
W przyszłości być może zostanie królem Wielkiej Brytanii. Póki co książę Harry szykuje się jednak do kolejnej misji w Afganistanie. Właśnie został dyplomowanym pilotem jednej z najpotężniejszych broni Zachodu - śmigłowca Apache.
REKLAMA
Brytyjskie ministerstwo obrony potwierdziło, że książę Harry zdobył kwalifikacje do sterowania potężną maszyną. Co więcej, 16-miesięczny, bardzo intensywny kurs
pilotażu ukończył z najlepszym wynikiem w grupie. Anonimowe źródło powiedziało Guardianowi, że „Harry może zostać wysłany do Afganistanu w ciągu najbliższego roku”.
Młodszy syn księcia Karola i Diany oraz trzeci człowiek w kolejce do tronu zapewne się ucieszy. Książę Harry od dawna bowiem mówił, że „nie może doczekać się wyjazdu na misję”.
Służba w armii jest wśród męskich członków brytyjskiej rodziny królewskiej tradycją, która ma podkreślić ich odwagę, honorowość i oddanie ojczyźnie. Niektórzy z nich, np. książę Yorku Andrew, tak pokochali mundur, że spędzili w nim ponad dwie dekady. Inni, jak hrabia Wessex Edward, wracali do cywilnego życia po kilku miesiącach.
27-letni książę Harry należy do tej pierwszej grupy. Oficerskie szlify zyskał w 2006 roku. - Jeśli ktoś mówi, że nie lubi armii, to jest szalony – wyznał kiedyś. - Przez tydzień możesz jej nienawidzić, ale w następnym tygodniu uznasz, że jest to najlepsza robota, jaką kiedykolwiek mógłbyś mieć – ciągnął.
Niedokończona sprawa
Niedokończona sprawa
Cztery lata temu brytyjski dziedzic walczył już w Afganistanie. Jako oficer królewskiej kawalerii Blues and Royals kierował ogniem artylerii oraz nalotami taktycznego lotnictwa szturmowego w południowej prowincji Helmand. Była to tajemnica. Ministerstwo obrony poprosiło krajowe media, by nie zdradzały informacji o jego obecności pod Hindukuszem. Dowiedziawszy się o księciu, talibowie mogliby urządzić na niego polowanie.
Brytyjscy dziennikarze wywiązali się z obietnicy. Ale zagranicznych tytułów już to nie obowiązywało. W kilka tygodni wieści o wojowniczym Harrym obiegły cały świat. Po 70 dniach książę wraz ze swoim oddziałem wrócił do Wielkiej Brytanii. - Mam poczucie, że czegoś tam nie dokończyłem – żalił się później.
Rok wcześniej z powodu medialnego zainteresowania dowództwo odwołało wyjazd Harry'ego w Iraku. Dziś ministerstwo ponownie prosi reporterów o dyskrecję.
Nie wszyscy są jednak zachwyceni pomysłem ponownego wysłania księcia do Afganistanu. Niewątpliwie, jego udział w misji – chociaż dobrze wpływa na PR dworu i ma poparcie samej królowej, która była ochotniczką w trakcie II wojny światowej – zwiększa zagrożenie, z jakim mogą spotkać się inni żołnierze. „Harry jest rozpuszczonym bachorem i myśli, że Afganistan to jego osobista gra komputerowa”, stwierdza jeden z postów na ten temat na Twitterze.
Inny internauta napisał na YouTube: "Nie ma w tym nic książęcego. Lepiej byłoby, gdy ścinał trawę wokół królewskiego pałacu, niż zabijał ludzi. Wstydź się Harry".
Łobuz dojrzewa
Przez wiele lat rudowłosy książę był uważany za „czarną owcę” rodziny królewskiej. Media często rozpisywały się o jego alkoholowych ekscesach i szarpaninach z paparazzi, przyłapały go też popalającego marihuanę. Największe zgorszenie wzbudził jednak, gdy na przebieraną imprezę założył hitlerowski mundur. Praca przy budowie sierocińca w Lesotho tylko trochę polepszyła jego wizerunek.
Po wstąpieniu do wojska Harry się uspokoił. Dziś wpadki przydarzają mu się znacznie rzadziej. I dobrze. Niedługo może przecież siąść za sterami kolosa z 30-milimetrowym działkiem i naprowadzanymi laserowo rakietami.