
Europoseł w rozmowie z naTemat przyznaje, że nie żałuje wyjścia z Prawa i Sprawiedliwości. Żal mu jest kolegów, z którymi się rozstał. Tadeusz Cymański miał nadzieję, że PiS się zmieni, ale to się nie stało. Były polityk PiS mówi też, że szanuje Marka Jurka, ale jest zdegustowany momentem podpisania porozumienia z Jarosławem Kaczyńskim.
REKLAMA
Zbliża się druga rocznica katastrofy smoleńskiej. Mam wrażenie, że Solidarna Polska, w przeciwieństwie do Prawa i Sprawiedliwości, nie eksponuje tematu tragedii z 10 kwietnia 2010 r.
Nie chodzi o eksponowanie, tylko o wyjaśnienie. Mamy podobne zdanie, tylko odbiór jest inny. Jesteśmy nową partią, mamy 20 posłów w parlamencie, więc nie mamy takich narzędzi, jak PiS. Są inni, którzy próbują własnymi siłami rozwikłać tajemnicę tej katastrofy i zainteresować świat. Wszystko to z powodu kardynalnych błędów i karygodnych zaniedbań polskiego rządu.
Niedawno w Parlamencie Europejskim w Brukseli odbyło się wysłuchanie publiczne w tej sprawie.
Byłem tam i jestem zaskoczony coraz to nowymi faktami, które są ujawniane. Przynoszą one coraz więcej znaków zapytania. Zuzanna Kurtyka poinformowała zgromadzonych w PE, że otrzymała w 2010 roku list od Tomasza Arabskiego, szefa Kancelarii Premiera. Poinformowano ją, że jest możliwość włączenia własnych ekspertów w pracę nad wyjaśnieniem katastrofy. Dzisiaj odmawia się udziału prof. Badena. Moim zdaniem po dwóch latach jesteśmy dalej, niż bliżej wyjaśnienia tej katastrofy.
W Smoleńsku mogło dojść do zamachu?
Polska prokuratura tego nie wykluczyła. Nie ma zresztą pełnego dostępu do dowodów, także do wraku. Nie ma więc powodu do tego, żeby wykreślać taki scenariusz. Robi się wiele, żeby więcej było cienia, a nie światła w tej całej sprawie.
Teza o zamachu, o wybuchach, jest jednak mocno kontrowersyjna.
Na wysłuchaniu był też prof. Czachor. W Polsce jest wielu innych ekspertów, oni nie mają legitymacji PiS czy Solidarnej Polski. Jeżeli rząd jest zdeterminowany, to niech potwierdzi to czynem. Myślę, że trzeba ze spokojem obserwować i kojarzyć fakty. Przypisywanie i nadawanie całej tej historii bardzo mocnych akcentów politycznych jest nadużyciem. To prawda, że najwięcej ofiar zginęło z PiS. Nie można jednak tej sprawy zamieść pod dywan.
Platforma dogadała się z PSL w sprawie podwyższenia wieku emerytalnego. Na częściową emeryturę będzie mogła przejść kobieta w wieku 62 lat i mężczyzna w wieku 65 lat.
To były twarde negocjacje z bardzo miękkim finałem. Trudno nazwać to kompromisem. To są raczej ozdobniki, które mają stworzyć pozory kompromisu i dogadania się. Główne rozwiązanie jest niezmienione, a proponowane możliwości przejścia na wcześniejszą emeryturę z uwagi na bardzo niskie kryteria, sprawiają, że będziemy mieli do czynienia z przymusem ekonomicznym. To nie jest rozwiązanie problemu. Zwracam uwagę na tempo prac, na kompletny brak pakietu rozwiązań ustawowych. Moim zdaniem są to groteskowe działania.
Jarosław Kaczyński zapowiedział, że po dojściu do władzy obniży wiek emerytalny.
To może jest zapowiedź kontrowersyjna, czy szokująca, ale w rodzaju "jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie". Jeżeli w Polsce będziemy tak rządzić, że nie liczy się głos opozycji, środowisk, związków zawodowych, kościoła, ekspertów, jeżeli taką ustawę robimy na kolanku, to proszę się nie dziwić, że następny zryw zrobi z tym porządek. To jest destabilizacja, budowanie państwa chwiejnego, ciągle się zmieniającego.
