
Arcybiskup Józef Michalik chwali się na swojej stronie internetowej, że w 1999 roku dostał zaszczytny tytuł "Człowieka Roku Uniwersytetu Cambridge". Problem w tym, że uczelnia nie ma z tym nic wspólnego, a dokument można kupić za 200 dolarów. Nie tylko ten – jest wiele tytułów, które doskonale brzmią, a można je mieć już za kilkadziesiąt dolarów.
REKLAMA
Nic tak nie upiększa CV jak poważnie brzmiące tytuły nadane przez instytucje o jeszcze poważniej brzmiących nazwach. Jak wynika z ustaleń "Tygodnika Powszechnego" z takiego założenia mógł wyjść arcybiskup Józef Michalik. Hierarcha na oficjalnej stronie internetowej szczyci się tytułem "Człowieka Roku 1998/1999 Uniwersytetu Cambridge". Ale uczelnia nie wie nic o tym, że nagrodziła polskiego duchownego.
Bo w rzeczywistości nie ma z tym nic wspólnego. Nagrodę Michalik dostał, a właściwie kupił, od Międzynarodowego Centrum Biograficznego. To prywatna firma z Wielkiej Brytanii wydająca słowniki biograficzne. Oferuje też przyznawanie tytułów – do wyboru jest ich kilkadziesiąt. Za certyfikat płaci się od 200 do 400 dolarów.
Ale od tego czasu ceny spadły. Miami Life Development Church, działający także w Polsce, oferuje dziesiątki, jeśli nie setki tytułów. I to za jedyne 60 euro. Z trzech głównych kategorii: doktor honoris causa, profesor honoris causa oraz profesor i doktor (ten ostatni tytuł kosztuje aż 120 euro) wybieramy specjalizacje. A te są najróżniejsze: aromaterapia, ufologia czy motywacja. Do wyboru, do koloru.
Kilka miesięcy temu opisywano konkurs na Dziennikarza Obywatelskiego Roku 2012. Co prawda nie wystarczyło zrobić przelewu, by go dostać, ale dla chcącego nic trudnego. Organizatorzy umożliwili wysyłanie nieograniczonej liczby SMS-ów (to one rozstrzygały) z jednego telefonu. Autor opisuje, jak wydając 100 złotych zmanipulował wyniki głosowania. Gdyby wydał więcej, kupiłby sobie tytuł Dziennikarza Obywatelskiego Roku.
Człowiekiem wielu tytułów był Andrzej Lepper. Dostawał doktoraty honoris causa kilku ukraińskich i rosyjskich uczelni. Część jeszcze zanim został wicepremierem. Nie wiadomo, czy lider Samoobrony kupował je od nieznanych uczelni, czy były one po prostu podziękowaniem za jego działalność na Ukrainie, Białorusi i w Rosji.
Efektem grubego portfela, a nie realnych zasług, są też tytuły i nagrody nadawane firmom i ich produktom. Aby zgłosić się do konkursu (chociaż to określenie na wyrost) trzeba słono zapłacić. Ale za to można się nim pochwalić w gazetce reklamowej czy w spocie telewizyjnym.
Poza tym, że powszechne jest kupowanie prac magisterskich, można sobie też kupić doktorat. Ale nie trzeba wydawać tysięcy czy nawet setek dolarów, by móc szczycić się ważnym tytułem. W 2006 każdy z nas mógł zostać człowiekiem roku magazynu "Time". Wystarczyło za kilka dolarów kupić wydanie magazynu i spojrzeć na okładkę. Ale tym chyba nikt z nas nie chwali się w CV.
