Ta rozmowa to przykład "adversarial interview", czyli rozmowy, w której nie ma dwóch stron sporu czy polityków z różnych partii i to dziennikarz pełni rolę "adwokata diabła". To jego rolą jest konfrontowanie stanowiska rozmówcy i przedstawianie kontrapunktu do jego poglądów. W sytuacji, gdy polityk nie ma przeciwnika w innym polityku, istnieje zagrożenie, że niczym nieskrępowany będzie wygłaszał swoje twierdzenia i opinie, a dziennikarz będzie jedynie rozpoczynał kolejne tematy.
- Zarzuty są całkowicie pozbawione sensu - mówi naTemat Tomasz Lis. - Wściekłość części obserwatorów nie wzięła się z tego, że straciłem nerwy, tylko z tego, ze ich nie straciłem mimo, ze Jarosław Kaczyński usilnie mnie prowokował bym je stracił. Nie jestem oceanem spokoju i potrafię ulegać emocjom, ale nie wtedy gdy jestem w telewizji, nie wtedy gdy patrzą na mnie kamery. Mam wrażenie, że widzowie to dostrzegają bo od lat w najróżniejszych miejscach, od najróżniejszych ludzi w Polsce padają pytania "Panie redaktorze, ja pana podziwiam. Jakim cudem wytrzymuje Pan z tymi baranami?" - dodaje Lis.
Cierpliwości zabrakło też podczas poniedziałkowego programu "Gość Wydarzeń" w Polsat News. Jarosław Gugała wdał się w ostry spór z Joachimem Brudzińskim z PiS. Znacznie przedłużył program, a prawicowe serwisy internetowego od tego czasu pytają: "To ma być dziennikarstwo?!".
O adversarial interview
Myślę, że widzowie w Polsce są na wszystko przygotowani. Dzisiaj rano jadąc samochodem słuchałem bardzo ostrego wywiadu Jacka Żakowskiego w TOK FM z Leszkiem Millerem. Tak ostrego, że jak przyjechałem do radia to pierwsze pytanie jakie zadałem Jackowi "Czy Miller nie chciał ci dać w łeb?" Odpowiedział, że chyba chciał. Widzowie są absolutnie gotowi na ostre wywiady, tylko wyznawcy niektórych polityków nie są gotowi na to, by w tych wywiadach ponosili oni klęskę.
Tym bardziej, że to nie jego pierwsza tak ostra rozmowa, by nie powiedzieć kłótnia, z politykiem PiS. Przed zeszłorocznymi wyborami parlamentarnymi na miejscu Brudzińskiego zasiadł Adam Hofman, rzecznik partii. Wtedy dziennikarz nie zgadzał się ze swoim rozmówcą w kwestiach polityki zagranicznej i zarzucał partii Jarosława Kaczyńskiego działanie na szkodę polskiej racji stanu. Po tym wywiadzie redaktor nie poprowadził wieczoru wyborczego w Polsacie i przez kilkanaście dni przebywał na urlopie. Tym razem władze stacji nie podjęły żadnych kroków w stosunku do dziennikarza.
Możliwe, że zrobią to po decyzji Rady Etyki Mediów. Jak się dowiedzieliśmy na poniedziałkowy program wpłynęły już skargi od widzów a REM zajmie się nimi na najbliższym posiedzeniu 17 kwietnia. - Moje dotychczasowe wrażenia na temat pana Gugały były raczej pozytywne. Ten dziennikarz był dotychczas wstrzemięźliwy w swoich audycjach - mówi naTemat Ryszard Bańkowicz. - Dziennikarz powinien jednak pozwolić gościowi dojść do zdania. To podobna sytuacja jak w przypadku Katarzyny Kolędy-Zaleskiej. Po tej rozmowie były dziesiątki skarg na to, że nie dała dojść do słowa Rutkowskiemu.