Jasne, ale Solidarna Polska chce obniżyć podatek dochodowy dla najbiedniejszych z 18 do 12% i podwyższyć jednocześnie dla najbogatszych, zarabiających powyżej 10 000 złotych miesięcznie. Wszystko dobrze, tylko że to się nie zbilansuje. Większość Polaków płaci PIT według niższej stawki.
Diabeł tkwi w szczegółach. Główna myśl i przesłanie naszego programu jest taka, że państwo nie wywiązuje się właściwie ze swojej funkcji. Są liczne sprawozdania, które wykazują, że mamy liczne rozpiętości majątkowe i dochodowe. W Polsce mamy de facto podatek liniowy. Partie są śmieszne, mówiąc, że są przeciwko albo za podatkiem liniowym. Podatek liniowy wprowadziła Zyta Gilowska, bo tak naprawdę 98,5% podatników płaci podatek liniowy. Trzeba o tym wyraźnie powiedzieć.
Nie zmienia to faktu, że obniżenie podatku PIT z 18 do 12% spowoduje zmniejszenie wpływów do budżetu.
Ma Pan rację. Istnieje poważna wątpliwość, bo tam są miliony, a tu są tysiące. Trudno to będzie zbilansować. Ale można o tym dyskutować. To może być obniżka nie o 6, ale o 2%.
Nie żałuje Pan wyjścia z Prawa i Sprawiedliwości?
Nie żałuję. Żal mi jest kolegów, z którymi się rozstałem. Smutno mi, bo miałem nadzieję, że po naszym wyrzuceniu coś się w PiS zmieni, że po kolejnych odejściach pojawi się refleksja. Pojawiła się refleksja tego typu, że na premiera zaproponowano Zytę Gilowską. Wybory w okręgach poluzowano w ten sposób, że w Kielcach, czy w Lubuskim namaszczono kandydata.
PiS się nie zmienia?
Wcale się nie zmienia. Szkoda, ale my robimy swoje. Mamy wielkie nadzieje, mieliśmy bardzo dobry kongres. Konsekwentnie budujemy partię. Przyczyną usunięcia była jednak wielka różnica zdań. Nam chodziło o krytyczną ocenę przeszłości. Zyta Gilowska jest wspaniała, ale to liberał, jeżeli chodzi o sprawy społeczne. Ta prosta prawda zdaje się nie docierać do kierownictwa PiS. Nie będziemy publicznie toczyć sporów. Idziemy do elektoratu prawicowego. Życzyłbym PiS powrotu do pewnych spraw. Testem może być przywrócenie 40% stawki podatku PIT dla najlepiej zarabiających.
Wątpię, że Prawo i Sprawiedliwość poprze podwyżkę podatków. Największa partia opozycyjna swego czasu mocno krytykowała podwyżkę podatku VAT.
Trzeba porównywać się do innych państw. W Wielkiej Brytanii zmniejsza się podatki z 50 do 45%.
Marek Jurek ostatecznie zdecydował się na współpracę z PiS. Kiedyś mówiło się o sojuszu z Solidarną Polską.
To decyzja, którą szanuję, tak jak szanuję Marka Jurka. Była dla mnie pewnym zaskoczeniem, trochę rozczarowaniem. Życzę mu jak najlepiej. Mam nadzieję, że w PiS zbuduje optykę prospołeczną, która będzie przeciwwagą dla liberalnych poglądów Zyty Gilowskiej. Wierzę, że tak będzie, chociaż ta wiara jest bardzo trudna. Musiałby mieć mocne wsparcie. Zresztą ta współpraca jest bardzo ogólna. Z tego punktu widzenia cieszę się, że wraca do polityki. Będąc na marginesie, tracimy wszyscy. Szkoda, że nie poszedł z nami. Nie udało się porozumieć.
Porozumienie zawarte między Kaczyńskim a Jurkiem przewiduje współpracę wyborczą, wspólną listę, choć odrębne kluby, przy założeniu ścisłej współpracy.
Byłem trochę zdegustowany momentem podpisania tego porozumienia. To było nieeleganckie. To nie było w stylu Marka Jurka, który zawsze w tych sprawach był bardzo taktowny. Było to odczytane jako próba przykrycia naszego kongresu. Z drugiej strony pokazuje to, że wbrew temu, co głosi PiS, że jesteśmy na ułamkowym procencie, to jednak liczy się z naszym ugrupowaniem i ma respekt przed Solidarną Polską. Inaczej w tak szybki sposób nie organizowałby konferencji w tym dniu. Przekaz musi być czytelny i tak mówi większość komentatorów, zarówno nam przychylnych, jak i nieprzychylnych.
