku mówienia prawdy? Czy Kodeks Etyki Dziennikarskiej nie stanowi, że tzw. dziennikarstwo śledcze można stosować tylko w przypadku "zbrodni, korupcji czy nadużycia władzy"? Ciekawe jakie zbrodnie Katarzyna Wiśniewska spodziewała się odkryć w środowisku obrońców życia? Prosimy pytać wprost, nie mamy nic do ukrycia.

Fundacja Pro - Prawo do Życia

źródło: Stopaborcji.pl