Władimira Putina musi cieszyć fakt, że w Polsce są politycy, którzy przyjmują narrację Kremla. Choćby ze strachu.
Władimira Putina musi cieszyć fakt, że w Polsce są politycy, którzy przyjmują narrację Kremla. Choćby ze strachu. Fot. FLD / Shutterstock.com

Kiedy przez lata Rosja zdawała się nie być już zagrożeniem dla Europy Zachodniej, polscy narodowcy chętnie nawoływali do obrania twardego kursu wobec Kremla. Gdy dziś wielu zastanawia się, czy kolejnym celem Moskwy nie są polskie granice, nasza skrajna prawica zaczyna mówić to, czego zapewne życzyłby sobie Władimir Putin. I tylko Przemysław Wipler ma odwagę przyznać, że to wszystko ze strachu, ale nie on jeden nagle stracił zapał do konfrontacji z Rosjanami.

REKLAMA

Wydarzeń na Ukrainie nikomu nie komentuje się łatwo. Zmieniająca się z dnia na dzień sytuacja i nieprzewidywalność kolejnych rozstrzygnięć sprawia, że trudno przewidzieć, jak skończy się ten najpoważniejszy konflikt w XXI wieku. Szczególne problemy z mówieniem o Ukrainie ma jednak polska prawica. Dotąd prawicowcy przekonywali przecież, że to w Moskwie czai się diabeł wcielony i jak najszybciej trzeba się z nim rozprawić. Teraz okazuje się, że nawet dla nich nic nie jest tak proste.

Aspirujący, by wejść do wielkiej polityki Ruch Narodowy dotąd był pełen niezłomnych krytyków kijowskiego Majdanu i tych, którzy mu w Polsce pomagali. Narodowcy nie żałowali nawet Prawu i Sprawiedliwości podkreślając, że opozycjoniści z kijowskich ulic to w dużej mierze nienawidzący Polaków banderowcy. Portal "Gazety Polskiej" właśnie przypomina jednak, iż jeszcze przed wybuchem rewolucji na Ukrainie lider Ruchu Narodowego Krzysztof Bosak przekonywał, że z... "banderowcami można się dogadać".

- Mieliśmy kontakty z narodowcami ukraińskimi, którzy mimo bardzo głębokich dzielących nas tradycji, bo oni się odwołują do tradycji Bandery, zresztą żadnej innej tradycji nie mają i to powinno ich dyskwalifikować, wydawałoby się. Jednak okazuje się, że odnajdują gdzieś swoje korzenie chrześcijańskie, rewidują swój sposób patrzenia na tradycje narodowe ukraińskie, nacjonalizmu ukraińskiego i jest z nimi o czym gadać - zapewniał Bosak na łamach "Gazety Polskiej" przed rokiem.

Dziś jego ugrupowanie wpisuje się tymczasem w wymarzony przez Władimira Putina scenariusz, w którym nawet w Polsce właściwie całą ukraińską opozycję nazywa się faszystami. Tylko ze względu na to, że na Majdanie niestety także pojawiali się ludzie kultywujący pamięć o zbrodniarzu Stepanie Banderze.

Być może tę nową narrację wymusza po prostu strach przed Władimirem Putinem. Otwarcie przyznaje to w najnowszym wywiadzie inny gwiazdor skraju prawej sceny politycznej Przemysław Wipler. Flirtujący z Kongresem Nowej Prawicy poseł na łamach "Rzeczpospolitej" wprost namawia do tego, by zamknąć oczy na aneksję Krymu przez Rosję. W zasadzie tylko i wyłącznie ze strachu. Nie tylko o konflikt zbrojny, ale możliwe negatywne dla polskich przedsiębiorców skutki sankcji wobec Rosji.