![[url=http://tinyurl.com/qe9yztn]Radio[/url] czeka cyfryzacja.](https://m.natemat.pl/6f063301e7a5ddbf4072a4cc19fbb121,1500,0,0,0.jpg)
„Dziadki” z Polskiego Radia autoerotyzują się cyfryzacją. Cyfryzacją niczego nowatorskiego nie wnoszącą, która będzie podatnika kosztować bajońskie sumy. To jest "rewolucja" na miarę lat 90' ubiegłego stulecia. Zadufane w sobie środowisko radiowców-monopolistów przespało najważniejszy czas, nie rozumie pokolenia i jest nie przygotowane na jego potrzeby. To będzie piękna eutanazja!
REKLAMA
Wraz z cyfryzacją nie nastąpi żadna zmiana, która nadążałaby za współczesnymi oczekiwaniami dot. przekazu medialnego. Poprawa dotyczy w większości jakości nadawania, bo dotąd nadawano wg założeń technicznych z ery lamp elektronowych, czyli sprzed kilkudziesięciu lat.
Radiu nie pomoże face lifting. Dwudziestowieczna idea linearnego przekazu dźwiękowego, w której to odbiorca ma się dostosować do nadawcy, a nie odwrotnie, jest dzisiaj archaiczna, a nowe pokolenie brutalnie dziś ją weryfikuje. Jeśli radio ma przetrwać następne 15 lat, musi się zmienić od podstaw. Należy wymyślić radio on nowa, bazując na dzisiejszym przyzwyczajeniu do interaktywności i możliwości przykrojenia programu do indywidualnego odbiorcy. Nie da się tego zrobić bez komunikacji dwukierunkowej. Dlatego aktualny, bardzo kosztowny pomysł cyfryzacji, bazujący na historycznej idei nadajnika i odbiornika jest w mojej opinii do wyrzucenia, poza tym nie stać nas półśrodki.
Przykład - jedna z wielu możliwych, wcale nie futurystycznych idei - nad nią właśnie blisko 10 lat temu pracowaliśmy w zespole internetowego, antykomercyjnego Radia Art (po latach działania dziś nieistniejącego). Przekaz na początku jest linearny. Słuchacz może nie robić nic, dostaje jedną z gotowych ofert programowych, jak w klasycznym radiu. Może jednak wejść z nadawcą w interakcję. Korzysta wtedy z przycisku „Nie”, jeśli utwór, audycja go denerwuje, lub po prostu nie leży w kręgu jego zainteresowań. Może weryfikować pozytywnie, wciskając przycisk „Tak”, jeśli dokładnie tego oczekuje.
System odrzuca pojedyncze użycie przycisków, wciśniętych pod wpływem chwili i nastroju. Tworzymy obraz upodobań i przyzwyczajeń konkretnego użytkownika, jego profil. Z czasem zacznie dostawać taki przekaz, który go interesuje. Jego własne radio. Stacja nie musi biernie „nasłuchiwać” kliknięć i zmieniać się, jak kameleon, może i powinna mieć swoje oblicze. Wyważenie tego należy do jej twórców. Tworzenie ogromnej liczby strumieni dla ogromnej liczby słuchaczy jest technicznie trudne w realizacji. Ale analizując większą grupę odbiorców okazuje się, że profile się powtarzają, lub są do siebie podobne w wystarczającym stopniu.
Kilkadziesiąt predefiniowanych profili stanowi już dobry początek. Upodobania słuchacza są zmienne, wszyscy się rozwijamy. Jednak możemy prowadzić badania, dzięki którym będziemy mogli określić z dużą dozą prawdopodobieństwa w którą stronę preferencje słuchacza danego archetypu będą ewoluować w przyszłości i takie propozycje mu podsuwać. W zasięgu ręki jest więc możliwość celowego wpływania na jego rozwój, choć zgodnego z jego osobowością. Konieczna jest ścisła i stała współpraca z socjologami i psychologami. Oni współtworzą „know-how”.
Tymczasem o kierunkach rozwoju radia współdecydują osoby, które jeszcze kilka lat temu stawiały silny opór przeciwko wprowadzeniu komputerów do montażu i cyfrowej obróbki dźwięku. W wielu ośrodkach radiowych do dziś nie funkcjonuje sieciowy system zarządzania zasobami dźwiękowymi, ani powiązany z nim, zautomatyzowany, współczesny system emisyjny.
Panowie decydenci pamiętajcie - bawicie się za nasze pieniądze. Nie miejcie pewności, że społeczeństwo, wydawszy z podatków krociowe sumy na nową infrastrukturę, poleci również do sklepów kupować nowe, cyfrowe odbiorniki, przy których wnusio z dziaduniem siądą razem na miękkiej kanapie, aby posłuchać ciekawej wieczornej audycji.