
Nieprawdopodobne, a jednak. Tanie alkomaty mogą pokazywać, że człowiek po wypaleniu elektronicznego papierosa jest nietrzeźwy – donosi "Dziennik Zachodni". To rodzi kolejne wątpliwości w związku z najnowszym pomysłem rządu o alkomatach we wszystkich samochodach.
REKLAMA
Czy palacze e-papierosów powinni omijać alkomaty i kontrole drogowe z daleka? Jak informuje "Dziennik Zachodni", alkomaty za około 50 zł (z atestem), po wypaleniu elektronicznego papierosa wykazują w wydychanym powietrzu od 0,1 do 0,3 promila. – Dopiero po kilkunastu minutach wszystko wraca do normy – pisze "Dziennik".
Dlaczego tak się dzieje? Otóż w składzie "liquidów", czyli płynów nikotynowych służących do napełniania elektronicznych papierosów znajdują się: gliceryna, glikol czy linalol, czyli związki chemiczne z grupy alkoholi.
Naciskając guzik na e-papierosie, podgrzewana jest zawartość zbiorniczka, a wdychana para, oprócz nikotyny, zawiera właśnie te alkohole. Niektóre płyny nikotynowe zawierają w sobie także czysty alkohol etylowy.
Na szczęście profesjonalny sprzęt policyjny nie powinien się w tej kwestii mylić.
Pomysł rządu, by w ramach walki z pijanymi kierowcami w każdym aucie był alkomat, wzbudził sporo kontrowersji. Wiele osób pyta: czemu zarobić mają producenci tych urządzeń? Alkomaty to rynek wart setki milionów złotych. To nie pierwszy – i na pewno nie ostatni – pomysł na zmianę prawa, który daje komuś zarobić grube miliony.
źródło: dziennik zachodni

