materiały prasowe

Niejedno przeżyją również sami widzowie, zatapiając się w wampirycznym melodramacie stworzonym przez Jima Jarmuscha. Film doceniony w Cannes, prezentowany na American Film Festiwal we Wrocławiu teraz znajdzie swoje miejsce w polskich kinach.

REKLAMA
Reżyser zainspirowany „Dziennikami Adama i Ewy” pióra Marka Twaina nakreślił ponadprzeciętną historię miłośnika muzyki i entuzjastki literatury, zmagających się z problemem wieczności, udowadniających jednocześnie jak potężne i trwałe jest łączące ich uczucie. Dwójka wampirów, przemierzając kolejne etapy rozwoju cywilizacji uczestniczy w procesie ewolucyjnym świata. Świata pełnego lęku, zła, cierpienia i samotności.
Setki lat życia Adama, obserwującego zmieniającą się rzeczywistość prowadzą do świadomości, która – niczym w micie genezyjskim – unieszczęśliwia. Zdobyta wiedza i doświadczenie pogłębiają kryzys egzystencjalny bohatera, z którego wyrwać będzie starała się go droga mu Eve.
W chwili, gdy rozmowy z ukochanym tracą swoją skuteczność, a Adam planuje ukrócić tak uciążliwą dlań egzystencję, Eve opuszcza Tanger, jak i bogate w intelektualne doznania życie i postanawia pomóc ukochanemu w odnalezieniu sensu istnienia. Sensu, którego dopatrywać się będzie w miłości, muzyce i tańcu.
Odseparowanie się Adama od otoczenia jest postawą iście romantyczną. Nawet komponowane przez bohatera utwory są pilnie strzeżone, by w żaden sposób nie mogły dotrzeć do słuchaczy, choć swoim kunsztem zawstydziłyby niejednego wirtuoza. Nie ma w tym jednak patosu, a wysmakowana ironia czyni ten film nośnikiem głębszych idei. Nieprzypadkowo reżyser przemyca ironiczne nawiązanie do doktora Fausta. Nieprzypadkowo też wykonuje ukłon w stronę niemieckiego ekspresjonizmu filmowego, a aura tajemniczości dominująca w filmie zdaje się być pokłosiem po „Gabinecie doktora Caligari”.
Umiłowana w sztuce, enigmatyczna para zakochanych stroni od pozyskiwania krwi w sposób „niehumanitarny”. To utrudnia i tak pełne komplikacji życie outsiderów. Wymaga od nich bowiem podejmowania decyzji trudnych. Jarmusch jednak przedstawia to w sposób niezwykle inteligentny: odruchy towarzyszące wampirom są – paradoksalnie – na wskroś ludzkie. Oglądając film można bowiem zapomnieć o tym, że bohaterowie to istoty fantastyczne. To, co absorbuje ich uwagę nie różni się wielce od pragnień zwyczajnych ludzi, których Adam przekornie określa mianem „zombie”. Nawet proces budzenia się wampirów wyjęty jest z życiorysu przeciętnego Kowalskiego, dla Adama i Eve to noc staje się dniem, a dzień nocą. Niemal wszystkie czynności towarzyszące poszczególnym częściom dnia, a charakteryzującym życie dwójki miłych sobie istot pozostają niezmienne. Niemal wszystkie.
Krew – choć zdobywana bardzo szlachetnie – wciąż pozostaje „zdobywaną krwią” i rzuca cień na nieskazitelnie wykreowaną bohemę. Znany z niekonwencjonalnego podejścia Jim Jarmusch daleki jest od banału nawet w kwestii konsumpcji. Mija się z tym, co schematyczne, przewidywalne i to inteligentnie omija. „Co poeta ma na myśli?” Sposób, w jaki bohaterowie upajają się spożywaną krwią zaskakuje. Bohaterowie po skosztowaniu popadają w błogostan, swoiste uniesienie, a nawet odurzenie, co współcześnie ma wiele konotacji, o których wspominać nie trzeba.
Zwolennicy filmografii Jima Jarmuscha mogą się cieszyć. Twórca dramatu z 2002 roku o wymownym tytule „Kawa i papierosy” prawdziwie zachwyca także i w roku 2013, tworząc wybitną kompilację dźwięku i obrazu. Ci sami zwolennicy cieszyć mogą oczy niezwykle plastycznymi obrazami, urzekającymi kadrami, jak i niebanalną sztuką montażu. Wspomniane zabiegi podnoszą rangę scen, a przemyślany sposób kompozycji kadru ze wspomnianą wcześniej konsumpcją tworzy magiczny rytuał.
Wielką estymą cieszą się także twórcy muzyki, dopełniającej nastrój tajemnicy, a wprowadzającej widza w pewnego rodzaju trans, z którego nie sposób się uwolnić. Podobnie jest z naturą, która ciąży na bohaterach. Scena, w której Adam i Evy kręcą się zgodnie z rytmem winylowej płyty pełni niebagatelną rolę. Nie tylko w zrozumieniu, że muzyka w znacznym stopniu kieruje życiem dwójki inteligentnych wampirów. Reżyser przede wszystkim uświadamia odbiorcy, że historia tego nietuzinkowego duetu zatacza koło, bo nie są oni w stanie uciec przed swego rodzaju powtarzalnością, którą krzepi jednak uczucie. To, co w świecie przedstawionym jest dla bohaterów hipnotyczne i uzależniające – przy wsparciu fenomenalnej ścieżki dźwiękowej – tym samym staje się dla widza.
Nie mniej istotny dla całego wydźwięku filmu jest jakże trafny dobór aktorów. Tilda Swinton – ceniona przez niejednego reżysera, doceniana zaś wieloma nagrodami niewątpliwie sprawdziła się w powierzonej jej roli. Aktorka, nazywana muzą dwuznaczności, tudzież hermafrodycznym talentem, zauroczyła widzów subtelnością. Swoją bohaterkę zaś obdarzyła ogromną dozą kobiecości. W cieniu nie pozostał także Tom Hiddleston, odtwórca roli Adama, kreując postać artysty wyniesionego ponad przeciętność, niezrozumianego i zamkniętego w świecie pełnym instrumentów muzycznych i uczuć do najbliższej mu wampirzycy.
Swoisty dramat nienasycenia, jaki swoim widzom zaprezentował Jim Jarmusch nie pozostawia wątpliwości – najpiękniejszy utwór czy nawet najbardziej wybitna lektura nie wypełni wewnętrznej pustki, towarzyszącej pokoleniu hołdującemu założeniom romantyków. Romantyków, do których wychodzącemu poza ustanowione ramy reżyserowi jest niezwykle blisko. Jedynie pozostawione po seansie poczucie nostalgii i filmowego upojenia powoduje, że widz zatapia się i niczym wampir pochłania zaserwowane mu danie. Jakże humanitarnie.
Autor: Aleksandra Rutkowska