Czy "efekt barceloński", o którym mówi Joanna Mucha, rzeczywiście ma w Polsce miejsce?
Czy "efekt barceloński", o którym mówi Joanna Mucha, rzeczywiście ma w Polsce miejsce? Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Minister Mucha na specjalnej konferencji podsumowującej sezon turystyczny podkreślała, że Euro 2012 przyniosło Polsce ogromne korzyści wizerunkowe i materialne, które przekładają się na awanse w rankingach i liczbę turystów odwiedzających nasz kraj. Eksperci zauważają jednak, że choć mamy powody do radości, władze muszą bardziej dbać o zagraniczny wizerunek Polski.

REKLAMA
– Cieszymy się. Zarówno ten rok, jak i poprzedni, można uznać za bardzo udane – mówi Ewelina Dudziak-Stalęga, rzeczniczka prasowa zarządu Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie, zapytana o liczbę turystów odwiedzających jedną z głównych atrakcji turystycznych stolicy. Jej opinię potwierdzają twarde dane: w roku 2012 Taras Widokowy na trzydziestym piętrze Pałacu odwiedziło 337 tys. osób, zaś przez pierwszych osiem miesięcy tego roku zwiedzających było już 322 tys.
Ale okazuje się, że tak dobrze jest nie tylko w przypadku Pałacu Kultury, czy nawet całej Warszawy. Tak przynajmniej głosi oficjalny komunikat Ministerstwa Sportu i Turystyki. W poniedziałek na podsumowaniu sezonu turystycznego Joanna Mucha mówiła, że tzw. „efekt barceloński” po Euro 2012 jest silniejszy niż przewidywano, a liczba turystów w kolejnych latach będzie się zwiększać.
Na swojej stronie internetowej Ministerstwo chwali się też, że “Polska odnotowała w tym roku najwyższy wzrost marki międzynarodowej wśród 100 badanych krajów”. Czy to tylko propaganda sukcesu, czy rzeczywiście jest się z czego cieszyć?
Coraz więcej turystów?
Gdy tylko okazało się, że Polska wraz z Ukrainą będzie gospodarzem Euro 2012, w naszym kraju rozgorzały spory o sensowność i opłacalność tego przedsięwzięcia. Wśród argumentów entuzjastów turnieju często mówiono o “efekcie barcelońskim”. Czym on jest?
Grzegorz Lisiecki
"Dziennik Zachodni"

W 1992 roku Barcelona była gospodarzem Igrzysk Olimpijskich. Dzięki dobrej organizacji i świetnej promocji stolica Katalonii stała się rozpoznawalna na całym świecie, będąc przez kolejne lata celem podróży nie tylko ludzi biznesu, ale - przede wszystkim - turystów. I choć imprezę Katalończycy zakończyli z deficytem w wysokości niemal 1,5 mld dolarów, to w kontekście długofalowym miasto zyskało. Zjawisko było tak wyraziste, iż nazwano je efektem barcelońskim. CZYTAJ WIĘCEJ


