Angela Merkel zachowa zapewne fotel kanclerza, ale tylko dzięki wielkiej koalicji CDU/CSU-SPD.
Angela Merkel zachowa zapewne fotel kanclerza, ale tylko dzięki wielkiej koalicji CDU/CSU-SPD. Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta

Już w niedzielę wybory parlamentarne w Niemczech. I co to nas obchodzi? Mimo, iż wydaje się, że w Berlinie nie dojdzie do znaczącej zmiany władzy, praktycznie przesądzony jest powrót do rządu SPD. I właśnie ta drobna zmiana warty może znacząco odbić się na interesach Polski. A nawet każdego zwykłego Kowalskiego.

REKLAMA
Wiele oburzenia wywołał kilka dni temu prof. Władysław Bartoszewski, gdy prawicowym publicystom odpowiedział, iż od relokacji warszawskich pomników bardziej interesują go dziś wybory w Niemczech, którym wybiera się przyjrzeć za Odrę. Portal braci Karnowskich nie potrafił pojąć, jak polskiego polityka może bardziej od pomników dla bohaterów II wojny światowej interesować możliwa zmiana władzy w Berlinie. Najgorsze intencje profesorowi przypisywała także "Fronda".
Dziwne, bo wybory w Niemczech są istotne także dla obywateli innych krajów, a już na pewno najbliższych sąsiadów. Dziennikarze zza Odry nadal podkreślają, że w kampanii wszystko wciąż możliwe, a zamiana obecnego układu rządzącego na kolejną wielką koalicję CDU/CSU z SPD jest praktycznie przesądzona. A to oznacza co najmniej kilka poważnych zmian w niemieckiej polityce, które wymusi powrót socjaldemokratów do rządu.
Berlin chce twoich pieniędzy
O ile Polacy rzadko należą za Odrą do grupy najlepiej zarabiających i żyjących tam i rodaków raczej nie dotkną możliwe podwyżki podatków dla najbogatszych, o tyle dość ważne dla nas powinny być nowe propozycje szykowane dla użytkowników legendarnych niemieckich autostrad. Lider CSU (odpowiednik CDU Angeli Merkel w Bawarii) Horst Seehofer kilka tygodni temu zapowiedział, że po wyborach zrobi wszystko, by cudzoziemcy wreszcie zaczęli płacić za korzystanie z autostrad. Bo tacy Polacy, Czesi czy Francuzi jeżdżą po nich non-stop, a nie dokładają do ich utrzymania ani grosza.
logo
Fot. dem_Christoph / Flickr.com (CC BY 2.0)

Niemiecka prasa podkreśla, że to właściwie przesądzone, bo politycy CSU od realizacji tego postulatu uzależniają jakąkolwiek przyszłą współpracę z Angelą Merkel. A plan Seehofera otwarcie skrytykowało jak dotąd zaledwie kilku polityków liberalnej FPD. Bo trudno, by ten pomysł przeciętnemu Niemcowi się nie podobał, skoro tym razem państwo szuka zarobku nie na swoich obywatelach.
Wybory nowej Unii
Tylko ignorancji mogą też nie zauważać, że wybory w Niemczech tak naprawdę są ważniejsze dla przyszłości Unii Europejskiej niż przyszłoroczny bój o miejsca w Parlamencie Europejskim. Przed rokiem prawdziwe wybory nowych władz UE rozpoczęli Francuzi, a teraz przypieczętują je Niemcy. Jeśli oddadzą władzę w ręce socjaldemokratów (scenariusz mniej prawdopodobny) lub zmuszą Angelę Merkel do koalicji z SPD (scenariusz praktycznie pewien), Żelazna Kanclerz przestanie być głównym rozgrywającym w Unii.
logo
Fot. Maciej Swierczynski / Agencja Gazeta

Tymczasem silniejsza kanclerz, to szansa na sprawniej działającą Unię. Wraz z premierem Wielkiej Brytanii Davidem Cameronem, Angela Merkel przygotowuje bowiem plan wielkiej reformy struktur europejskich, która ma zakończyć erę patologicznej wręcz biurokracji. Liderka CDU to dziś podobno największy orędownik przywrócenia krajom członkowskim sporej części przejętych dziś przez Brukselę kompetencji. Na szczyt biurokratycznej piramidy Unia zaczęła wspinać się tymczasem prawie dekadę temu. Wówczas, gdy unijne karty w Berlinie rozdawał rządzący SPD kanclerz Gerhard Schröder. Niemieccy socjaldemokraci to dziś olbrzymia część tego wielkiego aparatu, który Merkel w rozmowie z Cameronem miała niedawno nazwać "żartem".
Kto pocieszy porzuconego Obamę?
Powrót SPD do władzy - choćby częściowy - nie bez znaczenia może okazać się także dla stosunków... polsko-amerykańskich. Po Londynie, Berlin to od lat drugi najważniejszy przyjaciel Waszyngtonu w Europie. Ta przyjaźń ostatnimi czasy mocno została jednak nadszarpnięta. Już podczas ostatniej "wyborczej" wizyty na Starym Kontynencie Barack Obama postanowił ominąć Niemcy i zamiast z berlińczykami spotkać się z mieszkańcami Warszawy.
logo
Fot. Wojciech Olkuonik / Agencja Gazeta

SPD w rządzie oznacza ochłodzenie jeszcze większe. Obecny lider socjaldemokratów Peer Steinbrück nie zostawia bowiem suchej nitki na współpracy Berlina i Waszyngtonu przy inwigilacji obywateli, którą ujawnił m.in. Edward Snowden. - To największa zbrodnia przeciwko fundamentalnym prawom - grzmiał w czasie kampanii wyborczej Steinbrück. Jeżeli to polityk SPD miałby za kilka tygodni zająć fotel ministra spraw zagranicznych, USA zostałyby więc zmuszone do przesunięcia ciężaru swojej dyplomacji w Europie. Zapewne nieco bardziej na wschód.