
Zapomniany już nieco nad Wisłą serial "Nasze matki, nasi ojcowie" wchodzi właśnie na rynek amerykański, gdzie również wywołuje kontrowersje. Tamtejsi recenzenci nie skupiają się oczywiście na tym, jak przedstawiono żołnierzy AK czy innych polskich organizacji podziemnych. Ich uwagę zwracają przede wszystkim wprowadzone przez twórców przemilczenia, za sprawą których widzowie mogą nie dostrzec prawdziwego oblicza nazistowskich Niemiec.
REKLAMA
W związku z amerykańskim debiutem "Naszych matek, naszych ojców" ("Generation War" w Stanach Zjednoczonych) za oceanem pojawiają się od kilku tygodni recenzje zrealizowanej przez niemiecką stację ZDF produkcji. Serial, który w Stanach ukaże się także w formie dwuczęściowego filmu, opisano m.in. na łamach "The New York Timesa" i "The New Yorkera".
W obydwu tekstach, które przyznają, że "Nasze matki, nasi ojcowie" mają także mocne strony, zwrócono uwagę na sposób, w jaki przedstawiono głównych bohaterów. Otóż, jak podkreślają autorzy, żaden z bohaterów nie jest zdeklarowanym nazistą. Są to młodzi, nieco naiwni ludzie, którzy zostali wciągnięci w wir wojny przez Hitlera i jego wspólników.
W recenzjach podkreślono, że niemiecka produkcja nie neguje wprawdzie nazistowskich zbrodni, ale umieszcza je na marginesie. Wyjątkowym okrucieństwem odznaczają się tylko poboczni SS-mani czy funkcjonariusze Gestapo, traktujący szeregowych niemieckich żołnierzy niemal równie ostro, co Żydów czy Rosjan.
Z tym, że serial nieco wybiela "zwykłych Niemców", zgodziła się historyk Ulrika Jureit. Jureit, choć drażnią ją obrazy przypisujące zbrodnicze skłonności absolutnie wszystkim Niemcom, powiedziała portalowi Deutsche Welle, że "Naszym matkom, naszym ojcom" brakuje realizmu. Jej zdaniem w niemieckim społeczeństwie 1941 roku nie brakowało młodych ludzi, którzy szczerze popierali nazistów. Tymczasem serial tego nie oddaje.
– Mamy tylko pomniejsze postacie, które ideologicznie usprawiedliwiają system aż do jego jądra, i te postacie są oznaczone negatywnie. W tym miejscu serial traci z oczu coś, co było po prostu rzeczywistością ówczesnych Niemiec, także dla młodych ludzi – powiedziała Jureit.
Są jednak historycy, którzy uważają, że krytyka, jaka spada na produkcje ZDF, jest przesadzona. Robert Moeller z Uniwersytetu Kalifornijskiego przekonuje np., że Niemcy mają prawo do tworzenia bardziej złożonych i empatycznych filmów wojennych, ponieważ od dawna nie wypierają się przeszłości swojego kraju i mówią otwarcie np. o odpowiedzialności Niemiec za Holokaust.
źródło: Dw.de
