
Podatki są po to, żeby je płacić - taki wniosek można wysunąć, po zapoznaniu się z definicją słowa "podatki". Płacimy je bezzwrotnie, na rzecz władzy publicznej i co najważniejsze, pod przymusem. Gdyby jednak ktoś zdecydował się zaprotestować wobec jednego z podstawowych obywatelskich obowiązków, i podatków nie płacić? Jedno jest pewne. Konsekwencje będą dotkliwe.
REKLAMA
Niezapłacenie podatku może na pierwszy rzut oka wyglądać jak swoista oszczędność. Bardzo szybko jednak okazałoby się, że państwo upomni się o swoje. Wówczas będziemy musieli zwrócić nie tylko zaległe należności, ale także karne odsetki. Im dłużej będziemy zwlekać, tym boleśniej odczujemy skutki naszej decyzji. Gdyby jednak na tym sprawa się kończyła, niektórzy mogliby potraktować państwo jako swego rodzaju bank - odłożyć spłatę należności, doliczyć odsetki, a przez ten czas obracać swoimi pieniędzmi. W wielu przypadkach mogłoby to być opłacalne. Niestety, państwo zabezpieczyło się przed tego typu "podatnikami".
Jeśli uporczywie nie będziemy wpłacali podatku w terminie, możemy zostać ukarani karą grzywny. Kara zostanie nałożona, jeśli zaleganie będzie trwało przez pewien czas, a podatnik będzie posiadał w tym czasie środki do spłaty zadłużenia. Jako uporczywe niepłacenie podatku można uznać nie tylko powtarzające się niepłacenie podatków w terminie, ale nawet pojedynczy przypadek, gdy opóźnienie jest znaczące.
W krajach zachodnich, osoba która nie płaci podatków często staje się obiektem krytyki sąsiadów, znajomych. Jako przykład "sąsiedzkiej czujności" podaje się kraje skandynawskie. Tam niepłacenie podatków jest powodem do wstydu, cwaniactwem. W Polsce nadal panuje przeświadczenie, że płacenie podatków jest obowiązkiem raczej przykrym, niż patriotycznym.
