Fot. Maciej Swierczynski / Agencja Gazeta

W Polsce znowu narasta obawa przed budową elektrowni jądrowej. Przeciwnicy atomu mówią, że w Europie wszyscy się przecież z tego rodzaju energii wycofują. To nieprawda. Po pierwsze - Niemcy, to nie wszyscy, po drugie - Francja właśnie zapowiedziała wydłużenie pracy swoich reaktorów. Nie próżnują też na wschodzie.

REKLAMA
Nicolas Sarkozy zapowiedział, że chce, by elektrownie jądrowe we Francji działały dłużej, niż przez planowane dotąd 40 lat. Francuski przemysł energetyczny ma przygotować teraz plany, jak zapewnić odpowiedni poziom bezpieczeństwa i zdolności produkcyjne reaktorów.
Po części to odpowiedź na niedawny krytyczny raport francuskiej Agencji Bezpieczeństwa Jądrowego (ASN), która stwierdziła, iż przemysł jądrowy potrzebuje wielkich nakładów finansowych na zwiększenie bezpieczeństwa. Elektrownie nad Sekwaną z trudem przeszły tzw. stres testy, które po katastrofie w elektrowni Fukushima w Japonii przeprowadzono we wszystkich krajach produkujących energię jądrową. ASN oceniało, że na modernizację kilkudziesięciu francuskich reaktorów trzeba wydać dziesiątki miliardów euro.
Sarkozy chce więc, by pieniądze te nie poszły na marne. Także minister przemysłu Eric Besson uważa, że wydłużenie żywotności reaktorów będzie najlepszym rozwiązaniem z ekonomicznego punktu widzenia.
Niemcy się boją, więc wydadzą... biliony!
Rachunek ekonomiczny nie ma tymczasem żadnego znaczenia dla Niemców, którzy po katastrofie w Japonii, wręcz z dnia na dzień, postanowili zamknąć wszystkie swoje elektrownie. Mimo, iż wcześniej Angela Merkel zrezygnowała z planów wygaszania reaktorów do roku 2022, które ustalił już rząd Gerharda Schroedera. Długo planowała je zmienić i wydłużyć okres działania elektrowni o 12 lat, ale ostatecznie przestraszyła się chyba trzęsienia ziemi w Niemczech.
Dzisiaj wiadomo, że za wygaszenie wszystkich reaktorów Niemcy zapłacą kilka razy więcej, niż przewidywano. Siemens, który zbudował elektrownie, a teraz będzie pomagał w ich likwidacji wyliczył, że może to kosztować nawet 1,7 biliona euro.
Polska traci czas, Wschód nie próżnuje
Zupełnie inne nastawienie do atomu we Francji może być bardzo dobrą wiadomością dla Polski. Nie tylko dlatego, że daje przykład, by tego rodzaju energii się nie obawiać, ale również z tego powodu, iż to dwa francuskie koncerny energetyczne – Areva i EDF są wymieniane jako główni kandydaci do budowy pierwszego polskiego reaktora.
Elektrownia atomowa w Polsce
Prawdopodobne lokalizacje

O tym, że jest potrzebny nie ma wątpliwości większość ekspertów. Dzisiejsze elektrownie są archaiczne - generują olbrzymie koszty i zatruwają środowisko dwutlenkiem węgla. Mówi się, że w niedalekiej przyszłości większość z nich powinna zostać zamknięta. Zielona energia to tymczasem w naszym kraju nadal obszar nierozpoznany. A czas ucieka.
Z tego świetnie zdają sobie sprawę za naszą wschodnią granicą. Nowe reaktory powstają w Obwodzie Kaliningradzkim, w Ostrowcu na Białorusi i Wisaginie na Litwie.