Kinga Matusiak - blogerka naTemat i twórczyni Fundacji Przedsiębiorcy Pomagają została zgłoszona w akcji "Zwykły Bohater".
Kinga Matusiak - blogerka naTemat i twórczyni Fundacji Przedsiębiorcy Pomagają została zgłoszona w akcji "Zwykły Bohater". Fot. Kinga Matusiak / arch. prywatne

- Pomaganie innym jest łatwiejsze od przygotowania kubka herbaty. Wystarczy chcieć i już - mówi Kinga Matusiak. Założycielka Fundacji Przedsiębiorcy Pomagają i blogerka naTemat właśnie została zgłoszona w akcji "Zwykły Bohater". "Nie spotkałem do tej pory osoby tak skrzywdzonej przez życie, jednocześnie tak oddanej innym" - czytamy w uzasadnieniu jej kandydatury.

REKLAMA
Jej życie nigdy nie było łatwe. Dzieciństwo spędziła w domu dziecka, a w dorosłym życiu co chwila musi zmagać się z chorobą. Kinga Matusiak nie imponuje jednak tylko tym, jak radzi sobie z własnymi problemami. Blogerka naTemat żyje po to, by pomagać innym. Najpierw na własną rękę, a teraz dzięki Fundacji Przedsiębiorcy Pomagają, którą niedawno założyła. W naTemat wiemy o jej niezwykłej pracy od dawna, ale właśnie dostrzegli ją także inni. Kinga Matusiak została zgłoszona do tytułu "Zwykły Bohater", czyli akcji prowadzonej przez Bank BPH oraz TVN i portal Onet.
Kinga Matusiak "Zwykłym Bohaterem"
Fragment uzasadnienia jej kandydatury.

Nie spotkałem do tej pory osoby tak skrzywdzonej przez życie, jednocześnie tak oddanej innym. Warto nagrodzić ją za to, że nie dała się przeciwnością losu, a gdy słyszy o sobie że jest patologią (ze względu na to, że była wychowanką domu dziecka - bo i takie zdarzają się opinie), śmieje się ludziom w twarz i robi swoje. Pomaga, to jej żywioł. A ja przy niej pomimo tego, że pochodzę z normalnej rodziny - doceniłem dobro i więzi. CZYTAJ WIĘCEJ


