
Obóz niepodległościowy i zdrajców - nowa wizja sceny politycznej europosła Ryszarda Czarneckiego. Jego zdaniem czas odejść od podziału na prawicę i lewicę i zastąpić go tym. W jego opinii w taki sposób "myśli coraz więcej osób". Czyżby?
REKLAMA
Eurodeputowany napisał tak na swoim blogu. Jak sam wyjaśnia, pomysł na stosowanie takiej typologii powstał podczas rozmowy z poetą Jarosławem Rymkiewiczem.
"Mohery, ale też coraz więcej "młodych, wykształconych, z dużych miast". Ludzie różnych zawodów i w różnym wieku. Głęboko wierzący i indyferentni albo dopiero "szukający". Menedżerowie i bezrobotni. Profesorowie wyższych uczelni w Krakowie, Poznaniu, ale też innych miast, ale też ludzie z wykształceniem ledwie podstawowym. Kompletny pluralizm." - podkreśla Czarnecki. Ludzi tych, zdaniem eurodeputowanego, łączy fakt, że "duszą się w obecnej rzeczywistości", ale też brak zgody na "kłamstwo smoleńskie, służalczość wobec Rosji i czołobitność władz III RP wobec Berlina i Brukseli". Na koniec zaś były poseł Samoobrony dodaje, że nikogo nie dyskwalifikuje, ale "faktem jest podział na Dobro i Zło".
Kiedyś my też, dla skrajnej prawicy, byliśmy zdrajcami.
Takie postrzeganie władzy oburzyło i zniesmaczyło innych europosłów, z którymi rozmawialiśmy.
- Denerwuje mnie, że jestem traktowany jak zdrajca, bo na to nie zasłużyłem. Czemu tak mnie postrzegają? Bo nie stoję tam, gdzie Rymkiewicz, Czarnecki, bo nie uznaję czegoś takiego jak "kłamstwo smoleńskie"? Ale nie jestem też służalczy wobec Rosji ani czołobitny wobec Brukseli - zadeklarował nam europoseł Marek Siwiec z SLD. I zarazem zbagatelizował propozycję europosła PiS. - Pan Czarnecki próbuje nadgonić czas i dorównać prezesowi. Podział na tych, którzy stali tam, a tych, którzy stali z ZOMO już był. Dziwię się, że zrodził się u niego podział czarno-biały, bo świat opisują odcienie szarości - wyjaśnił Siwiec.
Słowa i tezy Czarneckiego nie przypadły do gustu nawet partyjnym kolegom.
- Myślę, że to droga, która prowadzi donikąd. Istnieje zdrada, ale to duże słowo i trzeba uważać, jak się go używa - poważnie oświadczył Tadeusz Cymański, też europoseł. - Kiedyś my też, dla skrajnej prawicy, przy traktacie, byliśmy zdrajcami. A potem przyszło nam z nimi współrządzić. Trzeba szukać tego, co łączy, a nie dzieli, chociaż to nie oznacza odejścia od poszukiwania prawdy - tłumaczył eurodeputowany. I dodał, że "nikt nie ma monopolu i autorytetu by wydawać takie osądy". Jego zdaniem, podział zaprezentowany przez Czarneckiego "jest niepokojący" i "nie można robić z niego linii nadrzędnej". W zamian europoseł proponuje swoją własną drogę kreowania relacji w polityce i społeczeństwie.
- W tych trudnych czasach język konfrontacji nie jest właściwy, bo Polacy oczekują jednoznaczności. Powinniśmy dążyć do kompromisu, a nie wojny - dodał pojednawczo Cymański.

