
Kluby „Gazety Polskiej” chcą zapobiec ewentualnemu sfałszowaniu wyborów i w związku z tym chcą wysłać dziesiątki tysięcy osób, które miałyby nadzorować komisje wyborcze. Na dodatek żądają, by członkowie komisji wyborczych używali kolorowych długopisów, co utrudniłoby im skreślenie dodatkowych nazwisk.
REKLAMA
Środowisko skupione wokół „Gazety Polskiej” w październiku spotkało się w Licheniu. Z sprawozdania nadzwyczajnego zjazdu klubów „GP” można wyczytać, że środowisko „jednogłośnie zadeklarowało władzom PiS chęć wsparcia monitoringu wyborów”. Dzięki takiej mobilizacji będzie można stworzyć system, który umożliwi uzyskanie faktycznych wyników wyborów.
Po przegranych wyborach samorządowych w 2010 roku prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński utrzymuje, że zostały one sfałszowane. – Prezes musiał zacząć się tłumaczyć swoim wyborcom, dlaczego przegrywa mimo poparcia „prawdziwych Polaków”. Mówili o dużej liczbie głosów nieważnych w wyborach do sejmików wojewódzkich, sugerując, że nie wszystko było w porządku, czyli że mamy fasadową demokrację – powiedział dziennikarzom „Gazety Wyborczej” Jacek Kucharczyk, szef Instytutu Spraw Publicznych.
Kluby „GP” uważają inaczej. W rozmowie z „Wyborczą” jeden z przedstawicieli tego środowiska powiedział, że trzeba monitorować komisje. Wojciech Bogajewski z poznańskiego klubu „GP” powiedział, że wiele osób negowało wyniki wyborów, więc w interesie wszystkich jest pilnowanie by nie doszło do fałszowania.
Jak zamierzają tego dokonać? Najlepiej „dążyć do uzyskania przewodnictwa w komisji wyborczej” natomiast „przewodniczący powinien dać członkom długopisy o rzadko spotykanym kolorze, np. zielonym, wiśniowym, aby uniemożliwić dodatkowe skreślenie w czasie liczenia głosów".
Źródło: "Gazeta Wyborcza"