Uznaliśmy, że to świetna okazja, by Kingę Matusiak namówić do rozmowy na temat jej wielkiego serca. Choć i tym razem zapewnia, że na wygraną w akcji "Zwykły Bohater" nie liczy. Nawet tego nie chce, bo twierdzi, że za pomoc drugiemu człowiekowi nigdy nie powinno oczekiwać się nawet podziękowań.
Co Pani poczuła, gdy dowiedziała się o zgłoszeniu do tytułu "Zwykłego Bohatera"?
Kinga Matusiak: To przede wszystkim dla mnie szok. I wielkie niedowierzanie. Naprawdę się tego nie spodziewałam, sądziłam że to psikus. Nie myślałam, że reakcją na moją „pracę” będzie zgłoszenie mnie do konkursu, bo przecież nie o nagrody w tym chodzi. Wiem, że osoba, która mnie zgłosiła niejednokrotnie brała dzielny udział w moich szalonych akcjach.
W naTemat świetnie wiemy, że Kinga Matusiak żyje z pomagania innym. To najlepszy sposób na radzenie sobie z własnymi problemami, których przecież Pani nie brakuje?
Nigdy nie ukrywałam, że w życiu lekko nie miałam. I nadal nie mam. Pomoc innym jest na pewno jakimś rodzajem zapomnienia. To jednak przede wszystkim chyba efekt przeżyć z przeszłości. Od kiedy pamiętam zawsze opiekowałam się młodszymi kolegami z domu dziecka i wyciągałam dłoń do słabszych. Ta maksyma Bertolta Brechta, iż "tylko z pomocą silnych można dopomóc słabym" towarzyszyła mi od najmłodszych lat.
Wie Pan co po akcji dla Nienadowej wychowawczynie mówiły dzieciom w placówce? „Pani Kinga to dla was najlepszy przykład, że nawet będąc w domu dziecka (skaza w życiorysie), można pomagać innym”. Poza tym odnoszę wrażenie, że im bardziej dostaję od życia po tyłku, tym większą siłę buduję wewnątrz siebie. Już na mnie nie robią wrażenia kiepskie wyniki badań, czy kolejne wezwanie do skarbówki. Uodparniam się, nabieram grubej skóry.
Dobro podobno wraca. Jak wiele wróciło go już do Pani?
To nie do końca chyba jest tak, aczkolwiek wierzę, że to dobro wróci, chociaż nie w jakiejś namacalnej formie. Za każdym razem, gdy mnie coś dotyka - a nie ma ostatnio roku, by coś złego się nie działo - zastanawiam się, co też komuś zrobiłam takiego „w przeszłości”, że wciąż dostaję po głowie? Może to dobro wraca jakoś bardzo powoli i ja jeszcze tego nie czuję… Nie użalam się jednak nad sobą, działam i z tego czerpię siłę. Mam dwie ręce, nogi, firmę, pomysły. Inni mają gorzej. Dużo gorzej.
Wciąż Pani jednak pomaga. Wielu sądzi tymczasem, że najpierw trzeba rozwiązać swoje problemy, by brać na siebie kłopoty innych.
To nieprawda! Z chęcią do pomocy drugiemu człowiekowi się po prostu rodzimy. Tego nie można się nauczyć, ani kupić w żadnym sklepie. To się w sobie ma, albo nie... Gen dobroci to nie towar na półce. Od małego znosiłam ranne zwierzaki do domu, dzieliłam się jedzeniem, ratowałam koleżanki z tarapatów, dzieliłam się pieniędzmi z potrzebującymi. Po prostu tak mam.
Pomaganie jest łatwe?
Dla mnie tak. Jest łatwiejsze od przygotowania sobie kubka herbaty. Wystarczy chcieć i już. Nie chodzi przecież o to, by zawsze robić spektakularne akcje. Wystarczy „wejść w Internet” i z łatwością poszukać ludzi, którzy potrzebują pomocy. O nich można przeczytać w prasie, dowiedzieć się o ich problemach z radia lub telewizji. Znalezienie ludzi, którzy potrzebują naszej wyciągniętej ręki jest bardzo proste. Nawet w najbliższym otoczeniu takie przypadki się zdarzają.
Podobno udowadnia Pani, że biznes może mieć serce. To naprawdę możliwe?
Akurat naTemat jest tego bardzo dobrym przykładem. Gdy w ubiegłym roku robiłam akcję dla dzieci z Nienadowej bardzo dzielnie mi przecież w tym pomagaliście. Artykuł na ten temat był bardzo wysoko na stronie. I to najlepszy przykład, że jeśli tylko jest chęć pomocy, to i w biznesie znajdą się ludzie, którzy sami najpierw poradzili sobie z przeciwnościami losu w życiu, a teraz chcą pomagać.
W tej akcji dla Nienadowej wystarczyło zadzwonić do kilku osób, firm, by lawina pomocy ruszyła. To był najlepszy przykład, że biznes z sercem istnieje. Wierzę w to i dlatego jestem w trakcie zakładania Fundacji Przedsiębiorcy Pomagają. O tych, którzy kompletnie się wtedy ode mnie odwrócili wspominała nie będę, bo przecież każdy ma prawo nie chcieć pomagać. A takie przypadki też się zdarzają.
Chciałaby Pani wygrać akcję "Zwykły bohater? Tak szczerze i bez kokieterii...
Absolutnie nie. Nie czuję się w ogóle uczestnikiem jakiegoś konkursu. Dla mnie pomaganie innym to sposób na życie. Robię to od zawsze i będę robiła nadal. I żadna nagroda tego nie zmieni.