
Przez kontrowersyjną prowokację CBA człowiek stracił zarówno pracę jak i pieniądze. Od kilku lat zmaga się z bezrobociem. Z powodów finansowych wyprowadził się ze stolicy do rodzinnego Wałbrzycha, gdzie na obrzeżach miasta wynajmuje mieszkanie. Choć z powodu tamtej prowokacji ledwie wiąże koniec z końcem, sąd nie chce przyznać mu odszkodowania za tymczasowe aresztowanie.
REKLAMA
Bogusław Seredyński został zatrzymany przez CBA cztery lata temu. Podczas prywatyzacji Wydawnictw Naukowo-Technicznych, których był prezesem, miał przyjąć łapówkę w zamian za pozytywne rozpatrzenie pewnego wniosku. Po latach oczyszczono go z zarzutów, jednak do dziś Seredyński nie może znaleźć pracy – opisuje "Gazeta Wyborcza". Były prezes WNT wystąpił do sądu o odszkodowanie, który przyznał, że należy mu się, ale według przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości sprawa „nie dojrzała” do merytorycznego rozpoznania i została cofnięta do I instancji.
Seredyński jako prezes Wydawnictw miał je przygotować do prywatyzacji. Od czasu przejęcia państwowej spółki zmniejszył jej zadłużenie, podwyższył pensje. Dzięki temu zainteresował kilka firm z Polski i zagranicy. Tyle, że nie wiedział, że wśród inwestorów znalazł się agent Tomek, który rozpracowywał w tym samym czasie Weronikę Marczuk, której fundacja mieściła się w budynku WNT.
Agenci CBA próbowali przekonać Seredyńskiego, że można ustawić przetarg na sprzedaż firmy. Raz zostawili u niego w mieszkaniu 10 tysięcy euro, które nazwali pożyczką. Choć prezes chciał spisać umowę agenci mówili, że przebywają zagranicę, więc zostanie ona spisana po ich powrocie. Jednak w dniu kiedy mieli się spotkać w tej sprawie Seredyński został zatrzymany.
Były prezes WNT mimo oczyszczenie z zarzutów korupcyjnych nie może znaleźć pracy. Ciągnie się za nim zła sława po akcji CBA. Zażądał od państwa 2 milionów złotych odszkodowania. Sąd okręgowy przyznał mu prawie pół miliona, jednak prokuratura twierdzi, że to za dużo. Sąd ma jeszcze raz wyliczyć ile odszkodowania należy się Seredyńskiemu. Jednak były prezes WNT w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” przyznał, że stracił wszelką nadzieję. – „Mój czas się skończył. Już chyba się nie podniosę” –powiedział dziennikarzom Seredyński.
Źródło: "Gazeta Wyborcza"
