
W Europie wielu robi wszystko, by amerykańskie korporacje i służby specjalne miały wreszcie trudniejszy dostęp do danych na temat obywateli Starego Kontynentu. Te starania właśnie postanowił jednak mocno opóźnić premier Wielkiej Brytanii David Cameron, dzięki któremu Waszyngton i Dolina Krzemowa zyskają co najmniej rok, by skuteczniej lobbować w Europie za utrzymaniem korzystnego dla Google, Facebooka i USA status quo.
Premier Wielkiej Brytanii David Cameron blokując na co najmniej rok prace nad wprowadzeniem nowych restrykcyjnych europejskich zasad administrowania danymi wyciągnął rękę do partnerów z USA - pisze "Financial Times". "FT" nazywa to "wygraną spółek technologicznych i USA nad Unią Europejską".
Zdaniem ekspertów renomowanego pisma, ten rok zwłoki na Starym Kontynencie daje Waszyngtonowi i Dolinie Krzemowej szansę na to, by mocniej zaakcentować swoje rzekome racje. Dziś mówi się bowiem tylko o kontrowersyjnej polityce prywatności Google, czy Facebooka. No i oczywiście o działaniach wywiadowczych amerykańskich służb, które ujawnia Edward Snowden.
"Wygląda na to, że wygraliśmy" - miał powiedzieć dziennikarzom "Financial Times" jeden z wysoko postawionych szefów amerykańskiej branży informatycznej. Choć wcześniej wszystkim w USA wydawało się, że po ujawnieniu, iż amerykańska administracja podsłuchiwała kanclerz Niemiec Angelę Merkel i kilkudziesięciu innych europejskich przywódców, interesy amerykańskich korporacji zostaną ukrócone.
"Financial Times" podkreśla także, że to kolejny dowód na skuteczność amerykańskich lobbystów, którzy skutecznie wpływają na najważniejsze rozstrzygnięcia w Europie. Wcześniej udało im się przecież doprowadzić do tego, by z pierwotnego projektu zmian w ochronie prywatności Europejczyków wykreślić założenia mówiące o ograniczeniu instytucjom z USA dostępu do danych obywateli Unii Europejskiej.
W Waszyngtonie niepokój wzbudziły co prawda plany Parlamentu Europejskiego zmierzające do przywrócenia niekorzystnych dla amerykańskiego biznesu i polityki zmian, ale dzięki działaniom Brytyjczyków, europosłowie na dobre rozstrzygną tę kwestię prawdopodobnie dopiero po przyszłorocznych wyborach do Parlamentu Europejskiego.
Źródło: FT.com
