
– Wierzymy, że możemy pozytywnie wpłynąć na przestrzeń publiczną i opowiedzieć o ważnych rzeczach. Staramy się unikać robienia murali, które są tylko i wyłącznie ładnymi obrazkami – tak o swojej działalności mówią twórcy murali na warszawskim Muranowie. O procesie robienia murali, ich społecznym oddziaływaniu, a także o inspiracjach twórczych rozmawiamy z Anną Koźbiel i Adamem Walasem, członkami grupy Ad manum, muralistami związanymi z warszawską Akademią Sztuk Pięknych.
REKLAMA
Jak zaczęliście robić murale?
Adam Walas: Zacząłem od malowania graffiti w czasach licealnych. Przez to zainteresowałem się rysunkiem, a potem zostałem pchnięty do zdawania na architekturę. W pewnym momencie przestałem malować na ścianach, ale po kilku latach studiów to do mnie wróciło – zająłem się tym w nowej formie, bardziej streetartowej: wyciąłem kilka szablonów, potem wziąłem udział w paru festiwalach organizowanych przez Wojtka Wiśniewskiego (Szablon Jam).
Trochę później zrozumiałem, że jednak chcę rzucić architekturę i zdawałem na Akademię Sztuk Pięknych. W tym czasie ktoś podesłał mi info o konkursie na mural upamiętniający Powstanie Warszawskie, z okazji 65 rocznicy wybuchu. Wygrałem ex aequo z z Rafałem Roskowińskim - to było bardzo nobilitujące, bo Roskowiński jest legendą muralu w Polsce. W nagrodę mogłem zrealizować mural. W tamtym momencie to było dla mnie coś dużego, miałem wtedy 200 metrów ściany do zagospodarowania.
Anna Koźbiel: I ten pierwszy mural nadal jest na murze przy stadionie warszawskiej Polonii.
Adam Walas: Tak, ciągle można go oglądać. To był moment - z resztą do dzisiaj to trwa - kiedy o Powstaniu mówiło się albo dobrze albo wcale. Mam wrażenie, że trochę przekornie podszedłem do tematu, bo raczej pokazałem Niemców jako zwycięzców, a Polaków - w ruinach płonącej Warszawy. Potem okazało się, że właśnie ten mural miał duży wpływ na inne tego typu realizacje o Powstaniu Warszawskim, pojawiło się sporo klonów.
Anna Koźbiel: I ten pierwszy mural nadal jest na murze przy stadionie warszawskiej Polonii.
Adam Walas: Tak, ciągle można go oglądać. To był moment - z resztą do dzisiaj to trwa - kiedy o Powstaniu mówiło się albo dobrze albo wcale. Mam wrażenie, że trochę przekornie podszedłem do tematu, bo raczej pokazałem Niemców jako zwycięzców, a Polaków - w ruinach płonącej Warszawy. Potem okazało się, że właśnie ten mural miał duży wpływ na inne tego typu realizacje o Powstaniu Warszawskim, pojawiło się sporo klonów.
Teraz patrzę na niego już z perspektywy kilku lat i myślę, że jest w nim dużo niedoróbek, dzisiaj sporo rzeczy mógłbym zrobić lepiej. Wtedy bardzo wielu osobom mural się spodobał – był czymś w rodzaju mojej wizytówki, zacząłem dostawać coraz więcej propozycji. Potem udało mi się zrobić jeszcze kilka fajnych realizacji, już bardziej artystycznych, między innymi na Szablon Jamie i w kamiennicy artystycznej 5 10 15: tam namalowałem jelenie na klatce schodowej.
A jak dołączyła do ciebie Ania?
Adam Walas: Jak zaczęliśmy się z Anią spotykać dostałem propozycję zrobienia muralu dotyczącego Ludwika Zamenhoffa na warszawskim Muranowie. Organizowała to Stacja Muranów, która była wtedy w podbramkowej sytuacji. Wszystko zrobiliśmy w tydzień: projekt, konsultacje, musieliśmy też zacząć malować, a był już listopad. Mural robiliśmy w dość trudnych warunkach, ale udało się. Teraz uważam, że to jeden z gorszych murali, jakie zrobiliśmy,
Anna Koźbiel: Ale wtedy dopiero zaczynaliśmy pracować razem - ja robiłam mural po raz pierwszy, też po raz pierwszy robiliśmy coś większego wspólnie.
Czym się zajmowałaś wcześniej?
