
W ostatnich miesiącach odnotowano wzrost liczby prześladowań, zastraszeń i pobić członkiń kubańskiego ruchu Dam w Bieli. Państwo uważa zrzeszone w organizacji kobiety za agitatorki i wrogów narodu. Od czasu założenia ugrupowania 10 lat temu, Damy w Bieli regularnie padają ofiarami łamania praw człowieka.
REKLAMA
W marcu 2003 r. kubański rząd bezpodstawnie uwięził 75 opozycjonistów (wszystkich uwolniono do 2011 r.). W wyniku tego wydarzenia - zwanego “Kubańską Czarną Wiosną” - żony, matki, córki i siostry uwięzionych zjednoczyły się w ruchu Dam w Bieli. Ubrane na biało kobiety co niedzielę spotykają się w kościołach na wspólne czuwanie, a następnie w milczeniu maszerują ulicami miast w ramach protestu przeciw niesprawiedliwości i bezkarności władz. Poprzez swoje działania apelują o wolność dla wszystkich więźniów politycznych oraz przestrzeganie praw człowieka na wyspie. Jak często podkreślają, ich zgromadzenia mają charakter pokojowy.
Początkowo do organizacji należało niespełna 90 działaczek. Liczba członkiń szybko jednak wzrosła i obecnie ruch liczy około 300 osób. Do Dam w Bieli dołączają często kobiety niepowiązane bezpośrednio z więźniami politycznymi. Bezprawnie eksmitowanych, wyrzucanych z pracy lub szkoły Kubańczyków jest bowiem wielu, a wsparcia w walce o swoje prawa szukają oni właśnie u działaczek ruchu.
Kubański rząd oraz media na wyspie przedstawiają Damy w Bieli jako kontrrewolucjonistki reprezentujące zagraniczne interesy i otrzymujące wsparcie finansowe od USA.
Większość członkiń kubańskiego ruchu to kobiety czarnoskóre. Bardzo często padają one ofiarami dyskryminacji nie tylko ze względu na płeć i kolor skóry, ale również wiek, wyznanie, orientację seksualną czy niepełnosprawność. Wszystkie zgodnie twierdzą, że czują się zastraszane przez państwo. Co gorsza, dotknięci prześladowaniami są też członkowie ich rodzin. Dzieci kobiet zrzeszonych w Damach w Bieli bywają wyrzucane ze szkół, często odmawia się im również przyjęcia na uczelnie wyższe. Odnotowano także wiele przypadków, w których najbliżsi aktywistek zostali zwolnieni z pracy. Nagonka na organizację i bliskie jej osoby sprawiła, że setki rodzin cierpią z powodu wykluczenia społecznego.
Do walki z „kontrrewolucjonistkami” kubański rząd wyznaczył specjalne brygady. Ich członkowie (zarówno umundurowani, jak i po cywilnemu) są zawsze na posterunku w pobliżu miejsc pracy, szkół czy domów Dam w Bieli i podejmują wszelkie możliwe działania, aby uniemożliwić im dotarcie do kościołów i gromadzenie się w marszach ciszy. Akty przemocy fizycznej nie należą do rzadkości. Złamania kości, zwichnięcia stawów i poparzenia w wyniku ataków funkcjonariuszy państwowych są wręcz na porządku dziennym. Oburzający jest też fakt, że pokrzywdzonym w wyniku starć kobietom często odmawia się pomocy lekarskiej.
Jeszcze bardziej niepokoją liczne przypadki aresztowań. Bezpodstawnie uwięzione kobiety zmuszane są do rozbierania się do naga. Według funkcjonariuszy jest to standardowa procedura mająca na celu sprawdzenie, czy aresztowane nie ukrywają w ubraniu żadnych urządzeń rejestrujących obraz lub dźwięk. Nie ulega jednak wątpliwości, że powyższe czynności mają na celu upokorzenie oraz zastraszenie kobiet. Ich pobyty w areszcie nie zostają odnotowywane w żadnym rejestrze, co wyklucza możliwość ewentualnego zgłoszenia sprawy do prokuratury, która notabene i tak nie oferuje Damom w Bieli żadnych środków ochrony prawnej. Po zwolnieniu z aresztu, kobiety wywożone są za miasto i porzucane bez dokumentów i pieniędzy w nieznanych im, oddalonych od szlaków komunikacyjnych miejscach.
Poza granicami Kuby, działaczki Dam w Bieli mogą liczyć na wsparcie ze strony organizacji międzynarodowych. W walce o prawa podstawowe, pomoc członkiniom ruchu zagwarantowała między innymi Międzyamerykańska Komisja Praw Człowieka (CIDH), która pod koniec października oficjalnie nakazała kubańskim władzom zapewnienie bezpieczeństwa oraz ochronę godności kobiet zrzeszonych w organizacji.
W kwietniu bieżącego roku przedstawicielki Dam w Bieli odebrały w siedzibie Parlamentu Europejskiego przyznaną im w 2005 r. nagrodę Sacharowa. Przez ostatnie 8 lat władze Kuby skutecznie uniemożliwiały działaczkom wyjazd z kraju. Podczas tak długo wyczekiwanej ceremonii wręczenia nagrody, Przewodniczący Parlamentu Europejskiego Martin Schulz powiedział, że „nie ma na świecie takiej dyktatury, która powstrzymałaby demokrację”.
Damy w Bieli na każdym kroku podkreślają, że mimo doświadczanych ze strony władz nieprzyjemności, kochają swoją ojczyznę i będą kontynuowały swoją działalność na rzecz praw człowieka.
Agata Dawid
Artykuł nadesłany przez redakcję studenckiej strony Iberoameryka:
http://www.facebook.com/StudenckaIberoameryka
http://iberoameryka.wordpress.com
Źródła:
http://cubademocraciayvida.org/web/article.asp?artID=22905
http://observacuba.org/tag/damas-de-blanco/
Tekst został nadesłany przez serwis Iberoameryka w ramach akcji
Środy dniem praw człowieka w naTemat.pl