Ukazują się różne artykuły o moim ojcu, nie czytam ich, bo najczęściej piszą o jakiś sensacjach, które nie miały miejsca. Gdzieś nawet ktoś napisał (oczywiście w katolickim piśmie), że podałam mojemu umierającemu ojcu krzyż, co jest nieprawdą, bo nie było mnie przy jego śmierci.

REKLAMA
Ojciec pochodził z bardzo katolickiej rodziny, miał bardzo katolicką, głęboko wierzącą drugą żonę, która opiekowała się nim troskliwie do śmierci i od której był w chorobie całkowicie zależny. Umierał w domu, w bardzo ciężkim stanie. Trudno powiedzieć jaki był jego stan świadomości.
Jego żona wierzyła że jest wierzącym człowiekiem, ja myślę że miał do wiary spory, naukowy dystans, choć niewątpliwie był bardzo tradycyjny. Chodził do Kościoła ale nie wiem czy z miłości do żony czy do Boga. Nikt nie ma jednak prawa i nie można oceniać tego, co człowiek robi w ostatnim momencie swojego życia. Sensacji nie ma, objawień też, mimo że Kościół ciągle potrzebuje nawróconych, bo ma coraz mniej wiernych. Z całą pewnością mnie i moją siostrę wychował na ateistki.
Jeśli chodzi o jego dorobek naukowy jest bardzo pokaźny. Właściwie współtworzył socjologię religii i pisał liczne monografie o polskim katolicyzmie, żadna z nich - nawet najwcześniejsze z lat 50 - nie ma charakteru ideologicznego. Ojciec zachwycał się fenomenem polskiego katolicyzmu i go badał. Badał parafie i parafian, obyczaje i tradycję, jak socjolog i jednocześnie człowiek zafascynowany tym co bada. Mimo "mrocznych czasów" żadna z jego prac nie wspiera się na ideologii marksistowskiej czy jakiejkolwiek innej, należał do polskiej szkoły socjologicznej i to ona tworzyła fundamenty jego badań.
Przejrzałam jego prace niedawno. Są naprawdę dobre i aktualne. Dechrystianizacja? Cóż to za pomysł?! Gdyby udało mu się zdechrystianizować Polskę nie miałby czego badać i to już nie byłaby jego Polska, a on ją kochał właśnie taką, katolicką, maryjną, proboszczową i zaściankową.