
"Po raz pierwszy związkowcy wyszli na ulice zjednoczeni, wolni od zależności partyjnych i uzbrojeni nie w stylisko i łańcuch, lecz w merytoryczny program, który zawiera wiele słusznych lub wartych uwagi postulatów" – pisze w "Gazecie Wyborczej" Jacek Żakowski
Czterodniowe protesty w stolicy ściągnęły na związkowców falę krytyki, jednak są tacy, dla których ostatnie manifestacje oznaczają nową jakość. Jak twierdzi Żakowski, związki zawodowe zaprezentowały się w ostatnich dniach nie jako wróg władzy, ale "partner żądający szacunku i poważnego podejścia do swoich oczekiwań". "Efekt jest dla nich lepszy, niż można było się spodziewać. Nie da się już przedstawić ich jako bandy nieokrzesanych warchołów hamujących modernizację" – ocenia.
Zdaniem publicysty "Polityki" związki mogą odnieść sukces, a Polska takiego sukcesu potrzebuje, bo organizacje pracodawców "bronią anachronicznego modelu rozwoju opartego na eksploatazji nisko opłacanej pracy". Żakowski zachęca do merytorycznej walki, która ma się przejawiać w tworzeniu eksperckiego zaplecza.
"Pracodawcy mają bogate think tanki, medialnych ekspertów, głównych ekonomistów. A kto jest głównym ekonomistą OPZZ? Kto jest Januszem Jankowiakiem 'Solidarności' i Jeremim Mordasewiczem Forum Związków Zawodowych? Gdzie jest związkowy FOR, Fundacja Republikańska, Instytut Sobieskiego zasypujący media ekspertyzami?" – pyta.
Na koniec stwierdza także, że związkowcy muszą zrozumieć, iż niezrzeszonych pracowników trzeba przekonać, a nie pokonać. W innym przypadku ostatnie strajki będą bitwą pod Grunwaldem – zwycięstwem, z którego niewiele wynika.
Źródło: "Gazeta Wyborcza"
