To do niego prowadzą wszystkie sznurki w "Warszawskiej mapie reprywatyzacji". Kim jest Maciej Marcinkowski?

Mapa reprywatyzacji Warszawy, której centralną postacią jest Maciej Marcinkowski
Mapa reprywatyzacji Warszawy, której centralną postacią jest Maciej Marcinkowski Fot. http://reprywatyzacja.miastojestnasze.org/
Działacze warszawskiego stowarzyszenia Miasto Jest Nasze stworzyli mapę reprywatyzacji, która pokazuje, jak władze stolicy w ostatnich latach zwracały nieruchomości jednemu człowiekowi – biznesmenowi Maciejowi Marcinkowskiemu. Choć o jego działalności jest w mieście głośno, tak naprawdę mało o nim wiadomo. Skąd się wziął? I co łączy go z czołowymi politykami? – tego najbardziej chcą dowiedzieć się  miejscy aktywiści.

"Warszawska mapa reprywatyzacji" szybko rozchodzi się po sieci. Pokazuje siatkę powiązań i decyzji dotyczących reprywatyzacji, która rozciąga się od prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz do Marcinkowskiego – biznesmena zajmującego się skupowaniem roszczeń do atrakcyjnych gruntów odebranych właścicielom na mocy dekretu Bieruta. Zgodnie z rozrysowanym przez twórców mapy schematem, to właśnie w jego ręce trafiają bardzo atrakcyjne działki:

- obok Pałacu Kultury, od strony ul. Emilii Plater (ma tam powstać budynek o wysokości ponad 200 metrów). W 2013 roku HGW mimo protestów zgodziła się odsprzedać mu bez przetargu także sąsiednie działki;

- pod dawnym pałacem Karasia (Marcinkowski stara się o warunki zabudowy);

- na placu Zamkowym (buduje tam Business With Heritage). Były kontrowersje, bo nad wizualizacją budynku pracował syn urzędniczki, która wydała pozwolenie na budowę;

- Ogród Jordanowski (chciał zbudować tam apartamentowiec, protestowali mieszkańcy);

– gimnazjum na ul. Twardej (konflikt z rodzicami uczniów, bo szkoła ma być przeniesiona do innej dzielnicy);


"Tajemniczy handlarz roszczeniami. Dorobił się bajecznego majątku na reprywatyzacji. Zasiada w radzie fundacji Semper Polonia, której założycielem był Aleksander Kwaśniewski. Podobno pierwsze pieniądze zarobił prowadząc spółki polonijne" – tak podpisują go na mapie działacze stowarzyszenia Miasto Jest Nasze.

Nie bez powodu mowa jest o "tajemniczym handlarzu". Działalność Marcinkowskiego wzbudza kontrowersje także dlatego, że niewiele wiadomo o jego przeszłości. O tym, że po 1989 roku miał firmy polonijne, mówił ostatnio "Gazecie Wyborczej" Waldemar Dąbrowski, były minister kultury, który miał okazję go poznać. Ale co potem?


"Z sukcesami zajmował się importem sprzętu elektronicznego i komputeryzacją polskich przedsiębiorstw" – usłyszały dziennikarki "GW" od jego PR-owców. Z kolei z profilu biznesmena na stronie Prześwietl.pl wynika, że od 2002 roku prowadził spółkę świadczącą usługi telekomunikacyjne. Po kilku latach sprzedał ją "jednemu z największych operatorów w Polsce". Jakiemu? Tego ludzie Marcinkowskiego powiedzieć nie chcą.

W Radzie Programowej fundacji Semper Polonia (pomaga środowiskom polonijnym, skupia głównie ludzi lewicy) biznesmen zasiada od 5 lat. Z wypowiedzi jednego z działaczy fundacji dla "GW" wynika, że zbytnio się nie udziela.


Dzisiejsza działalność 56-letniego przedsiębiorcy opiera się na trzech spółkach-filarach: Senatorska Investment, Szara Invest i Premium DS. Na ich czele stoi jednak nie Maciej, a Maksymilian Marcinkowski, syn biznesmena. Za marketing w rodzinnym interesie odpowiada zaś synowa Magdalena. Cel jest prosty: najpierw skupić roszczenia do działek od spadkobierców dawnych właścicieli, a potem wystarać się o reprywatyzację.

Jak dowodzi lista zakupionych gruntów, Marcinkowscy robią to bardzo skutecznie. Warszawskich aktywistów dziwi jednak to, że w niektórych przypadkach przy wątpliwej postawie urzędników i polityków. Zastrzeżenia mają nie tylko do wspomnianej decyzji o odsprzedaniu biznesmenowi działek bez przetargu. Jan Śpiewak ze stowarzyszenia Miasto Jest Nasze przypomina jeszcze np. interpelację Julii Pitery z 2011 roku, kiedy Marcinkowski starał się o Ogród Jordanowski.

– Dotarliśmy do interpelacji pani poseł, w którym wystąpiła w obronie interesów biznesmena. Dla mnie to wygląda jak podkładka. W sensie, że ta interpelacja była dla urzędników podkładką, by pewne sprawy przyspieszyć. Zaskakujące, że działo się to w środku konfliktu o biznes Marcinkowskiego, który odkupił działkę dawnego ogrodu jordanowskiego – dziwi się w rozmowie z naTemat.

– Kilka miesięcy wcześniej sama Rada Warszawy wyraziła zaniepokojenie i zdecydowała o wstrzymaniu procedur w tej sprawie. Tymczasem Julia Pitera bardzo jednoznacznie opowiedziała się po stronie biznesmena – kwituje.

Nie udało się nam skontaktować z Julią Piterą.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...