
Na forach i portalach motocyklowych wrze. Wszystko przez wywiad anonimowego motocyklisty dla "Gazety Stołecznej". Można z niego wywnioskować, że motocykliści są jedną wielką bandą wariatów, z którymi należałoby zrobić porządek. – Skoro epatujemy ignorancją i pokazujemy jak bardzo głęboko mamy "gdzieś" wszystko i wszystkich, to ktoś najnormalniej w świecie zechce wyrwać chwasta – ostrzega Marcin Piotrowski z serwisu Motogen.pl.
– Motocykliści nie są związkiem zawodowym i nie mogą bronić się przed takimi tekstami – mówi Mariusz Łowicki o wywiadzie, który wywołał oburzenie motocyklowego świata. Jaką publikację ma na myśli redaktor naczelny serwisu ścigacz.pl?
Dyskusję wśród motocyklistów rozpoczął wywiad z 11 września, który ukazał się również w serwisie Gazeta.pl. Już jego tytuł mówi wiele: "Motocyklista: Mam szybki 'motor', muszę jechać szybko". Żaden szanujący się motocyklista nie używa słowa "motor", tylko motocykl. Ten pozorny drobiazg wskazuje na małe obycie anonimowego rozmówcy w motocyklowym świecie. Nie zmienia to jednak faktu, że jego słowa trafiają w wizerunek całego środowiska. Przyjrzyjmy się jednak samej treści.
Albo szybko, albo wcale Opinie, które wygłosił "Piotr, 37 lat, właściciel firmy IT" sprawiają, że nóż się w kieszeni otwiera, wszystkim. Rozmówca opowiada między innymi, jak przy dużej prędkości wyprzedzał kilka ciężarówek i wjechał na łopatę. Twierdzi, że spotkanie z nią zakończyło się jedynie złamaną nogą. – Miałem śmierć w oczach – wspomina.
Piotr, 37 lat, właściciel firmy IT
Wywiad dla serwisu Gazeta.pl
– Myśli pan, że w ogóle to był wywiad? Że ten rozmówca istnieje? – słyszę od redaktora naczelnego ścigacz.pl. Jego zdaniem, o ile osoba udzielająca wywiadu naprawdę istnieje, musiała być przedstawicielem tzw. bananowej młodzieży, a nie motocyklowego świata. – Takie wywiady powodują sytuację, jaką mieliśmy choćby podczas pucharu Lubelszczyzny. Lokalni działacze porozrzucali gwoździe na torze. Zdarza się również rozwieszanie żyłek w lesie, kopanie dołów, czy rozlewanie oleju. To się dzieje naprawdę i wynika właśnie z takich publikacji – mówi Mariusz Łowicki.
Piotr, 37 lat, właściciel firmy IT:
Fragment wywiadu: Motocyklista: "Mam szybki motor, muszę jechać szybko"
– Zapewniam, że to postać z krwi i kości i miewa się bardzo dobrze. Choć przyznaję, że naprawdę nie ma na imię Piotr – mówi w rozmowie z naTemat Jacek Różalski, autor kontrowersyjnego wywiadu. – W związku z tym, że jest znany w środowisku motocyklowym i zawodowym poprosił mnie o zmianę imienia – mówi dziennikarz "Gazety Stołecznej".
Odżywają stereotypy Tak zwani "normalni motocykliści", którzy kochają jednoślady i styl życia jaki się z nimi wiąże, nie mogli przejść obojętnie wobec wypowiedzi anonimowej osoby, która swoimi bezmyślnymi stwierdzeniami daje świadectwo o całym środowisku. Jedną z osób, które zabrały głos w sprawie jest dziennikarz serwisu motogen.pl Marcin Piotrowski.
Dziennikarz zauważa, że w oczach społeczeństwa nikt nie będzie dziś pamiętał o akcjach dobroczynnych organizowanych przez to środowisko. W głowach ludzi jeszcze mocniej utrwali się obraz "złego motocyklisty". – Czy patrząc na to ktoś weźmie pod uwagę, że jeździmy na onkologię, organizujemy zbiórki krwi, Motomikołaje, szkolenia z pierwszej pomocy itd.? – pyta dziennikarz na łamach swojego serwisu. Jego zdaniem, nie ma co się dziwić, że po takich publikacjach ludzie zwalczają motocyklistów, zamiast walczyć z ich stereotypowym postrzeganiem.
Marcin Piotrowski
Redaktor serwisu Motogen.pl
Czy wywiad rzucił "nieprawdziwe światło" na środowisko? – Nie twierdzę, że wszyscy motocykliści tak jeżdżą. Tak jeździ mój bohater i wiem z codziennych wędrówek po Warszawie, że nie tylko on – mówi Jacek Różalski. – Niemal codziennie na Mokotowie, gdzie mieszkam, widuję motocyklistów prujących na swoich drogich maszynach po Belwederskiej, Puławskiej, Sobieskiego. Niektórzy jadą zdecydowanie ponad 100, 150, a nawet chyba około 200 km/h. Nie mam radaru, nie wiem dokładnie, ile to może być. Z pewnością zdecydowanie za szybko – stwierdza w rozmowie z naTemat.
Tekst powstał ku przestrodze Jak mówi redaktor naczelny serwisu ścigacz.pl, który jest jednym z najważniejszych serwisów o tematyce motocyklowej w kraju, szkalowanie motocyklistów w mediach to łatwy, choć jego zdaniem, nierzetelny sposób na dziennikarstwo. – To temat, który przyciąga uwagę, bo część motocyklistów irytuje ludzi. Mnie także denerwuje, gdy moje dziecko chce spać, a ktoś szaleje po mieście na motocyklu – mówi Mariusz Łowicki.
Nasz rozmówca uważa, że po prostu znalazł się nieodpowiedzialny, czy wręcz bezmyślny osobnik, który udzielił wywiadu. Łowicki sądzi, że podchodząc do tematu z punktu widzenia kierowcy, powinno się pisać w sposób bardziej obiektywny. – Tu zaś znaleziono skrajnego oszołoma, który pokazał, że motocykliści to idioci i nie ma sensu z nimi dyskutować – mówi szef ścigacz.pl
Autor wywiadu przekonuje, że tekst powstał ku przestrodze. – Gdy słyszysz ryk silnika, lepiej nie wchodź na jezdnię. Poczekaj. Bo nigdy nie wiadomo, która kategoria motocyklisty akurat pędzi na swoich dwóch kółkach przez zatłoczone miasto – ostrzega Jacek Różalski. Czarna seria W ostatnich dniach doszło do wielu tragicznych zdarzeń, w wyniku których kilku kierowców zakończyło sezon na zawsze. Między innymi te dramatyczne wydarzenia sprawiły, że na nowo, choć nietypowo, bo pod koniec sezonu, pojawiła się dyskusja na temat bezpieczeństwa.
– Jako uczestnika ruchu, ale też dziennikarza, ciekawiło mnie, co siedzi w głowach ludzi, którzy po mieście jeżdżą nawet 200 km/h – mówi autor wywiadu. I dodaje: – Dostałem więcej podziękowań za ten wywiad. Od zwykłych ludzi, którzy, tak jak i ja, mają prawo czuć się bezpiecznie na ulicach swojego miasta.