Dane przedstawione na poniedziałkowej konferencji rzeczywiście zdają się napawać optymizmem: okazuje się, że w 2012 roku było u nas o 11 proc. więcej zagranicznych turystów niż w roku 2011, a obecny rok może być jeszcze lepszy: wedle szacunków są realne szanse na wzrost rzędu 5-7 proc. Pytanie, czy ten trend będzie trwały?
– W oparciu o dane za lata 2010-2012 i wstępne szacunki dla roku 2013 można stwierdzić, że po okresie spadków trend wzrostowy odnośnie liczby przyjazdów turystów zagranicznych do Polski ma szansę utrzymać się w najbliższych latach. Należy jednak pamiętać, że turystyka jest dziedziną gospodarki bardzo wrażliwą na zmianę sytuacji ekonomicznej, społecznej oraz zmiany klimatyczne – twierdzi Katarzyna Kochaniak, rzeczniczka prasowa Ministerstwa Sportu i Turystyki.
– Dane rzeczywiście są optymistyczne i chociaż trudno jest dokładnie przewidzieć dalszy rozwój sytuacji, wiele czynników wskazuje na to, że zwyżkowy trend może się utrzymać – potwierdza Jarosław Marciuk z Inspiros Consulting Group, firmy zajmującej się marketingiem w turystyce. Jego zdaniem można mówić o swoistej modzie na Polskę: – Polska jest wciąż odkrywana, a nasze atuty w globalnej konkurencji to natura, kulinaria i kultura – ocenia.
Marciuk dodaje też, że m.in. dzięki działalności Convention Bureau i rozwijającej się infrastrukturze w ostatnich latach dynamicznie rośnie liczba odbywających się w Polsce konferencji i kongresów. – Wielu uczestników tych spotkań przyjeżdża ponownie z rodziną lub znajomymi w celach turystycznych – ocenia.
Dlaczego jednak w ogóle powinny nas interesować turystyczne “sukcesy” Polski? Choćby ze względu na gospodarkę. O ekonomicznym znaczeniu turystyki świadczy fakt, że w 2012 roku jej udział w PKB był najwyższy od 5 lat i wynosił 6 proc. Poza tym, turystyczna popularność kraju przekłada się na “miękkie” korzyści, które wyrazić można mówiąc o sile jego marki. Na tym polu też mamy się czym chwalić.
Siła marki
Jak wynika z zestawienia firmy Brand Finance, w 2012 roku wartość marki “Polska” bardzo wzrosła: skok o 75 proc. zapewnił nam miejsce w pierwszej dwudziestce najbardziej wartościowych marek-krajów na świecie. Plasujemy się zaraz za Turcją, Szwecją i Koreą.
Cytowany przez minister Muchę ranking autorstwa Brand Finance opracowano na podstawie 147 siedmiu czynników charakteryzujących kraje m.in. pod względem ich atrakcyjności inwestycyjnej, potencjału turystycznego, siły lokalnych marek i zdolności do przyciągania zagranicznych studentów czy specjalistów.
– Choć łatwo ulec magii liczb, które nie zawsze odzwierciedlają faktyczny stan rzeczy, powinniśmy się cieszyć – ocenia nasz awans w rankingu Grzegorz Grzybek, bloger naTemat i ekspert marketingu miejsc.
Katarzyna Kochaniak
rzeczniczka prasowa Ministerstwa Sportu i Turystyki

Silna marka narodowa pomaga wyróżniać produkty danego kraju na międzynarodowych rynkach, przyciąga kapitał zagraniczny, utalentowanych pracowników i turystów zagranicznych. Ponadto odpowiednie zarządzanie marką państwa może przyczynić się do wzrostu PKB naszego kraju i zwiększyć odporność państwa na recesję.


– Rankingi są ważne, przede wszystkim dlatego, że śledzi je branża. Wysokie miejsce w zestawieniu może zwrócić uwagę zagranicznych tour-operatorów czy konkretnych inwestorów z branży hotelarskiej – mówi Jarosław Marciuk.
Grzegorz Grzybek podkreśla jednak, że znaczenie marki danego kraju czy miasta wykracza poza jego zagraniczny wizerunek: – Siła marki oddziałuje też na jej ambasadorów, a więc np. mieszkańców. Jeśli są zadowoleni i dumni z miejsca, w którym mieszkają, nie będą emigrować, a tym samym osłabiać demograficznego i ekonomicznego potencjału państwa – mówi Grzybek.
Patrzeć na ręce i kibicować
Nasz bloger wrzuca jednak kamyczek do ogródka minister Muchy i rządzących, zauważając, że polskie władze mogłyby znacznie lepiej zarządzać naszym międzynarodowym wizerunkiem. Problemem jest np. fakt, że obecnie zajmuje się tym ponad 60 różnych instytucji, co generuje ogromne koszty i prowadzi do bałaganu.
– MSZ i Polska Organizacja Turystyczna teoretycznie współpracują ze sobą, ale obie instytucje mają swoje własne logotypy dla promowania Polski – mówi przykładowo Grzybek.
Nie zmienia to faktu, że nasz bloger pozostaje optymistą: – Dobre informacje ministerstwa zdają się mieć oparcie w faktach. Nie pozostaje nam więc nic innego, jak patrzeć władzom resortu na ręce, ale jednocześnie gorąco im kibicować – ocenia.