Fot. Rafał Michałowski / Agencja Gazeta

Zaledwie sześć miesięcy minęło od ostatnich wyborów, a do następnych zostało jeszcze trzy i pół roku. Najbliższa wizyta przy urnach to 2014 rok i niezbyt emocjonujące wybory do Parlamentu Europejskiego. Tymczasem polska scena polityczna wrze. Bo w partiach zbliżają się wybory szefów.

REKLAMA
Wczoraj opisywaliśmy atak, jaki na Platformę przypuściło PSL umieszczając na swoim facebookowym profilu porównanie propozycji obu partii w sprawie reformy emerytur. Według informacji dzisiejszej "Rzeczpospolitej" to element szerszej akcji przygotowanej przez ludowców. W Sejmie mają dziś pojawić się plakaty, które przypominają, że PO proponowała "przymus pracy do 67. roku życia", a PSL było za "możliwością wyboru". Chwali się też tzw. "emeryturami częściowymi" i dofinansowaniem przedszkoli. Taki plakat, którego oczekiwalibyśmy się raczej po opozycji niż po koalicjancie, to wynik zbliżających się wielkimi krokami wyborów na prezesa Polskiego Stronnictwa Ludowego. Waldemar Pawlak nie może być pewny reelekcji, dlatego też od kilku dni posłowie i działacze ludowców dostają SMS-y przypominające osiągnięcia z ostatniej kadencji.
Politolog z Uniwersytetu Warszawskiego Rafał Chwedoruk w rozmowie z "Rz" ocenia - Muszą teraz szukać płaszczyzny sporu, by pokazać, że różnią się zasadniczo od PO, jeśli chodzi o sprawy społeczne.
Na lewicy też ostro
Zaostrza się też walka o prymat na lewicy, choć na razie ma ona wymiar głównie werbalny. Jak przypomina dzisiejsza "Rzeczpospolita" ostatnim tego przejawem była debata nad programem polskiej polityki zagranicznej, która miała miejsce w ostatni czwartek. Podczas przemówienia Leszka Millera posłowie Ruchu Palikota krzyczeli: "Debile, PZPR-owskie świnie. Gdy wicemarszałek Wanda Nowicka próbowała ich uciszyć lider SLD stwierdził: "Ta naćpana hołota nie jest mi w stanie przeszkodzić". Później Janusz Palikot ocenił: "trzeba wybaczyć starszemu panu".
Ale do ostrych potyczek słownych dochodziło już wcześniej. Na początku kadencji oba ugrupowania nie mogły się dogadać co do podziału sejmowych pokoi. Andrzej Rozenek z RP stwierdził, że "SLD zależy wyłącznie na jaguarach, marmurach i kryształowych żyrandolach, a nie pracy w parlamencie". Szczególnie ostre określenia padały po ostatnich doniesieniach na temat zarzutów dla Zbigniewa Siemiątkowskiego w związku z więzieniami CIA w Polsce. Lider RP wezwał Millera do odejścia z polityki, bo były premier ma krew na rękach. W odpowiedzi szef SLD nazwał posła z Lublina "pajacem", "rzecznikiem al Kaidy" oraz "oszustem" i wypomniał mu zarzuty o nieregulowanie zobowiązań finansowych. Co prawda kongres Sojuszu dopiero 28 kwietnia a Miller jest jedynym kandydatem, zawsze warto nabić sobie dodatkowych punktów u działaczy pokazując waleczność po okresie bezbarwnego szefostwa Grzegorza Napieralskiego.
A co słychać u prawicy?
Tymczasem o walce na prawicy pisze Wojciech Szacki w "Gazecie Wyborczej". Reporter opisuje swoje rozmowy z lokalnymi działaczami Solidarnej Polski, których spotkał na kongresie założycielskim partii. Według dziennikarza przy bliższym przyjrzeniu nowa partia Zbigniewa Ziobry niewiele różni się od tej starej. Tutaj także za jakiś czas na światło dzienne wyjdą osobiste animozje i walka o wpływy - tak jak było to w PiS. Jak ocenia Szacki na razie lokalni członkowie cieszą się, że mogą bezpośrednio porozmawiać z liderami (co było niemożliwe w przypadku prezesa Kaczyńskiego), to zapominają, że to wynik raczej małej liczebności ugrupowania niż dowód na jego demokratyczność. Podsumowuje, że "to partia ludzi przegranych", bo stworzyli ją ci, którzy po prostu przegrali wewnętrzne potyczki w Prawie i Sprawiedliwości i musieli z niego odjeść.