
Jezuita ks. dr Jacek Prusak znalazł się wśród konsultantów kontrowersyjnego eksponatu z Centrum Nauki Kopernik, za pomocą którego dzieci mogły się uczyć o strefach erogennych człowieka. W rozmowie z naTemat zastrzega, że urządzenia w ostatecznym kształcie nie widział, ale nie ma nic przeciwko, by w Centrum istniała wystawa poświęcona seksualności człowieka. – Tyle tylko, że prawicowych ideologów głębsze rozumowanie nie interesuje. Chcą mieć wrogów dla swojej ideologii, więc jeśli mają możliwość mi przywalić, robią to – narzeka.
Portal Stowarzyszenia "Solidarni 2010" umieścił księdza na czarnej liście osób, które przyłożyły rękę do stworzenia urządzenia "Strefy erogenne" z CNK. Prawda to, że konsultował ksiądz ten projekt?
Ks. Jacek Prusak: Prawda i nieprawda. Kilka lat temu, kiedy Centrum powstawało, organizatorzy poprosili mnie o ocenę i konsultację. Zgodziłem się i przekazałem swoje uwagi, ale umowa była taka, że to oni biorą na siebie ostateczne decyzje o takich czy innych eksponatach. Więc, mówiąc w skrócie, oceniałem, ale nie zatwierdzałem tego projektu. Zresztą, nigdy go nawet nie widziałem w ostatecznym kształcie.
To czego dotyczyła tamta konsultacja? Było powiedziane, że chodzi o strefy erogenne?
Nie pamiętam dokładnie – to było kilka lat temu, a nie wczoraj. Wiem, że pokazywano nam projekty holenderskie, ale w tej chwili nie przypominam sobie, bym wtedy oceniał gotowe eksponaty. Organizatorzy poprosili mnie o konsultacje jako księdza, który wypowie się w tej sprawie biorąc pod uwagę wrażliwość katolików. Owszem, miałem krytyczne uwagi, ale nikt mnie nie pytał o ocenę ostatecznego produktu.
Jest ksiądz zaskoczony tą awanturą, jaka się teraz wokół tego rozpętała?
Bardzo. Zresztą, organizatorzy od razu do mnie zadzwonili, żeby mnie uprzedzić o protestach i zapewnili, że do tej pory nikt nie zgłaszał tego typu zastrzeżeń. Wiem, że ich programy są badane przez nauczycieli, więc od razu pomyślałem, że ta krytyka to jest albo przejaw wrażliwości albo ideologii. Nad jej słusznością można by się zastanawiać, gdyby rodzice mieli problem z eksponatem. Najbardziej zaskoczyło mnie jednak właśnie to, że dopiero po kilku latach pojawiły się głosy krytyczne na rzekomo tak niebezpieczny dla wychowania temat.
Uważa ksiądz, że młodzi powinni się uczyć o strefach erogennych?
Nie chcę się wypowiadać konkretnie o tym urządzeniu, natomiast nie budzi we mnie sprzeciwu pomysł, by w instytucji takiej jak Centrum istniała wystawa poświęcona seksualności człowieka. To też jest przecież wiedza o człowieku i ukrywanie jej w zakamarkach, liczenie, że wszyscy sami się nauczą, jest bardzo naiwne.
Europoseł PiS, a zanim prawicowi komentatorzy, nazwali urządzenie z CNK "maszyną do pedofilii". Jest też zawiadomienie do prokuratury. Przesada?
Oczywiście - to jest ideologiczny atak. W gronie konsultantów znaleźli się profesorowie seksuologii, więc oskarżanie ich, że promują pedofilię zgadzając się na eksponat, to jest bezzasadny i po prostu głupi atak. Z drugiej strony uważam, że ta sprawa ma wymiar polityczny. Eksponat jest wykorzystywany przez polityków do celów, które nie mają nic wspólnego z wychowaniem. Czysta polityczna propaganda.
Centrum ugięło się jednak i wyłączyło eksponat. Słusznie?
Myślę, że każda instytucja oświatowa powinna reagować na zastrzeżenia uczniów i rodziców, a nie polityków, bo wtedy staje się przedłużeniem określonej ideologii. W tym wypadku, dopóki sprawa nie zostanie wyjaśniona, dobrze jest nie rozbudzać emocji, tylko poddać ten projekt merytorycznej ocenie. Być może będzie trzeba umieścić to urządzenie w jakiejś zmienionej postaci. Ale jeśli cała awantura jest bezzasadna, to niedobrze byłoby, gdyby Centrum uległo naciskom jednej grupy politycznej.
A co z krytyką wymierzoną w księdza? Nazwisko Prusak znalazło się w gronie "promotorów pedofilii"...
Jeszcze raz powtarzam: to czysta ideologia. Gdyby piszący na prawicowych portalach przeczytali orzeczenie centrum, w którym jest napisane, że to organizator ponosi odpowiedzialność za eksponaty, a nie osoby, które je opiniowały, może myśleliby inaczej. Tyle tylko, że tych prawicowych ideologów głębsze rozumowanie nie interesuje. Chcą mieć wrogów dla swojej ideologii, więc jeśli mają możliwość mi przywalić, robią to. Nikt nie zapytał, jaka była moja rola, nie przeczytał, co jest w orzeczeniu. Jednym słowem, prymitywna kampania.
