Od kilku dni jestem członkinią Klubu Parlamentarnego PSL. Wybór PSL zaskoczył wielu - tym bardziej, że póki co obecność PSL na Dolnym Śląsku jest - delikatnie mówiąc - skromna. Dlaczego zatem PSL?
Weszłam w świat polityki nie po to, by brać udział w medialnych spektaklach, ale po to, by zrobić coś dobrego dla mieszkańców Dolnego Śląska. Ponieważ jestem lekarzem-ginekologiem, w sposób naturalny chciałam zająć się przede wszystkim kwestiami zdrowia i profilaktyki. Dość szybko zetknęłam się z czymś, czego w polityce nienawidzę – z intrygami, blokowaniem inicjatyw, podkradaniem pomysłów, zabieganiem o bezrozumną obecność w mediach. Nie tak rozumiem pracę posła.
Przygotowałam dwie ważne ustawy – tzw. ustawę in vitro oraz ustawę o edukacji seksualnej - a także założenia reformy systemu służby zdrowia. A ponieważ jestem też dolnośląskim przedsiębiorcą mam w zwyczaju doprowadzać rozpoczęte projekty do końca.
Formuła pracy w ramach koła parlamentarnego uniemożliwiała mi składanie projektów ustaw. Mogłam co najwyżej funkcjonować jako „języczek u wagi” podczas ważnych głosowań, dostarczając mediom pożywki dla polityczno-plotkarskich spekulacji.
Realizacja zadań, których się podjęłam wymaga współpracy ze stabilnym partnerem politycznym – ugrupowaniem poważnym, ugrupowaniem nowoczesnym, a jednocześnie ugrupowaniem na tyle dojrzałym, że nie zabiegającym o nieustanną reklamę w telewizji. Obietnicę spokoju i potrzebnego mi merytorycznego wsparcia otrzymałam od Polskiego Stronnictwa Ludowego. Polityków PSL trudno uznać za medialnych wyjadaczy, speców o PR-u, czy też mistrzów autoreklamy. A jednak – proszę mi wierzyć – to właśnie z politykami PSL rozmawiać można naprawdę poważnie i merytorycznie.
Przed nami olbrzymie wyzwania – i nie mówię tu jedynie o doprowadzeniu do końca projektów związanych ze służbą zdrowia. Już za moment podejmowane będą decyzje dotyczące wydatkowania funduszy europejskich. Dolny Śląsk ma szanse na olbrzymi, cywilizacyjny skok. Czekają nas zagadnienia związane z rozwojem przedsiębiorczości – w tym pozycjonowanie Dolnego Śląska jako ważnego obszaru gospodarczego między Czechami a Niemcami. W perspektywie kilkunastu, kilkudziesięciu lat spodziewać się możemy drastycznego spadku liczebności mieszkańców naszego regionu (i całej Europy!). O czekającej nas katastrofie demograficznej wspominałam już przygotowując Program Przeciwdziałania Bezdzietności. Jeśli tendencji tej nie możemy odwrócić, to może chociaż postarajmy się ją powstrzymać?... Pozornie daleko od nas - w Kijowie - rozstrzygają się losy wschodniej polityki UE. Kwestia ta dotyczy nas tym bardziej, że najliczniejszą mniejszością narodową na Dolnym Śląsku są przecież Ukraińcy!
Słowem – czekają nas ciekawe miesiące!
HSR