Anna Koźbiel: Grafiki, rysunki, animacje – głównie to, co miałam na studiach. Adam powiedział wtedy w trakcie pracy: przy tym muralu będziesz miała wszystkie najgorsze rzeczy, jakie się mogą trafić: i fatalną pogodę, i złą ścianę, i rusztowanie.
Anna Koźbiel: Grafiki, rysunki, animacje – głównie to, co miałam na studiach. Adam powiedział wtedy w trakcie pracy: przy tym muralu będziesz miała wszystkie najgorsze rzeczy, jakie się mogą trafić: i fatalną pogodę, i złą ścianę, i rusztowanie.
I tak było?
Anna Koźbiel: Zdecydowanie tak. Ale mi się podobało.
Ile murali zrobiliście wspólnie?
Anna Koźbiel: Osiem. Na Muranowie są „Architekci”, „Kobiety Muranowa”, „Esperanto”, „Pomarańczarka” w Falenicy, robiliśmy jeszcze pracę na Stadionie Narodowym ze studentami z ASP w ramach warsztatów na wydziale grafiki, a także „Astronautę” w Międzylesiu i „Mity Słowiańskie” na Mokotowie.
Jestem ciekawa, jak wam się współpracuje. Jesteście parą, żyjecie razem i jeszcze współpracujecie. Wytrzymujecie ze sobą?
Anna Koźbiel: No, o ile generalnie mało się kłócimy, o tyle przy muralach jest gorzej.
A o co się kłócicie przy muralach?
Adam Walas: "Ania, dlaczego wylewasz mi farbę na głowę?"
Anna Koźbiel: Ale to było tylko raz! Mieliśmy mały wypadek… Staliśmy na rusztowaniu, tzw. "warszawskim", ja stałam na nim wyżej, a Adam piętro niżej. Trochę mam lęk wysokości, i siedząc na górze nie wiem, czy to przez lęk wysokości czy przez zmęczenie, ale jak wkładałam wałek do farby, to przewróciło mi się wiadro. Zawartość spłynęła..
Adam Walas: …mi za kołnierz. Wtedy było około 15 stopni, taka wilgotna, wietrzna, pogoda…Od razu ściągnąłem z siebie wszystkie ciuchy, zacząłem polewać sobie głowę zimną wodą z butelki, na szczęście nie wracałem cały niebieski do Warszawy. Wiadomo, takie wypadki czasem się zdarzają.
Anna Koźbiel: Zazwyczaj kłócimy się o tempo pracy, Adam strasznie się denerwuje, jak idzie wolniej, niż sobie założył.
Adam Walas: No tak, bo w pewnym momencie nam się nakładają terminy.
Porozmawiajmy trochę o technologii. Jak się robi murale?
Adam Walas: No się bierze i maluje! A tak na serio to bardzo różnie. Każdy mural wymaga innego podejścia, ale jak się człowiek zabierze za dużą ścianę, nie da się tego zrobić bez wcześniejszego projektu. Trzeba wiedzieć, co chce się zrobić, wszystko co jest wcześniej nieprzemyślane, wymaga przemyślenia pod ścianą, a to się wiąże z robieniem poprawek, przemalowywaniem fragmentów.
Anna Koźbiel: To generuje dodatkowe koszty: farba, przekrycie ciemnych kolorów jasnymi… Nie można modyfikować zbyt dużej ilości plam, bo to wpływa na wytrzymałość całości. Wszystko zależy od muralu i przyjętej strategii – np. Adam robił szkic postaci w Falenicy pędzlem.
Adam Walas: No się bierze i maluje! A tak na serio to bardzo różnie. Każdy mural wymaga innego podejścia, ale jak się człowiek zabierze za dużą ścianę, nie da się tego zrobić bez wcześniejszego projektu. Trzeba wiedzieć, co chce się zrobić, wszystko co jest wcześniej nieprzemyślane, wymaga przemyślenia pod ścianą, a to się wiąże z robieniem poprawek, przemalowywaniem fragmentów.
Anna Koźbiel: To generuje dodatkowe koszty: farba, przekrycie ciemnych kolorów jasnymi… Nie można modyfikować zbyt dużej ilości plam, bo to wpływa na wytrzymałość całości. Wszystko zależy od muralu i przyjętej strategii – np. Adam robił szkic postaci w Falenicy pędzlem.
Malujecie „z ręki”?
Adam Walas: Tak, jeśli muszę rozrysować postać, biorę stosunkowo mały pędzel, jakąś rozcieńczoną farbą, którą łatwo będzie potem pokryć innymi kolorami, robię szkic. Schemat jest dokładnie ten sam co podczas malowania obrazu.
