Praca? Wykluczone!

Są inteligentni, mają po 30 lat i całymi dniami czytają książki. Skąd mają na to czas? Wszyscy są bezrobotni.

Asia

Asia to wesoła, energiczna blondynka, której ciężko usiedzieć w jednym miejscu. Odpowiadając na moje pytania, co chwila poprawia serwetkę na stoliku. Zdaje się, że poprawianie weszło jej już w krew, bo w jej trzypokojowym, designerskim mieszkaniu na Kabatach nie uświadczysz nawet drobinki kurzu, fałdki czy nierówności. Każdy przedmiot ma swoje miejsce, wszystko jest dokładne zaplanowane i poukładane.

- Porządki to taki mój rytuał... - tłumaczy dość tajemniczo.

- W zasadzie każdy mój dzień składa się z takich drobnych, powtarzalnych czynności, jak gotowanie, sprzątane, czytanie książek, oglądanie seriali. Niby to monotonne, ale przynajmniej wypełnia mi czas. - dodaje.

Wolnego czasu Asi raczej nie brakuje. Od pięciu lat jest bezrobotna i jedyne, czym się obecnie zajmuje to dom i opieka nad adoptowanymi przez siebie kotami.

- Na początku bezrobocia sporo malowałam. Wyładowywałam się artystycznie. Później złapałam jazdę na pieczenie, co wiązało się z częstszymi wizytami znajomym, ale też mi przeszło. W końcu zaczęły się takie dni i miesiące, że nie działo się nic. Człowiek świrował od tego siedzenia w domu, adoptowałam więc dwa koty.

Asia rzadko wychodzi z domu, nie rozwija też swoich pasji, talentów, bo - jak tłumaczy - na takie rzeczy trzeba mieć pieniądze, a jej za życie i rachunki płaci mama.

- Po studiach gastronomicznych, pracowałam tylko w sklepie odzieżowym. Lubiłam to, bo interesuję się modą. Niestety zwolnili mnie po roku. Później próbowałam znaleźć wymarzoną pracę, jako dekorator wnętrz. Myślałam - to ja wam teraz pokażę! W międzyczasie pojawiły się problemy z kasą. Teraz szukam już czegokolwiek. Chyba nie jestem jednak najlepszym materiałem na pracownika. Nie jestem specjalistą w żadnej dziedzinie, nie mam zawodu, a tylko takich osób teraz szukają.


Pracy Asia szuka cały czas. Z większym, mniejszym zaangażowaniem, ale nieustannie i... nieustannie - bezskutecznie.
Paweł

Nieco inaczej podchodzi do tematu Paweł. Ten szczupły, trochę wycofany facet, któremu proponuję herbatę, potrafi godzinami rozmawiać o historii i sztuce, rzucając datami jak z rękawa i błyskotliwie łącząc fakty, jednak w temacie pracy niewiele ma do powiedzenia.

- Cóż, pracy nie mam. Stałej nigdy nie miałem i pewnie nie znajdę - stwierdza lakonicznie.

Paweł próbuje żyć, aby przeżyć. Utrzymuje się z dorywczych zajęć. Raz jest to remont u znajomych, innym razem sprawdzenie funkcjonalności nowej strony www.

- Staram się robić cokolwiek, aby mieć co włożyć do garnka, a przy tym jeszcze nie zgłupieć. Większość czasu spędzam na czytaniu fantastyki, bo to mnie odpręża. Ciężko jest mi tylko, jak znajomi i rodzina mają urodziny, rocznice - kiedy chciałbym im kupić symboliczne prezenty, ugotować coś dobrego, a nie mogę.

Mieszkając w domu po dziadkach, Paweł sam płaci za czynsz, z prądem - jak mówi - lawiruje. Nie ma telewizji ani internetu. Oferty pracy sprawdza czasem przez łącze sąsiada.

- Mam dwa nieukończone kierunki - informatyka i grafika, więc staram się na nic nie zamykać. Wiem, że każda praca, która nie uwłacza człowiekowi, jest dobra, ale na stróża nocnego czy ochroniarza w hipermarkecie nie pójdę, bo więcej niż oni w miesiąc, ja zarobię przy przeprowadzce w weekend.

Problem z pracą Paweł widzi po stronie zatrudniających i państwa.

- Oferty z Urzędu Pracy to dla mnie surrealizm. Większość z nich wymaga biegłej znajomości wietnamskiego. Nie wierzysz, to sprawdź! Zrezygnowałem z ofert, ale od dawna próbuję się załapać na kurs DTP. Niestety, jest za dużo chętnych, a urząd obcina kwoty dofinansowania. Pytałem też o inne formy pomocy. Okazało się, że są różne programy aktywacyjne - dla studentów i osób po 40-ce - pomiędzy jest luka, a jak wiadomo sytuacje życiowe są różne. Państwo w nich nie pomaga i to mnie wkurza.
Ania

Ania - cicha, szczupła brunetka z dużymi wymaganiami wobec samej siebie, nie liczy na pomoc państwa. Podczas rozmowy, co chwila zerka na swojego iPhone’a. Tłumaczy, że ma dość napięty grafik.