PiS się was boi?
To mocne słowa. Nie jest prawdą, że lekceważenie jest udawane. Myślę, że PiS ma świadomość, że nasza formacja ma szanse. Myślę, że tą świadomość ma wielu członków tej partii. Cały czas się kontaktujemy, rozmawiamy. Najgorsze jest to, że nic się tam nie zmienia. Na zachodzie bez zmian, tak jak u Remarque'a.
Sondaże dla Solidarnej Polski nie są jednak zbyt przychylne. W ostatnich badaniach nie przekraczacie progu wyborczego.
To prawda. Zobaczymy. Bywały czasy, że najpotężniejsi mieli niskie poparcie w sondażach.
Oczywiście. Chociażby Ruch Palikota.
Czas pokaże. My jesteśmy odważni i dzielni, nie dzielimy skóry na niedźwiedziu. Robimy swoje. Był kongres, mamy w terenie duży odbiór, będziemy jeździć. Są już przygotowane formularze członkowskie, powstają struktury. Myślę, że niekorzystne dla nas sondaże nie zniechęcają nas, wręcz przeciwnie: mobilizują. My jesteśmy w rękach wyborców, więc do nich idziemy. Sondaże przyjmujemy z respektem. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Wysokie sondaże mogłyby nas zdemobilizować.
Słyszałem, że w Solidarnej Polsce toczy się konflikt między Zbigniewem Ziobro a Jackiem Kurskim.
To nic nowego. My mamy różne osobowości, różne temperamenty. Koncepcje są różne, co do mediów może przeciekać, ale nie znajduje to potwierdzenia w konflikcie. Konflikt to spór ukryty albo rzeczywisty. Spotykamy się przecież z Ludwikiem Dornem. Jacek Kurski miał z nim historyczne tarcie, ale panowie podali sobie rękę. Uczestniczę w tych rozmowach i mogę pod nazwiskiem powiedzieć, że to nieprawda.
Skąd więc biorą się takie informacje? Koledzy z Prawa i Sprawiedliwości je wymyślają?
Nie chcę przypisywać nikomu złych intencji. Wydaje mi się jednak, że jest to w interesie tych, którzy nam źle życzą. Media żyją tym, co jest ciekawe. Pokój nie jest interesujący. Wojna - o, czemu nie. To musi być ciekawe, tym bardziej, że osoby są nietuzinkowe. Jacek Kurski z opinią bulteriera. Zbyszek jest bardziej powściągliwy. Ma wielkie uznanie w sondażach, w wyborach. Mamy swoje karty. Konflikty osłabiłyby nas zbyt mocno.
Zbieracie już podpisy pod Europejską Inicjatywą Obywatelską w sprawie redukcji emisji CO2?
Tak. To bardzo ciekawy pomysł, który ożywia nam struktury. Korzystamy z dyrektywy, która daje nam możliwość zbierania podpisów. Są one zbierane nie tylko w Polsce, ale to my jesteśmy wiodącą siłą w tej sprawie. To realne zagrożenie. Wprowadzenie redukcji dwutlenku węgla jest dla Polski ogromnym zagrożeniem. Jest jeszcze kilka innych krajów, ale chcemy to dokończyć. Sprawdzamy się organizacyjnie. Liczymy, że zostanie to uszanowane.
Solidarna Polska jest gotowa na wypadek, gdyby doszło do rozwiązania Sejmu i wcześniejszych wyborów parlamentarnych?
Dobry żołnierz jest zawsze przygotowany w koszarach do wymarszu.
Adam Bielan w Newsweeku w rozmowie z Teresą Torańską mówi, że z Lechem Kaczyńskim nie rozmawiało się o twardej polityce.
To ciekawa wypowiedź. Ja nie mam tutaj nic do powiedzenia. Adam Bielan był blisko prezydenta, więc ma prawo do takich wypowiedzi. W dobrej wierze wypada mi wierzyć. Prezydent nie żyje, ale to jest wypowiedź osoby, która przez wiele lat była przy nim.