Fot. Stefan Romanik / Agencja Gazeta

O trawie w Polsce pisze się ostatnio bardzo dużo. I to nie tylko o tej, której zalegalizowania domaga się Ruch Poparcia Palikota. To właśnie układanie trawy na polskich stadionach stało się czynnością budzącą ostatnio tak wiele emocji. Zakończono układanie murawy na Stadionie Narodowym! - przeczytaliśmy wcale nie tak dawno na oficjalnej stronie Narodowego Centrum Sportu. Jeden szczegół. Meczu przed którym trawa została przywieziona z Holandii nie było. Mimo wszystko pochwalić się warto.

REKLAMA
Ale wróćmy jeszcze do sytuacji sprzed decyzji o odwołaniu Superpucharu. Wszyscy kibice w Polsce zastanawiają się nie tylko czy policja i miasto zgodzą się na rozegranie meczu, ale też czy w ogóle będzie na czym grać. Skąd to zagrożenie? Problem z murawą. Dzwonimy do Marka Wypychowskiego, prezesa firmy Zielona Architektura, układającej murawę na Stadionie Narodowym -To jest jak z pracą w ogrodzie. Wszystko zależy od pogody i jej się nie oszuka. W lutym mógł przecież spaść metr śniegu i wtedy w ogóle nie byłoby tematu. A wiadomo też, że mróz wpływa negatywnie na układanie trawy na stadionie. To wszytko bardzo się wydłuża. - powiedział prezes. Jak się okazuje murawa jednak przed meczem była gotowa, tylko meczu nie było.
Śnieg, mróz? Można się chyba było tego spodziewać w lutym. W takim razie dziwić może decyzja o terminie rozgrywania spotkania na nowym stadionie. Biorąc pod uwagę, że ten nie miał wcześniej rozłożonej trawy. To jednak decyzja Ekstraklasy, efekt dobrze znamy.
- Oczywiście, że gdyby trawa leżała tam już dużo wcześniej to można było tego zamieszania uniknąć. Wtedy trzeba by ją tylko podgrzać. No ale nie zdążyli położyć. A koszty sprowadzenia jej z Holandii? Potem jeszcze układanie na mrozie i na deser odwołanie meczu. To naprawdę spore straty - tłumaczy Jakub Piotrowski z firmy Pagro, która kładła murawę na stadionie w Poznaniu.
Stadion Miejski w Poznaniu czyli niekończąca się opowieść
Przy rozważaniach dotyczących murawy, a właściwie jej wymiany grzechem byłoby nie wspomnieć właśnie o Stadionie Miejskim w Poznaniu. Na temat murawy w Poznaniu usłyszeliśmy już chyba wszystko. Wszystko poza… rzeczowym wyjaśnieniem.
-Co jest problemem w Poznaniu? Są dwie kluczowe kwestie. Niewystarczające oświetlenie i murawa jest zbyt często użytkowana - powiedział nam Marek Wypychowski. Ale dowiedzmy się czegoś więcej. -Jeśli chodzi o doświetlenie to nie jest tak, że jak jest jasno to już trawa będzie rosła. Potrzebny jest specjalny system podkreślam, doświetlenia. W żadnym wypadku nie chodzi tu o oświetlenie takie jak używane jest podczas meczów. W Poznaniu system doświetlania jest najwyraźniej niewystarczający - tłumaczy prezes Zielonej Architektury.
- Jak sam pan widzi nie jest do końca tak jak sugerowały media. Błąd konstrukcyjny? Ja w ten sposób nie odpowiem. Przecież jak pan buduje dom to zawsze gdzieś pada cień i tam trawa rośnie gorzej - dodaje.
Nieco innego zdania jest Jakub Piotrowski, z firmy zajmującej się stadionem w Poznaniu. -Ok zgodzę się, że doświetlanie może być niewystarczające, ale można było tego uniknąć. Każdy kto uczył się biologii wie, że żeby trawa rosła to potrzebne jest słońce, powietrze i woda. W przypadku stadionu w Poznaniu wybrali wygodę kibica, godząc się na częste wymiany murawy. Dlaczego? Ustawienie trybun i dach. Raz, że nie ma oświetlenia to jeszcze właśnie ten dach nie przepuszcza powietrza. A wszystko tylko po to żeby kibic siedział bliżej murawy - tłumaczy.
Co w takim razie ze wspomnianym wcześniej przez prezesa Wypychowskiego użytkowaniem? Przecież na stadionie w Poznaniu poza Lechem, gra jeszcze Warta Poznań. Jak często powinny odbywać się mecze, tak żeby murawy nie trzeba było wymieniać z taką częstotliwością z jaką spotykaliśmy się właśnie w Poznaniu? -Tak optymalnie to w ciągu jednego tygodnia trawa może być użytkowana przez 5 godzin. No i wiadomo, że jak jest chłodniej to jeszcze krócej. Jeden mecz w tygodniu to absolutne maksimum. Jeżeli ten czas użytkowania się wydłuży to powstaje problem. - powiedział nam Wypychowski. Jaki problem? Chyba wszyscy kibice dobrze pamiętają stan murawy podczas niektórych meczów Lecha.
Rozwiązania są, tylko nie w Poznaniu
Co powinni w takim razie teraz zrobić działacze w Poznaniu? - Rozwiązania są różne. Można przebudować dach. Tak jak we Wrocławiu, kiedy się zorientowali. Na szczęście w porę. Można zamontować kolektory i z tego czerpać energię. Takie rozwiązanie zastosowano w Bremie. I działa. Trzeba by po prostu usiąść i policzyć, które rozwiązanie byłoby najlepsze - tłumaczy Piotrowski.

Stadion w Poznaniu pożera ogromne pieniądze. - opowiada Piotrowski. Jakie pieniądze? Po pierwsze, doświetlanie - ogromne koszta zużycia energii. Kolejna sprawa, przepływ powietrza. - Poznań stosuje krótkofalowe rozwiązanie. Kupują trzydzieści dmuchaw po kilkaset złotych w Castoramie. Zamiast raz zrobić porządną turbinę - dodaje Piotrowski. Na samym końcu mamy jesczę kwestię wymiany murawy. Jak szacują eksperci to wydatek rzędu 300-400 tys. złotych.
Bartłomiej Piotrowski
specjalista z firmy Pagro

Poznań stosuje krótkofalowe rozwiązanie. Kupują trzydzieści dmuchaw po kilkaset złotych w Castoramie. Zamiast raz zrobić porządną turbinę


Jak widać na przykładzie Stadionu Miejskiego w Poznaniu mogliśmy się dowiedzieć o wszystkim… czego murawie może zabraknąć. Jak będzie w przypadku Stadionu Narodowego? To się dopiero okaże. Ale coś nam mówi, że zamieszanie związane z układaniem trawy na tym stadionie to dopiero początek wieloczęściowej sagi. Być może przekonamy się w kolejnych odcinkach kabaretu pt. "Trawa na Narodowym"…