
Ciekawych miejskich wydarzeń jest tak dużo, że trudno być na wszystkich. Często dowiadujemy się o nich już po fakcie i obiecujemy sobie, że pojawimy się na kolejnej edycji, nie poprzestając jedynie na zaznaczeniu „wezmę udział” na Facebooku. Po czym o wszystkim zapominamy... Niektóre akcje są jednak tak fajne, że warto o nich przypominać – tak jest w przypadku Park(ing) Day, który 20 września zorganizowano m.in. na placu Kolegiackim w Poznaniu.
REKLAMA
O co chodzi w jedzeniu na parkingu? Wszystko zaczęło się w 2005 roku w San Francisco od spontanicznego przekształcenia miejsca dla samochodów w miejsce dla ludzi – akcja pozwoliła mieszkańcom spędzić miło czas, uświadamiając, że przestrzeń publiczna wraz z rosnącą liczbą aut staje się coraz mniej przyjazna dla jej użytkowników.
Jak temu zaradzić? Wystarczą leżaki, trawa w rolce, pozytywne nastawienie i ochotnicy, którzy przyniosą dżem i tosty. Miast, w których wśród samochodów w trzeci piątek września pojawiają się zielone oazy, z roku na rok przybywa. W 2013 było ich już 160, w tym trzy w Polsce: w Łodzi, Wrocławiu i właśnie w Poznaniu. W takich tymczasowych miniparkach odbywają się koncerty, można grać w planszówki ze znajomymi lub czytać książkę.
W Poznaniu własny leżak nie był potrzebny. Organizatorzy wydarzenia ogłosili bowiem konkurs na projekt zagospodarowania przestrzeni parkingu na placu Kolegiackim. Wygrał „Piknik-bar” mieszkającej w Eindhoven designerki Kasi Zaręby, który możecie zobaczyć na zdjęciach. Proste rozwiązanie, trawa na wyciągnięcie ręki, do tego ciasta, napoje i owoce. Fajnie by było, gdyby Park(ing) Day stał się tradycją nie tylko w Poznaniu.
