
13 miesięcy - Jose Salvador Alvarenga twierdzi, że tyle dryfował po Pacyfiku. Meksykanin mówił, że w tym czasie żywił się ptakami i żółwiami, które łapał gołymi rękami. Czy to jednak możliwe, by człowiek odcięty nie tylko od świata, ale od źródeł słodkiej wody i bez zapasów żywności mógł tyle przeżyć?
REKLAMA
Wiele osób nie wierzy w historię meksykańskiego rybaka, który dryfował po oceanie. Po prostu trudno jest przeżyć tyle czasu bez stałego dostępu do wody i pożywienia. Dziennikarze „Guardiana” postanowili sprawdzić, czy jest to możliwe. Badali podobne przypadki, a także rozmawiali z ekspertami od survivalu.
Największą zagadką dotyczącą Meksykanina było to, jak dostarczał swojemu organizmowi płyny. Wiadomo, że woda morska nie nadaje się do spożycia. Picie jej powoduje odwodnienie, gdyż więcej wody wydalamy w moczu, by pozbyć się soli z organizmu. Alvarenga nie zdradził nikomu swojej recepty, jednak eksperci mają kilka rad dla rozbitków, jak zdobyć wodę podczas dryfowania.
Tratwy i zbieranie wody
Większość tratw ratunkowych daje osłonę przed słońcem i deszczem. Jednak to nie jedyne korzyści zadaszenia - uważa Mike Tipton, autor książki „Podstawy Surwiwalu Morskiego”. Według Brytyjczyka można wykorzystać je do zbierania rosy, która jest źródłem świeżej wody. Oprócz tego można zbierać deszczówkę. – Wszystko jest możliwe, jeśli tylko masz szczęście i raz na jakiś czas będziesz miał „dostawy wody”, które możesz gromadzić na tratwie – mówił autor w rozmowie z dziennikarzami „The Guardian”.
Większość tratw ratunkowych daje osłonę przed słońcem i deszczem. Jednak to nie jedyne korzyści zadaszenia - uważa Mike Tipton, autor książki „Podstawy Surwiwalu Morskiego”. Według Brytyjczyka można wykorzystać je do zbierania rosy, która jest źródłem świeżej wody. Oprócz tego można zbierać deszczówkę. – Wszystko jest możliwe, jeśli tylko masz szczęście i raz na jakiś czas będziesz miał „dostawy wody”, które możesz gromadzić na tratwie – mówił autor w rozmowie z dziennikarzami „The Guardian”.
Coś jeszcze? Alvarenga twierdzi, że od czasu do czasu pił krew żółwi morskich. Szacunki mówią, że z żółwia morskiego ważącego 20 kg można „wypić” litr krwi. Niektórzy rozbitkowie nazywali to wręcz eliksirem życia. Tipton do tego w swojej książce zaleca wysysanie wilgoci z kręgosłupów ryb. W związku z tym, że w najbliższym nam morzu Bałtyckim nie występują żółwie morskie, pozostaje nam opcja numer dwa.
Inni rozbitkowie, Maurice i Maralyn Bailey z Wielkiej Brytanii, którzy spędzili 117 dni dryfując po Pacyfiku w 1973 roku radzi natomiast, by pić płyny z rybich oczu. Poza tym, że dostarczały one organizmowi płynów, to dodatkowo są cennym źródłem witaminy C. Tak więc przy okazji działają one jako środek zapobiegawczy przeciwko szkorbutowi.
Kiedy jesteśmy skazani na dryfowanie
Dochodzi jeszcze kwestia co robić w chwili, kiedy już wiemy, że silniki w naszej łodzi wysiadły i jesteśmy skazani na łaskę morza? Eksperci mówią, by od razu zacząć racjonalizować zapasy. – Pierwszego dnia nie należy nic nie pić, to dlatego, że większość płynów utracimy w moczu – radzi Tipton.
Dochodzi jeszcze kwestia co robić w chwili, kiedy już wiemy, że silniki w naszej łodzi wysiadły i jesteśmy skazani na łaskę morza? Eksperci mówią, by od razu zacząć racjonalizować zapasy. – Pierwszego dnia nie należy nic nie pić, to dlatego, że większość płynów utracimy w moczu – radzi Tipton.
Jeśli chodzi o pokarm, to każdy żywy organizm, który wpadnie w nasze ręce, nadaje się do spożycia. Jednak nie wolno się zbytnio wysilać nad tym, by zdobyć pożywienie. To dlatego, że każdy zbędny ruch osłabi nasz organizm. Tipton w rozmowie z „Guardianem” mówi, że im szybciej przestaniemy coś robić, tym szybciej nasze ciało przejdzie w stan wegetatywny. Dzięki temu spowolnimy swój metabolizm i zmniejszy się nasze zapotrzebowanie na kalorie, czy płyny.
źródło: "The Guardian"
