Fot. Grzegorz Skowronek / Agencja Gazeta

Czytam „oświad­cze­nie mo­de­ra­to­rów sto­wa­rzy­szeń, wspól­not i dusz­pa­sterstw ar­chi­die­ce­zji prze­my­skiej” i krew się we mnie gotuje! Nic tylko oszczerstwa, manipulacje i przeinaczenia. No, czasem lapsus. A człowiek wciągnięty niewinny przecież. Zdarzy się i winny, ale po co tyle mówić?! Dobro trzeba pokazywać! Prawdę mówić, fakty prawdziwe przypominać!

REKLAMA
W radiu RMF FM kardynał Dziwisz powiedział: „W diecezji krakowskiej jest tylko jeden ksiądz skazany za pedofilię nieprawomocnym wyrokiem. Trzy wypadki sprawdzamy". Podkreślił, że w jego diecezji służy ponad 2200 księży. "Uogólniono błędy jednostek, a zapomniało się o całości" – skomentował i skonstatował: "Mogę zatwierdzić, że Kościół w Polsce jest Kościołem zdrowym".
Wniosek jeden: nie pedofilia, ale kanonizacja! To jest wyzwanie. Pedofilia wśród duchownych to nic. No, prawie nic. Trzy „wypadki” na 2200 księży. „Jeden tylko ksiądz został skazany w zawieszeniu, ponieważ nie udowodniono do końca, czy był winny, czy nie. Jeden ksiądz”.
To jest ta manipulacja i oszczerstwo i przeinaczenie! Jeden ksiądz, nieprawomocnym wyrokiem skazany, a tyle szumu medialnego, antykościelnego. Ewidentna krzywda dla pozostałych 2 199, którzy zdrowo pracują dla pożytku powszechnego. Co prawda sam znam dwa „wypadki” z pedofilią z Krakowa nie zgłoszone do prokuratury, ale to żaden dowód, skoro nie zostali skazani. Jeden tylko skazany. Byłby dowód, gdyby ofiary się zgłosiły. Nie zgłoszą się, bo jedna sprawa jest przedawniona, druga dla dobra Kościoła wyciszona. Kurialista prosił matkę chłopca – ministranta zgwałconego, by nie szła na policję dla uniknięcia skandalu.
Podkusiło mnie, by sprawdzić statystyki. Rzeczywiście! Trzeba przyznać kardynałowi z Krakowa rację. W ciągu 10 lat w Pol­sce za pe­do­fi­lię ska­za­no tylko 27 księ­ży - to jest ok. 0,07 proc. ogółu pol­skich du­chow­nych! I o czym tu mówimy! Widać jak na dłoni, że pedofilia to temat zastępczy. Cel? Zniszczyć bożych zdrowych kapłanów, zniszczyć zdrowy Kościół! „Zdrowy i święty”, jak podkreślił dostojnik.
Zastanawia mnie jedynie to, ilu pedofilów kościelnych nie stanęło nigdy przed sądem, bo objęło ich przedawnienie, albo skrzywdzone dzieci milczą jak zaklęte (co jest regułą) i ilu rodziców postanowiło poświęcić dobro swoich dzieci, żeby nie robić krzywdy Kościołowi.
Czytam o pedofilach w społeczeństwie. Według szacunków tylko 1 na 20 przypadków wykorzystania seksualnego dzieci jest zgłaszany organom ścigania. W przypadku pedofilów kościelnych ta liczba jest pomniejszona.
Czytam, że pe­do­fi­lię wśród pol­skich księ­ży jest jesz­cze trud­niej uka­rać ze względu na au­to­ry­tet du­chow­nych i Ko­ścio­ła, ze względu na przy­wią­za­nie ludzi do wiary i z powodu ba­ga­te­li­zo­wa­na przez bi­sku­pów wy­stęp­ków pod­wład­nych. Dzieci wykorzystane przez pedofilów w sutannach milczą jak zaklęte, co jest regułą. Rodzice poświęcają dobro swoich dzieci, żeby nie robić krzywdy Kościołowi. Biskupi wiedzą, ale nie powiedzą, a bywa, że awansują.
Np. abp Sła­woj Le­szek Głódź awan­so­wał skazanego księ­dza pedofila do godności ka­no­nika przy swojej nowej re­zy­den­cji. Abp Józef Michalik bronił zażarcie pedofila z Tylawy, oskarżając przy tym ofiary. Jeśli tak jest, że zgłaszany jest tylko 1 na 20 przypadków pedofilii, to znaczy, że w Krakowie i okolicach in cognito powinno grasować jeszcze 19 pedofilów w sutannach. Są tym groźniejsi, że nierozpoznani właśnie.
Statystycznie jeden pedofil może mieć „na koncie” od pięciu do stu pięćdziesięciu dzieci. To w zależności od łatwości dostępu do nich. Wszyscy badacze zjawiska nie mają wątpliwości, że tak w Pol­sce jak i na świe­cie widać tylko wierz­cho­łek góry lo­do­wej. Potwierdził tę prawdę krakowski kardynał: SKAZANY ZOSTAŁ JEDEN. Pytanie zasadnicze ciągle brzmi: ilu duchownych JEST pedofilami i powinno usłyszeć wyrok? Tego się długo nie dowiemy. Procentowo jednak, to tyle co nic. Promile!