Anna Koźbiel: Czasem używamy szablonów, lub korzystamy z rzutnika wtedy szkicowanie na ścianie nie jest potrzebne.
Adam Walas: W ogóle bardzo lubię malować w dużym formacie. Zawsze miałem problem z małymi formatami, bo się w nich po prostu nie mieszczę. Kiedy malowaliśmy mural w Międzylesiu, to stwierdziliśmy, że nie ma co się bawić z szablonami, motyw jest na tyle prosty, że pociągniemy wszystko „z ręki”. Musiałem wykreślić postać astronauty, więc zrobiłem sobie mały szkic, do dwóch połączonych kijów malarskich przykleiłem taki mały wałeczek i nim robiłem szkic na sześciometrowej ścianie. Każdy mural trochę inaczej wygląda, więc inaczej do niego podchodzimy – przy pracy nad „Mitologią słowiańską” też większość rzeczy zrobiliśmy z ręki, ale już przy „Kobietach z Muranowa” i „Zamenhoffie” korzystaliśmy z szablonów.
Adam Walas: W ogóle bardzo lubię malować w dużym formacie. Zawsze miałem problem z małymi formatami, bo się w nich po prostu nie mieszczę. Kiedy malowaliśmy mural w Międzylesiu, to stwierdziliśmy, że nie ma co się bawić z szablonami, motyw jest na tyle prosty, że pociągniemy wszystko „z ręki”. Musiałem wykreślić postać astronauty, więc zrobiłem sobie mały szkic, do dwóch połączonych kijów malarskich przykleiłem taki mały wałeczek i nim robiłem szkic na sześciometrowej ścianie. Każdy mural trochę inaczej wygląda, więc inaczej do niego podchodzimy – przy pracy nad „Mitologią słowiańską” też większość rzeczy zrobiliśmy z ręki, ale już przy „Kobietach z Muranowa” i „Zamenhoffie” korzystaliśmy z szablonów.
Dlaczego?
Anna Koźbiel: Tam istotne było to, żeby postaci były rozpoznawalne musiały mieć konkretne rysy, więc zdecydowaliśmy się na szablony.
Adam Walas: Kilka razy udało nam się wypożyczyć projektor i malować z projektora, co niesamowicie przyspiesza pracę.
Adam Walas: Kilka razy udało nam się wypożyczyć projektor i malować z projektora, co niesamowicie przyspiesza pracę.
Anna Koźbiel: No tak, bo nie trzeba się męczyć z wycinaniem, składaniem, wieszaniem dużego szablonu. To akurat bywa spory problem – wieszanie wielkiego szablonu na ścianie, na wysokości 5 metrów, przy dużym wietrze to jest czasem niezły wyczyn. Taki problem mieliśmy przy pracy nad „Pomarańczarką”
Adam Walas: Ponadto pojawiły się tam też duże skróty perspektywiczne, musiałem potem jeszcze „wychudzić” twarz. Szablony bardzo trudno jest poprawiać, ale dają niepowtarzalny efekt. Ale jeśli mogę – to staram się ich nie używać, bo to strasznie żmudne.
Anna Koźbiel: A mnie nie odstraszają. Zajmuję się animacją, a to wymaga jeszcze więcej cierpliwości. Na razie niezbyt lubię robić murale „z ręki”, trochę się boję. Lubię szablony, podobają mi się takie koronkowe formy, które wycina na przykład Czarnobyl.
Anna Koźbiel: A mnie nie odstraszają. Zajmuję się animacją, a to wymaga jeszcze więcej cierpliwości. Na razie niezbyt lubię robić murale „z ręki”, trochę się boję. Lubię szablony, podobają mi się takie koronkowe formy, które wycina na przykład Czarnobyl.
Pamiętacie jakieś nieprzyjemne sytuacje, które przydarzyły się wam podczas pracy nad
muralami?
Adam Walas: Scena, która chyba mi najbardziej zapadła w pamięć miała miejsce podczas naszej pracy nad muralem o esperanto. Oprócz Zamenhoffa były tam wizerunki również innych Żydów, między innymi Einsteina i Schultza. Pewna pani przechodząc krzyknęła: Ech, Żydami ścianę tapetują! Do tej pory myślałem, że opinie o polskim antysemityzmie są bardzo przesadzone.
muralami?
