![Czy techniki szybkiego [url=http://shutr.bz/1dzskgW]czytania[/url] naprawdę działają?](https://m.natemat.pl/d3e38bb2aba8dc69f946b2288c06215b,1500,0,0,0.jpg)
W internecie roi się od reklam podręczników, kursów i aplikacji uczących szybkiego czytania. Pytanie tylko, czy na przykład obietnica czytania 70 tys. słów na minutę jest czymkolwiek więcej niż marketingową ściemą. Czy szybkie czytanie naprawdę działa?
Jeśli poszukać w internecie informacji o szybkim czytaniu, trudno dotrzeć do jakichkolwiek naukowych dowodów na skuteczność licznych polecanych metod. Na forach znaleźć za to można całkiem sporo skarg rozczarowanych uczestników tego typu kursów. A jeśli ktoś natknie się jeszcze na artykuł z “GW” opisujący firmę, która pod przykrywką nauki w szkole szybkiego czytania wrabiała rodziców w kredyty, naprawdę można nabrać podejrzeń wobec tej branży.
Niektórzy twierdzą, że są w stanie nauczyć każdego czytać z prędkością kilkudziesięciu tysięcy słów na minutę. Taka obietnica nie może być prawdziwa – gdyby ktoś opracował powtarzalną, potwierdzoną metodę gwarantującą takie wyniki, bylibyśmy świadkami światowej rewolucji.
Pietras tłumaczy, że choć ludzie, którzy bazując na pamięci fotograficznej potrafią “skanować” wzrokiem całe strony i naprawdę zapamiętywać kilkadziesiąt tysięcy słów, naprawdę istnieją, to ich umiejętność jest wynikiem wrodzonego talentu, daru i długich ćwiczeń.
Zdzisława Tubaj twierdzi, że bazując na tym, jak nauczono nas czytać w szkole, popełniamy różne błędy: mamy wąskie pole widzenia, czytamy słowo po słowie, nie potrafimy ogarnąć wzrokiem kilku wyrazów na raz.
Na kursach dążymy do tego, by skracać czas postrzegania, poprawić koncentrację. Korzystamy także ze wskaźników, za pomocą których śledzi się czytany tekst. Oko lepiej “wie” wtedy, gdzie patrzeć. Poprawia się także rytm czytania.
Skoro techniki szybkiego czytania są tak skuteczne, dlaczego nie wprowadza się ich do szkół? Zdaniem Alberta Pietrasa to wynik skostnienia naszego systemu edukacji. – Poza tym w szkołach generalnie nie uczy się umiejętności, lecz przekazuje wiedzę. Nauka czytania kończy się na podstawowym poziomie – zaledwie w drugiej klasie podstawówki – ocenia Pietras.
Na koniec pozostaje jeszcze jedna sprawa: nawet jeśli wierzyć doświadczonym ekspertom, którzy twierdzą, że można czytać szybko, a jednocześnie rozumieć i pamiętać to, co się czyta, co z przyjemnością lektury? Czy szybkie czytanie nie zabija delektowania się tekstem?

