Z wierzchu perły, cekiny, jedwabie, a pod podszewką... goło i niewesoło. Straty w polskiej modzie

Pokaz mody Paprocki&Brzozowski
Pokaz mody Paprocki&Brzozowski Fot. Marcin Stępień Agencja Gazeta
Znani polscy projektanci Zień, Minge, Paprocki i Brzozowski mają straty. Pozostali, choć głośno się promują, nie wyszli z biznesem poza jednoosobową działalność gospodarczą. Ile zarabiają polscy guru mody, Oto najnowszy ranking.


Choć brylują w kronikach towarzyskich kolorowych magazynów, a ich pokazy to widowiska z budżetem szacowanym na 100 czy 300 tys. zł, najwięksi polscy projektanci tak naprawdę ledwo wychodzą na swoje. Choć oni sami unikają podawania informacji o swoich dochodach, sprawdziliśmy, jak funkcjonują firmy związane z największymi nazwiskami polskiego świata mody.


Podobno ostatnie towarzyskie popisy Macieja Zienia m.in. zdjęcia publikowane na facebooku i publiczne obściskiwanie się z partnerem wynikają z tego, że nie jest już jedynym znanym projektantem w Polsce. - Szuka sensacji i chce zwrócić na siebie uwagę, Przeżywa to, że życzliwość mediów skierowana jest również na inne osoby z branży – mówi jeden z przyjaciół projektanta.


Magnetyzm nazwiska Zienia osłabł też w biznesie. Jego główna firma Zień Sp. Z o.o. według ostatnich udostępnionych danych miała 123 tys. złotych strat przy 600 tys. przychodów rocznie. Jednak Zień sporo zarabiał w poprzednich latach. Kapitały własne firmy wynoszą 2,6 mln zł – najwięcej ze wszystkich indywidualnych projektantów. Zienia będzie więc stać aby przetrwać trudniejszy okres.


Poza ekskluzywnym butikiem na ulicy Mokotowskiej w Warszawie Maciej Zień prowadzi jeszcze spółkę zajmująca się projektowaniem wyposażenia wnętrz oraz firmę handlową Zień Retail. Swoim nazwiskiem firmował produkty producenta ceramiki ściennej Tubądzin oraz promował apartamenty jednego z warszawskich deweloperów.

Krawcowa prezydentowej
Największy biznes spośród polskich projektantów udało się stworzyć Ewie Minge, 47- letnia projektantka pracuje w branży najdłużej bo od 1994 roku. Stała się znana jako stylistka m.in. Jolanty Kwaśniewskiej. Dziś wycena księgowa Eva Minge Design to ponad 6 mln zł, ale większość udziałów przypada firmie Esotiq&Henderson. Również tu widać kryzys w branży. Przy 1,9 mln zł wpływów ze sprzedaży spółka zanotowała stratę 303 tys. zł.

W wywiadach Ewa Minge podkreśla, że od lat jej pokazy odbywają się w światowych stolicach mody i to otoczeniu znanych marek Dior i Armani. Być może na wynik firmy wpływ miał wysoki koszt promowania się w na fashion week Nowym Jorku, Moskwie i pokazach haute couture w Paryżu. Trzeba dodać, że część rachunków Minge, a dokładnie 178 tys. zł. opłaciła Unia Europejska za pośrednictwem dotowanego programu Paszport do eksportu.

Do najgorętszych nazwisk modowego biznesu należą też Mariusz Brzozowski i Marcin Paprocki. O biznesie duetu projektantów bardzo trudno było się czegoś dowiedzieć. Przedsiębiorcy wbrew przepisom pozostawiają puste rubryki w rachunków zysku i strat. Dopiero po analizie dokumentów z kilku źródeł okazuje się, że ostatnio ponieśli stratę 47 tys. zł. Menedżerka projektantów zaprzecza słabym wynikom. Dodaje, że ich najnowsza spółka świetnie prosperuje. Sprawdzić tego nie można, bo powstała w ubiegłym roku i jeszcze nie podała danych finansowych.