Adam Walas: Scena, która chyba mi najbardziej zapadła w pamięć miała miejsce podczas naszej pracy nad muralem o esperanto. Oprócz Zamenhoffa były tam wizerunki również innych Żydów, między innymi Einsteina i Schultza. Pewna pani przechodząc krzyknęła: Ech, Żydami ścianę tapetują! Do tej pory myślałem, że opinie o polskim antysemityzmie są bardzo przesadzone.
A te przyjemne?
Anna Koźbiel: Też były. Na Mokotowie był pan, który codziennie przynosił nam herbatę jak wychodził z psem i zatrzymywał się, żeby pogadać. Przy „Kobietach z Muranowa” dostawaliśmy nawet kanapki! Od pani ze wspólnoty mieszkaniowej. To naprawdę super, bo pójście na poszukiwanie jedzenia, zamówienie go i przyniesienie to nieraz cała godzina, którą można by spędzić na pracy.
Dlaczego ludzie chcą mieć murale na swoich ścianach?
Adam Walas: Sami czują, że to jakoś poprawia jakość przestrzeni.
Anna Koźbiel: Po pierwsze wtedy na pewno jest czyściej. Ludzie uważają, że wtedy nie będą mieli tagów i bazgrołów na ścianach, co akurat – niestety – nie zawsze jest prawdą.
Adam Walas: Bramy na Muranowie były strasznie nieprzyjemne, jakieś pijaczki przesiadywały na schodach, sikali w bramach, przychodzili też ludzie ze sprejami i sprzeczali się, czy KSP jest kurwą czy Legia – oczywiście wszystko na ścianach. A w momencie jak pojawia się mural, to jest przyjemniej. Mam wrażenie, że ludzie mieszkający w kamiennicy „z muralem” to po pewnym czasie zaczynają się z nim utożsamiać, jako z integralną częścią ich przestrzeni. To chyba taki sam mechanizm jak ten, kiedy ludzie wieszają sobie na ścianach różne obrazy – to nic innego jak poprawianie estetyki. Mural ma podobną funkcję, ale przestaje być prywatny, staje się wypowiedzią publiczną.
Anna Koźbiel: Podobno można podnieść w ten sposób ceny mieszkań, zwłaszcza jeśli mural jest znany i pokazywany w telewizji. Tak nam powiedział pan ze wspólnoty, która zamawiała u nas pracę.
Adam Walas: Sami czują, że to jakoś poprawia jakość przestrzeni.
Anna Koźbiel: Po pierwsze wtedy na pewno jest czyściej. Ludzie uważają, że wtedy nie będą mieli tagów i bazgrołów na ścianach, co akurat – niestety – nie zawsze jest prawdą.
Adam Walas: Bramy na Muranowie były strasznie nieprzyjemne, jakieś pijaczki przesiadywały na schodach, sikali w bramach, przychodzili też ludzie ze sprejami i sprzeczali się, czy KSP jest kurwą czy Legia – oczywiście wszystko na ścianach. A w momencie jak pojawia się mural, to jest przyjemniej. Mam wrażenie, że ludzie mieszkający w kamiennicy „z muralem” to po pewnym czasie zaczynają się z nim utożsamiać, jako z integralną częścią ich przestrzeni. To chyba taki sam mechanizm jak ten, kiedy ludzie wieszają sobie na ścianach różne obrazy – to nic innego jak poprawianie estetyki. Mural ma podobną funkcję, ale przestaje być prywatny, staje się wypowiedzią publiczną.
Anna Koźbiel: Podobno można podnieść w ten sposób ceny mieszkań, zwłaszcza jeśli mural jest znany i pokazywany w telewizji. Tak nam powiedział pan ze wspólnoty, która zamawiała u nas pracę.
Jakie postaci ze środowiska są dla was ważne? Skąd czerpiecie inspiracje?
Adam Walas: Ze street artu rzadko czerpiemy inspiracje, w ogóle nie lubimy się z nim utożsamiać. Nie biegamy z szablonami po mieście, nie odbijamy ich nielegalnie – po prostu robimy murale. Ale czy mural, który się robi legalnie, korzysta z dofinansowania miejskiego, to jeszcze jest street art? Mam wątpliwości. Dlatego nie mamy pretensji do tego, żeby się znaleźć w następnej edycji książki „Polski Street art” Marcina Rutkiewicza. Nie utożsamiamy się ze środowiskiem street artowym, bo nie stosujemy typowych dla niego rozwiązań. Te nasze murale mocno się odróżniają na tle innych prac.
