
Ceny mogą wydawać się atrakcyjne, ale tankowanie paliwa na nieznanej stacji jest ryzykowne. Szara strefa paliwowa rośnie w Polsce bardzo dynamicznie. To w tej chwili już 12-19% rynku. Do Polski wchodzą międzynarodowe mafie. Jak ten proceder działa i czym grozi - nasz reporter rozmawiał z ekspertem.
REKLAMA
Budżet, czyli my, tracimy na paliwowe szarej strefie 4 miliardy rocznie tylko na podatku VAT. Ale strat jest więcej - to także akcyza, zabrane miejsca pracy, utracone dochody polskich firm. O to Antoni Bohdanowicz z naTemat pytał eksperta PKN Orlen.
Międzynarodowe grupy przestępcze wzięły sobie Polskę na celownik, bo działają one w tych krajach, w których państwo jest słabe, w których służby nie mają wiedzy, albo przepisów umożliwiających ściganie przestępczości gospodarczej. Szara strefa paliwowa to bowiem już od dawna nie jest przemycanie paliwa w butelkach przez zieloną granicę. Teraz jest to zorganizowana mafia działająca na wzór słynnej stalowej mafii wyłudzającej VAT. Przestępcy przywożą paliwo z krajów bałtyckich, w Polsce bardzo łatwo jest dostać koncesję na obrót paliwami. Mafie zakładają wiele firm i przekazują papiery z jednej do drugiej. Zanim państwo się orientuje, przestępcy zarabiają na sprzedawanym tanio, bo bez podatków paliwie. Wtedy zamykają łańcuszek firm i zakładają nowy.
W tym procederem poradzili sobie Czesi. W jaki sposób? Otóż zaostrzyli przepisy regulujące handel paliwami. Teraz żeby dostać koncesję za naszą południową granicą, należy wpłacić gwarancje finansowe na mniej więcej 3 miliony złotych. Tylko taka firma może obracać paliwami. Wprowadzenie takich przepisów w Polsce spowodowałoby, że liczba firm z koncesją mocno spadłaby, służbom byłoby łatwiej je kontrolować. Przykład Czech pokazuje, że ta walka jest do wygrania dzięki zaostrzeniu prawa.
Polski fiskus długo bagatelizował problem szarej strefy, mimo że organizacje branżowe alarmowały: "Pojawiają się oferty na olej napędowy z opustem 300 i więcej złotych na każde 1000 litrów, podczas gdy w normalnych warunkach opust może osiągać maksymalnie 150 zł" - pisała w oświadczeniu Polska Organizacja Przemysłu i Handlu Naftowego. Potem przepisy zostały zaostrzone i powstała specjalna lista w Ministerstwie Finansów. Zbiera ona firmy, które wniosły kaucję. Rzecz w tym, że minimalna kaucja to 200 tysięcy złotych. Dlatego wiele nieuczciwych firm kaucję zapłaciło, pokazuje ją potencjalnym kontrahentom, jako dowód swojej uczciwości. To wszystko jest oszustwem, a 200 tysięcy złotych kaucji przy zyskach z oszukiwaniu w handlu paliwem jest niewielkim kosztem prowadzenia biznesu.
Artykuł powstał przy współpracy z PKN Orlen