
Zamiast wielkiej płachty z reklamą bielizny – wielkoformatowe malarstwo. Zamiast odrapanych murów – realizacje międzynarodowych artystów. Zamiast pasteli wysmarowanych na mrówkowcach dzięki spółdzielni – geometryczne kształty i komiksowe postaci. Miejscy aktywiści z fundacji Urban Forms pokazują, jak walczyć z szarzyzną łódzkich blokowisk.
REKLAMA
Złośliwi mogliby stwierdzić, że to zasługa tendencji migracyjnych w mieście – mniej mieszkańców, więcej „bezpańskich” ścian, dobra okazja dla grafficiarzy. Jednak wszystkie murale, które pojawiają się w przestrzeni publicznej podczas Urban Forms, powstają legalnie, w wyniku konsultacji z mieszkańcami i władzami miasta.
Są już w różnych punktach miasta – na blokowiskach i kamienicach, w samym centrum i na obrzeżach. Głównie na ulicach dochodzących do Piotrkowskiej, ale artyści opanowali też już okolice Wojska Polskiego czy Uniwersyteckiej. Najlepiej wydrukować własna mapkę i ruszyć śladem nowych murali.
W tym roku do grona kilkunastu wrzutów rozsianych po mieście dołączył m.in. „szczurzy” mural belgijskiego artysty ROA, a także rysunek 3D Ryszarda Paprockiego w pasażu Schillera. Dużym wyzwaniem był wielki obraz na jedenastopiętrowym bloku przy ul. Wyszyńskiego 80. Chilijczyk INTI, którego prace czerpiące z południowoamerykańskiego folkloru można znaleźć np. Berlinie, na wykonanie łódzkiego muralu poświęcił jedenaście dni. Teraz można podziwiać. Albo zastanawiać się, co z osiedlem mają wspólnego kozy. Nadal powstają obrazy na ul. Legionów 57 i na ścianie Galerii Łódzkiej.
Jedne podobają się bardziej, inne – mniej, wszystkie wywołują jednak dyskusje i ożywiają przestrzeń miejską. Które chcielibyście mieć na swoim bloku?
Szczegółowy program wydarzeń, w którym przewidziane są m.in. wycieczki autobusowe szlakiem murali i koncerty, znajdziecie tu: www.urbanforms.org.
