
Wygląda na to, że snajperzy strzelający do protestującego tłumu na kijowskim Majdanie i ci, którzy wydali im rozkaz nie mogą spać spokojnie. To, iż należy ukarać winnych śmierci dziesiątek Ukraińców staje się jedną z niewielu kwestii, w których zgodne są zarówno Kijów, jak i Moskwa.
REKLAMA
Zgoda Ukraińców i Rosjan co do potrzeby przeprowadzenia śledztwa w sprawie snajperów, którzy mordowali na Majdanie kończy się jednak na tym, iż jest ono w ogóle potrzebne. W sobotę szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow ocenił, iż wyjaśnieniem tamtych tragicznych wydarzeń powinna zająć się komisja powołana przez Organizację Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie. W ocenie Kremla, z rąk snajperów ginęli bowiem przedstawiciele obu stron ukraińskiego konfliktu i to budzi wątpliwości, czy mordować rozkazał Wiktor Janukowycz.
Zupełnie inaczej widzą to jednak w Kijowie. Jedno śledztwo dotyczące "krwawego czwartku" już się toczy, a wkrótce powstanie prawdopodobnie odrębna parlamentarna komisja śledcza, która będzie wyjaśniała to, kim byli i na czyje zlecenie działali snajperzy. Ukraińskie władze również wspominają o tym, że oczekiwałby wsparcia międzynarodowego w wyjaśnianiu prawdy. Sugerują także, iż snajperzy operujący w Kijowie mogli działać nie na zlecenie Wiktora Janukowycza, a mieć mocodawców na Kremlu.
W gabinetach europejskich polityków całkiem poważnie może się jednak dyskutować o tym, że odpowiedzialność za rzeź z połowy lutego ponoszą... ukraińscy opozycjoniści. Do mediów przedostała się przecież treść rozmowy ministra spraw zagranicznych Estonii Urmasa Paeta z szefową unijnej dyplomacji Catherine Ashton, w której ten zdradza, iż jego informatorka z Majdanu ocenia, iż snajperzy działali na zlecenie "kogoś z nowej koalicji".
