
Minister zdrowia w rozmowie z Michałem Traczem w TVN24 powiedział, że nie ugnie się pod presją aptekarzy i nie zgodzi się na zmianę ustawy refundacyjnej tak, by wykreślić z niej zapisy mówiące o karaniu aptekarzy za błędy. Bartosz Arłukowicz ma trochę racji, argumentując, że trudno znosić mechanizmy kontroli państwa nad tak dużymi środkami finansowymi.
REKLAMA
Tyle że rząd i tak jest na przegranej pozycji. Kilka tygodni temu minister deklarował, że będzie zdeterminowany by przeprowadzić niezbędne zmiany. W zeszłym tygodniu Sejm uchwalił nowelizację ustawy refundacyjnej. Rząd ugiął się więc przed lekarzami. Aptekarzy doszli do wniosku, że należy im się to samo.
Arłukowicz ma rację mówiąc, że forma protestu, którą prowadzą aptekarze nie jest protestem paraliżującym funkcjonowanie pacjenta. Ale jest jakimś utrudnieniem. Dla aptekarzy niekorzystny jest fakt, że Platforma nie straciła poparcia, chociaż PR-owo pewnie ucierpiała. Co więcej, temat ustawy refundacyjnej powoli wymiera. Teraz znowu dyskutuje się o katastrofie smoleńskiej.
Bolesław Piecha z PiS twierdzi, że senatorom trudno będzie wprowadzić do noweli zmiany dotyczące kar dla aptekarzy, bo poprawki dotyczące tej kwestii nie mieszczą się w zakresie nowelizacji uchwalonej przez Sejm. Jeżeli faktycznie tak jest, o zmianach w Senacie możemy zapomnieć. W takim wypadku niewykluczone, że farmaceuci zaostrzą protest. Następne posiedzenie Sejmu dopiero w przyszłym tygodniu.