
Tyrol może pochwalić się aż pięcioma lodowcami. Na wszystkich z nich sezon już się rozpoczął. Masz ochotę spojrzeć na świat z 3000 metrów?
Zrobiło to na mnie niezwykłe wrażenie, choć w pierwszej chwili, gdy to zobaczyłem, miałem myśl – „co za rozrzutność”. A zaraz potem doszedłem do wniosku, że to jednak całkiem sprytne i w gruncie rzeczy oszczędne. Skoro dzięki lodowcom narciarze mogą tu przyjeżdżać w sezonie „w ciemno”, mając stuprocentową pewność, że będą doskonałe warunki do jazdy, to warto o nie dbać. A taniej i na pewno bardziej ekologicznie będzie ochronić śnieg przed stopnieniem, niż „na szybko” pokrywać górskie hale mieszaniną wody i środków chemicznych z armatek ustawionych gęsto wzdłóż tras zjazdowych.
Kiedy u nas jeszcze nie ma sezonu tęsknię za ostrą jazdą i nie mogę się doczekać, kiedy wreszcie będę mogła wyszaleć się na stoku. Kiedy u nas, w Polsce jest jesienna plucha i jeszcze nikt nie myśli o nartach, wyjeżdżam do Austrii. Tam, już jesienią na trzech tysiącach metrów czuję się, jak w Tatrach w środku zimy. A potem zjeżdżam w doliny, zakładam lekką sukienkę i ruszam na szampańskie Apres Ski.
To urozmaicone, łatwe i trudne trasy. Szusowanie, carving, jazda na desce snowboardowej na szerokich stokach - każdemu wedle gustu. Atrakcją lodowca jest "Runda po lodowcu", najdłuższy zjazd liczący 12 km, który pozwala pokonać 1 750 m różnicy wysokości.