Adam Walas: Ze street artu rzadko czerpiemy inspiracje, w ogóle nie lubimy się z nim utożsamiać. Nie biegamy z szablonami po mieście, nie odbijamy ich nielegalnie – po prostu robimy murale. Ale czy mural, który się robi legalnie, korzysta z dofinansowania miejskiego, to jeszcze jest street art? Mam wątpliwości. Dlatego nie mamy pretensji do tego, żeby się znaleźć w następnej edycji książki „Polski Street art” Marcina Rutkiewicza. Nie utożsamiamy się ze środowiskiem street artowym, bo nie stosujemy typowych dla niego rozwiązań. Te nasze murale mocno się odróżniają na tle innych prac.
A czym się różnią wasze „legalne” murale od typowego street artu?
Adam Walas: Z tymi muralami, które są robione legalnie, jest taki problem, że jak coś się pojawia w przestrzeni publicznej, „za pieniądze podatników”, to wszyscy mają poczucie, że to musi upiększać przestrzeń, więc nie powinno być kontrowersyjne. Często tematy, które są brane pod uwagę przy robieniu murali albo są kompletnie abstrakcyjne, albo czysto dekoracyjne, ilustracyjne. Ale nie do końca – np. Blu ma bardzo zaangażowane murale i świetne formalnie. W większości jednak murale bazują na estetyzowaniu. I my też spotykamy się z takim problemem, bo jak chcieliśmy zrobić jakiś mural o mocniejszym wyrazie i głębszym przekazie, napotykaliśmy na opór. Niektóre z naszych prac są kompromisem, często czysto estetycznym. Chyba coraz mniej chciałbym robić rzeczy, które są homogenizowane pod względem treści.
Adam Walas: Z tymi muralami, które są robione legalnie, jest taki problem, że jak coś się pojawia w przestrzeni publicznej, „za pieniądze podatników”, to wszyscy mają poczucie, że to musi upiększać przestrzeń, więc nie powinno być kontrowersyjne. Często tematy, które są brane pod uwagę przy robieniu murali albo są kompletnie abstrakcyjne, albo czysto dekoracyjne, ilustracyjne. Ale nie do końca – np. Blu ma bardzo zaangażowane murale i świetne formalnie. W większości jednak murale bazują na estetyzowaniu. I my też spotykamy się z takim problemem, bo jak chcieliśmy zrobić jakiś mural o mocniejszym wyrazie i głębszym przekazie, napotykaliśmy na opór. Niektóre z naszych prac są kompromisem, często czysto estetycznym. Chyba coraz mniej chciałbym robić rzeczy, które są homogenizowane pod względem treści.
Co jest interesującego w robieniu murali z artystycznego i społecznego punktu widzenia?
Adam Walas: Wierzymy, że to ma sens i że w ten sposób jesteśmy w stanie pozytywnie wpłynąć na przestrzeń publiczną, ale również o powiedzieć o ważnych rzeczach. Staramy się unikać robienia murali, które są tylko i wyłącznie ładnymi obrazkami. Nie zależy nam na tym, żeby mieć tylko jeden styl i powielać go w konkretnej pracy zależnie od tego, jaki mamy temat, staramy się szukać adekwatnego rozwiązania. Chcemy, żeby forma podążała za funkcją.
Adam Walas: Wierzymy, że to ma sens i że w ten sposób jesteśmy w stanie pozytywnie wpłynąć na przestrzeń publiczną, ale również o powiedzieć o ważnych rzeczach. Staramy się unikać robienia murali, które są tylko i wyłącznie ładnymi obrazkami. Nie zależy nam na tym, żeby mieć tylko jeden styl i powielać go w konkretnej pracy zależnie od tego, jaki mamy temat, staramy się szukać adekwatnego rozwiązania. Chcemy, żeby forma podążała za funkcją.
Da się wyżyć z murali?
Adam Walas:No, może jak jest się Mcity albo Swanskim. To są goście, którzy jeżdżą po całym świecie, mają propozycje zewsząd. A my w zasadzie dokładamy. Tak naprawdę jesteśmy początkujący.
Oczywiście robimy też inne rzeczy: ja uczę w szkole rysunku, pracuję jako asystent na ASP, Ania oprócz studiów doktoranckich na Akademii robi grafikę projektową. Obydwoje przyjmujemy też różne zlecenia.
Adam Walas i Anna Koźbiel tworzą grupę Ad manum – zajmują się grafiką projektową, rysunkiem, robią ilustracje i murale. Więcej o grupie można przeczytać tutaj.