Caryca bez królestwa
Robert Kupisz od 2011 roku w ogóle nie składa żadnych sprawozdań swojej spółki Art Works.
Młody i popularny wśród celebrytek projektant Łukasz Jemioł oraz znany projektant mody męskiej Tomasz Ossoliński nie wyszli z biznesami ponad prowadzoną na własny rachunek indywidualną działalności gospodarczą. Podobnie jest w przypadku Gosi Baczyńskiej – co zaskakuje, gdyż ona sam tytułuje się carycą polskiej mody.

Jak to się stało, że przy mizernych wynikach gwiazdy mody mogą robić wokół siebie szum godny Armaniego? Największym ich sukcesem jest rozkręcenie maszyny marketingowej. Zapowiedź pokazu każdego z powyższych kreatorów mody otwiera portfele możnych sponsorów. Leje się woda Cisowianka, whisky Jack Daniels, wódka Wyborowa czy wino Carlo Rossi. W promocję polskiej mody zaangażował się operator telefonii komórkowej T-Mobile, producenci telefonów HTC oraz Samsung. - Przełożenie na publikacje prasowe z logo sponsora jest olbrzymie. Pokaz przez 2-3 dni pokaz nie schodzi z czołówek serwisów plotkarskich. Kampania reklamowa o podobnym zasięgu kosztowałaby miliony złotych – tłumaczy przedstawiciel jednego ze stałych sponsorów.

Dzięki ich pieniądzom możliwe jest zorganizowanie widowiska o budżecie 100 - 300 tys. zł takich jak pokaz Macieja Zienia w warszawskim hotelu Hilton w kwietniu 2012 roku, który zgromadził prawie tysiąc widzów. W grudniu ubiegłego roku z rozmachem promowali się Robert Kupisz, który na pokaz mody wynajął halę Transkoloru, gdzie zazwyczaj powstają telewizyjne superprodukcje. W tym samym czasie przebił go Łukasz Jemioł, który zorganizował pokaz w ogromnym studiu telewizyjnym ATM. Mniej znani projektanci organizują pokazy za 50-70 tys. zł. To przekłada się na tańszą miejscówkę (np. teatr, albo hala fabryczna, skromną scenografię, światło i mniejszą liczbę zaangażowanych modelek).

We własnym gronie
W przeciwieństwie do Mediolanu, Paryża czy Londynu polskie pokazy mody to raczej wydarzenie towarzyskie niż biznesowe. W pierwszym rzędzie nie usadza się buyerów, czyli kupców zainteresowanych sprzedażą przedstawionych kreacji, ale znane twarze. Na przykład mającą opinię najlepiej ubranej aktorki Małgorzatę Kożuchowską, stylistkę z TVN Style Maję Sablewską, osoby znane z bywania: Natalię Siwiec, Aleksandrę Kwaśniewską, Edytę Herbuś itd. To ścisła symbioza, bo w zamian za wypożyczenie kreacji prosto z wybiegu celebrytki rewanżują się ciepłym słowem o projektancie i jego kolekcji.

Wyrafinowana moda nie znajduje w Polsce zbyt wielu nabywców: celebryci korzystają z showroomów wypożyczających kreacje, buty, torebki i biżuterię. Prawdziwych klientek gotowych zapłacić za sukienkę 5-10 tys. zł nie ma zbyt wielu. Mizeria polskiego o rynku to jeden z argumentów, który skłonił Joannę Przetakiewicz do większego umiędzynarodowienia swojego biznesu. W pierwszym okresie działalności, kiedy sprzedaż kreacji jaj marki La Mania ograniczała się do jednego luksusowego butiku w Galerii Mokotów w Warszawie, bizneswoman poniosła dotkliwe straty – 6 mln zł. Dziś działa w Londynie i Paryżu.

Ile brakuje by stworzyć duży i zyskowny polski dom mody? Być może kreatywne umysły muszą poczekać na swojego Bernanra Arnault, który zanim stał się został najbogatszym Europejczykiem, budował domy na Florydzie. Za zarobione 15 mld dolarów kupił odzieżową firmę Christian Dior. Zrestrukturyzował biznes, kupił Louis Vuitton, kilka innych marek. Musiało jednak minąć kilkanaście lat, zanim udało mu się wmówić Francuzom, że kupno koszulki za 1000 euro to nie szaleństwo, ale przyjemność.