Dzień zaczyna o 7 rano od zrobienia śniadania mamie. Później następuje szereg czynności związanych z utrzymaniem domu - zakupy, sprzątanie, prasowanie, gotowanie. Kiedy skończy już u mamy, wsiada w swój samochód i powtarza to wszystko w mieszkaniu chłopaka.

- Mam 30 lat i nigdy nie pracowałam. Jestem uzależniona finansowo od rodziców, chłopak też mi pomaga, więc staram się być im przydatna. W końcu to ja powinnam wspierać ich, nie oni mnie. Staram się więc jakoś "zasłużyć" sobie na ich pomoc.

Problem z pracą pojawił się u Ani tuż po studiach. Miała już wtedy upatrzoną ofertę, niestety kontuzja kolana i długa rehabilitacja skutecznie pokrzyżowały jej plany.

- Trochę się śmieję, że przez to kolano daleko w karierze nie zaszłam, ale staram się przekuć tę zawodową porażkę w coś pozytywnego, rozwijać pasje. Pochłaniam masę książek. Interesuję się genealogią i historią, dlatego dużo czasu spędzam, przeszukując archiwa miejskie i ich internetowe odpowiedniki.

Obecnie, wszystkie dni Ani wyglądają podobnie. Wyjątkiem są te z bezpłatnym wstępem do muzeum oraz poniedziałki, które w pełni poświęca na szukanie pracy.

- Zależy mi na pracy uczciwej, z uczciwym wynagrodzeniem. Co do etatu nie mam już złudzeń. Po rozesłaniu CV zawsze następuje kilka nerwowych, pełnych nadziei dni. Odezwą się, czy nie? Niestety najczęściej kończy się to informacją, że na stanowisko został przyjęty kto inny, a "kto inny" najczęściej okazuje się być synkiem pani Basi z administracji czy najlepszą psiapsiółką innej pani Kasi.

Wszystkie dotychczasowe starania Ani zawodzą. Większość firm nie zaprasza jej nawet na rozmowy, co ona sama tłumaczy po prostu swoim brakiem doświadczenia.

- Wiem, że nie umiem się odpowiednio sprzedać, nie potrafię skłamać komuś prosto w oczy, jak to robią niektórzy. Nie mam też doświadczenia, którego wymagają od osób w moim wieku, dlatego wpadam w błędne koło. Bez pracy nie ma doświadczenia, bez doświadczenia nie ma pracy. A im dłużej jest się bez pracy, tym bardziej człowiek ma poczucie winny, że jest dla kogoś ciężarem. Stresuję się, ma problemy ze snem, czuje wstyd.
Inni

Ile w Polsce jest osób takich jak Asia, Paweł i Ania, i w czym tak naprawdę tkwi ich problem ze zalezieniem pracy?

Według ostatniego raportu GUS-u, osób bezrobotnych między 25 a 34 rokiem życia jest ponad 600 tysięcy, czyli 28,9 % ogółu. To najliczniejsza grupa wiekowa bezrobotnych zarejestrowana w polskich urzędach pracy. Grupa, która nie jest objęta żadnym dedykowanym programem aktywizacji zawodowej.

- Z mojego doświadczenia wynika, że osoby bezrobotne, często nie otrzymują żadnego wsparcia od państwa i nie umieją same sobie pomóc. 30-latków bez zatrudnienia, podzieliłbym na dwie grupy - taką, której nie chce się pracować i taką, która po prostu ma pecha. Ta pierwsza grupa często pozostaje na utrzymaniu rodziców, partnera lub małżonka i szuka pracy nie z realnej konieczności, a bardziej z nudów i poczucia niższej wartości w stosunku do rówieśników robiących karierę. Ich problem polega często na tym, że nie umieją określić się zawodowo, mają małe lub zerowe doświadczenie, a często oczekują pensji co najmniej zbliżonych do znajomych, którzy pracują od wielu lat. Ta druga grupa bardzo często walczy o przetrwanie i łapie się wszystkiego, nieraz celując w oferty niezgodne ze swoim wykształceniem i umiejętnościami. W obu przypadkach, dużą rolę odgrywa brak specjalizacji, źle napisane CV, brak doświadczenia w rozmowach o pracę, a przede wszystkim - narastająca frustracja. - mówi Jarosław Zalewski, rekruter.

- Sfrustrowanej osoby nikt nie zatrudni, dlatego jedyne, co ja mógłbym doradzić, to odważyć się zainwestować w siebie. Przekwalifikować się, poszukać darmowych szkoleń, chodzić na rozmowy i nie zrażać porażkami, a przede wszystkim - uwierzyć w siebie, bo uśmiech i umiejętność sprzedania swoich zalet to klucz do sukcesu - dodaje.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...