
W tym roku w Warszawie miejski Sylwester odbędzie się na Stadionie Narodowym. Nie zabraknie pokazuje sztucznych ogni. Twój Ruch protestuje przeciwko temu, bo jak twierdzi, Stadion jest za blisko ZOO i huk może wystraszyć zwierzęta. Z kolei socjolog prof. Krzysztof Podemski apeluje: lepiej wydać na Caritas niż na petardy.
Sylwester na Narodowym ma być wielkim wydarzeniem. Do tej pory odbywał się on w centrum miasta, przy pl. Konstytucji. Przeniesienie imprezy zaniepokoiło polityków Twojego Ruchu, którzy przypominają, że Stadion jest bardzo blisko warszawskiego ZOO i pokaz sztucznych ogni – a konkretnie huk, który się wtedy rozchodzi – może być bardzo szkodliwy dla zwierząt.
TR wystosował w tej sprawie specjalne oświadczenie:
Czy w sercu Europy w XXI wieku nadal miarą wielkości i nowoczesności powinna być ogromna kanonada, a nie troska i zrozumienie wobec najsłabszych, poszanowanie natury i mądre ustalanie priorytetów?
Nie chcemy zabronić nikomu korzystać z fajerwerków. Rozumiemy, że jest to miła dla oka tradycja. Warto jednak, by korzystanie z nich było świadome i bezpieczne – z dala od dzieci, osób starszych i zwierząt. W czasie, gdy coraz większa część naszego społeczeństwa deklaruje, iż w trosce o zwierzęta nie strzela w Sylwestra, tym bardziej nie rozumiemy krótkowzroczności włodarzy miasta. Właśnie oni w dużej mierze muszą wziąć na siebie odpowiedzialność za to, by zabawa sylwestrowa nie skończyła się dla nikogo tragicznie. (...) Czy lokalizacja fajerwerków – tak bliska siedliskom ptaków oraz miejskiemu ZOO – jest przemyślana i miasto bierze odpowiedzialność za te stworzenia? CZYTAJ WIĘCEJ
Gdy o te wątpliwości pytam rzecznika warszawskiego ratusza Bartosza Milczarczyka, odpowiada krótko: – Stadion Narodowy nie jest przy ZOO, nie jest nawet blisko, to całe kilometry. Działamy absolutnie w trosce o zwierzęta, planując takie wydarzenia – zapewnia.
Sprawdziliśmy: ZOO od Narodowego znajduje się około 4 kilometry. Andrzej Zieliński, kierownik działu hodowli zwierząt w ZOO, mówi nam, że pokaz na Narodowym może zaszkodzić zwierzętom, ale nie musi. – Do tej pory nie mieliśmy problemów, większość zwierząt jest już zamknięta, więc to będzie przytłumione. Ale nie można wykluczyć, że coś się wydarzy, bo zwierzęta nie są przyzwyczajone do tego, że w nocy, kiedy odpoczywają, nagle na niebie coś zaczyna błyskać i słychać huk – podkreśla.
Wygląda więc na to, że "kilometry" dzielące Stadion i ZOO mogą nie wystarczyć do ochrony zwierząt.
To nie jedyny apel o to, by rozsądnie korzystać z fajerwerków. Prof. Krzysztof Podemski, socjolog, też apeluje, by nie kupować petard i rakiet, a przeznaczyć te pieniądze na cele charytatywne. – Gdyby każdy dorosły poznaniak zamiast dotować hurtownie materiałów wybuchowych, wpłacił 10 zł na cele charytatywne, byłaby to suma niebagatelna. Dajmy przykład innym miastom! – pisze w tekście dla Gazeta.pl.
Dołączamy do tego apelu, bo chociaż wybuchy na niebie mogą być piękne i są nieodłączną tradycją Sylwestra, to bez nich też można się dobrze bawić. Oto kilka argumentów za tym, żeby jednak petardy i rakiety zostawić pirotechnikom.
To wytarty argument, ale wciąż aktualny. Co roku słyszy się o ofiarach odpalania fajerwerków, ale zazwyczaj myślimy, że ktoś musiał być wyjątkowo głupi, by na przykład wybuchła mu petarda w ręku. Niestety, to nie do końca prawda. Wystarczy, że dany fajerwerk jest po prostu wadliwy, źle go podpalimy i tragedia gotowa. Tym bardziej, że większość osób podczas odpalania fajerwerków jest już raczej pijana. Sam w te historie o wybuchających rakietach nie wierzyłem, dopóki mój znajomy nie stracił w ten sposób 3 palców. Nie był ani głupi, ani pijany. Po prostu miał pecha.
"Skóry" po fajerwerkach leżą jeszcze tydzień później na trawnikach i chodnikach. Nie oszukujmy się – nikt po swoich wybuchach nie sprząta, bo nikt nie wie, gdzie one spadły. Wszyscy machamy ręką i potem przez tydzień chodzimy po tym bałaganie. Dlatego apeluję: jak już koniecznie chcecie odpalać, to przynajmniej po sobie posprzątajcie. Tylko jak? Jeszcze gorzej jest, kiedy na ziemi zalega śnieg. Pozostałości po fajerwerkach można znaleźć jeszcze kilka miesięcy później – po roztopach.
Zawsze można popatrzeć na miejskie fajerwerki albo te sąsiadów. W ten sposób zaoszczędzimy, nie zrobimy nikomu krzywdy, a przyjemność z oglądania i tak będzie. Tym bardziej, że rzadko kiedy stać nas na naprawdę spektakularne sztuczne ognie i zazwyczaj puszczamy jakieś małe rakietki.
Powtarzając za Andrzejem Zielińskim z ZOO: zwierzęta nie są przyzwyczajone do huku. Dla nich brzmi on o wiele gorzej niż dla nas. Poza tym nie tylko zwierzaki boją się fajerwerków: często są one też niezbyt miłe dla najmniejszych obywateli.
To nie żart, to fakt. Tyczy się to głównie osób mieszkających niedaleko lotnisk. Przed fajerwerkami w tym rejonie przestrzega nawet warszawskie lotnisko im. Fryderyka Chopina.
Please never launch #fireworks or chinese #lampions near airports. It might disturb airtraffic and cause danger for airplanes.
— Chopin Airport, WAW (@ChopinAirport) grudzień 31, 2013
