
Modlitwy przed spotkaniami rady miejskiej w Bideford są niezgodne z prawem – zadecydował brytyjski Wysoki Sąd Sprawiedliwości. Wyrok ten może wpłynąć na inne rady miejskie, ale też na ogólne miejsce religii w życiu publicznym Brytyjczyków.
REKLAMA
Praktyka była taka: członkowie rady spotykali się regularnie na posiedzenia i, jeśli większość z nich tego chciała, poświęcali kilka minut na modlitwę za „pomyślność dyskusji”. A że większość nie zgłaszała sprzeciwu, robili tak niemal zawsze.
Jeden z nich, ateista Clive Bone, nie był z tego powodu szczęśliwy. Praktykę uważał za archaiczną i niewłaściwą. - Wolność religijna to prawo absolutne, podobnie jak i wolność od religii – tłumaczył.
W końcu postanowił działać. Z pomocą Narodowego Stowarzyszenia Świeckiego (NSS) złożył sprawę do sądu. Stowarzyszenie uważało, że rytuał przedobradowych modlitw łamie europejskie przepisy dotyczące praw człowieka, gdyż stanowili pewnego rodzaju dyskryminację. Poza tym, argumentowało, nie ma powodu, by łączyć religię ze służbą cywilną.
Wiedziałem, że wygram. Prawa to prawo i rada miejska musi go przestrzegać
Wysoki Sąd Sprawiedliwości stwierdził, że nie widzi w tej sprawie elementów łamania praw człowieka. Zadecydował jednak, że ustawa o rządach lokalnych z 1972 roku nie przyznaje radzie mocy, którą mogłaby zmuszać swoich członków do uczestniczenia w modłach. Oznacza to, że dopóki na sali znajduje się chociażby jedna przeciwna wspólnym modlitwom osoba, dopóty stanowią one pogwałcenie prawa.
Wyrok sądu wywołał radość ateistów i smutek przedstawicieli Kościoła. - Modły były źródłem konfliktów w wielu radach miejskich. Gdy w Portsmouth pozwolono imamowi na oprawienie krótkiej modlitwy, jeden z chrześcijańskich radnych wyszedł. Potem powiedział, że nie wierzy, że modlą się do tego samego Boga. Innym razem radni w Shropshire nazwali swojego kolegą „obrzydliwym”, gdy założył słuchawki podczas ich modlitw – powiedział Porteous Wood z NSS.
To przykre, że niewielka mniejszość próbuje zabronić większości czegoś, w czym nikt nie musi uczestniczyć – stwierdził w rozmowie z BBC biskup Exeter Michael Langrish.
Podzielone zdanie zdają się mieć również sami Brytyjczycy. W przeprowadzonej przez brytyjski Huffington Post ankiecie 57 procent internautów oceniło decyzję sądu jako słuszną, a 43 procent jako błąd.
Od dłuższego czasu widać mocne tendencje do wypychania chrześcijaństwa z życia publicznego
BBC ocenia, że sprawa z portowego miasteczka Bideford w hrabstwie Davon może wpłynąć na praktyki obowiązujące w innych radach albo stanowić przykład dla kolejnych takich pozwów. „Od dłuższego czasu widać mocne tendencje do wypychania chrześcijaństwa z życia publicznego”, pisze specjalista stacji od spraw religii, Robert Pigott. „Ostatnie kilka lat nie jest dobre dla zwyczajów, które w Wielkiej Brytanii przez stulecia uważało się za coś stałego”.