Idźmy tym tropem i pytajmy co pacjenta boli. Była pedofilia, a teraz zbadajmy celibat. Prof. Józef Baniak wyliczył na podstawie 25 letnich badań, że 60 proc. księży w skali badań jest w związkach z kobietami. 12 - 15 proc. ma z nimi dziecko. Tyle gołe liczby. Zdaniem tego badacza prawdziwa skala jest jeszcze większa. 60 proc. z 2200 ilu to będzie? Oczywiście nie dziwi mnie to, ani nie gorszy, że mężczyźni w sutannach idą za głosem natury. Bardzo mi ich żal.
Taki jest wzorzec zdrowego człowieka (i Kościoła): Na obraz Boga stworzył go. Jako mężczyznę i niewiastę stworzył ich. Małżeństwo, to jest pomysł Stwórcy na życie. Jezus przeniósł ten obraz na zdrowy Kościół. Tyle Biblia. Nieuczciwe, gorszące, niszczące jest udawanie celibatu. Przyda się tu pewne dopowiedzenie. Otóż duchowni rzymsko-katoliccy przyrzekają bezżenność. A to znaczy, że przyrzekają, że nie wejdą w związek małżeński z kobietą. A to znaczy, że nie wyrzekają się seksu z kobietą, masturbacji i korzystania z usług agencji towarzyskich. „Żeby się napić mleka nie musisz kupować krowy”! – powiedział mi jeden z nich.
To również znaczy, że przyrzekając celibat nie wyrzekają się związków o charakterze seksualnym z mężczyznami. Gdyby jednak byli uczciwi, to przyrzekając celibat nie szukaliby żadnej rekompensaty. Po co to mydlenie oczu? Czy to nie pułapka na młodych idealistów, którzy idą do seminariów? Celibat w takim wydaniu jest wbrew Biblii, wbrew naturze, wbrew rozsądkowi. Nic dziwnego, że łamie sumienia i życie wielu. Biskupi o tym wiedzą. Więc o co chodzi?
Natura nie znosi próżni. Tak już jest. Jeśli bezżenność, to co w zamian? Czytam o homoseksualistach w sutannach. Znany z rzetelności, prof. Baniak stwierdza, że: „Księża nie są homoseksualistami”. Uff, co za ulga. I wyjaśnia: „wśród księży katolickich jest tyle samo homoseksualistów, co w innych grupach społecznych”. To oznacza, że: „70 proc. polskich księży to osoby heteroseksualne, reszta to homoseksualiści lub biseksualiści”.
30 proc. z 2200 ilu to będzie duchownych? Gej w sutannie czuje się w Kościele jak lis w kurniku! Czyli dobrze. A jak ma się Kościół? Katechizm Kościoła rzymsko-katolickiego nazywa praktyki homoseksualne grzechem śmiertelnym. O ocenie Biblii nie wspomnę. Czy zdanie Biblii kogoś tu jeszcze obchodzi?
Były promile związane z pedofilią, a teraz zapytajmy o promile we krwi duchownych. Eksperci twierdzą, że 7-10 procent to alkoholicy. W każdej grupie społecznej, czy zawodowej procent ludzi, którzy mają problem z alkoholem jest taki sam. Wśród lekarzy, księży, czy polityków wynosi on od 7 do 10 procent. Nie omija księży biskupów. Znamienne jest to, że „choroba rozwija się wtedy, kiedy alkohol napotka wewnątrz człowieka chorą duchowość”. 7 do 10 procent. Chora duchowość. 10 proc. z 2200. Ilu to będzie?
Było o alkoholikach, teraz o seksoholikach. Trafiam na wstrząsające wyznanie polskiego księdza opublikowane w serwisie internetowym Gościa Niedzielnego: „Jestem uzależniony od żądzy, która u mnie przejawia się przez masturbację, oglądanie pornografii, gapienie się na ludzi, niezależnie od płci, fantazje erotyczne i romantyczne, fetyszyzm, dzwonienie na numery usług erotycznych, zależnościowe związki”.
Światowa Organizacja Zdrowia WHO szacuje, że na seksoholizm cierpi kilka procent populacji. Skąd bierze się to cierpienie? Tak naprawdę seksoholik ma niskie poczucie własnej wartości. Seks pomaga mu w siebie uwierzyć. Sedno tego zaburzenia tkwi w tym, iż uzależnieni od seksu nie potrafią tworzyć trwałych i szczęśliwych związków. Seksoholizm to ucieczka od ludzi. Kilka procent z 2200. Ilu to będzie?
Kard. Dziwisz w RMF FM: „Pytam, dla­cze­go dziś tyle uprze­dzeń do Ko­ścio­ła? Dla­cze­go nisz­czy się w środ­kach ma­so­we­go prze­ka­zu ka­pła­nów, bi­sku­pów, czę­sto bez po­wo­du i uspra­wie­dli­wie­nia. To nas boli" – pod­kre­ślił me­tro­po­li­ta kra­kow­ski.
Powinno boleć. Są powody. To oszczerstwa, ma­ni­pu­la­cje, prze­ina­czenia. I nie jeden lapsus. Spadek notowań Kościoła, to efekt. Traci na tym cały Kościół Chrystusowy – nie tylko katolicki. Fakt, że zdrowi mężczyźni stanowią niewielki procent duchownych, to jest prawdziwy dramat. Przeraża, ilu niedojrzałych, chorych, zwichrowanych ludzi pełni rolę duszpasterzy, duchowych ojców i nauczycieli wiary.
Pewne jest to: Ukrywanie choroby pogłębia kryzys. Kryzys gorszy, niż ludziom Kościoła się wydaje. Kryzys wiary: Albowiem z waszej winy, jak napisano, poganie bluźnią imieniu Bożemu.