
Na Węgrzech rozpoczął się proces 92-letniego Beli Biszku, komunistycznego polityka oskarżonego przez prokuraturę o popełnienie zbrodni wojennej. Śledczy uważają, że Biszku, późniejszy minister spraw wewnętrznych, zasiadał w komitecie Węgierskiej Socjalistycznej Partii Robotniczej, który odpowiadał za prowadzenie działań odwetowych po upadku powstania z 1956 roku.
REKLAMA
Prokuratorzy przekonują, że komitet, w którym zasiadał Biszku, ponosi odpowiedzialność za wydanie w grudniu 1956 roku rozkazu strzelania do cywilów (powstanie zostało stłumione przez armię Związku Sowieckiego w listopadzie). Na mocy decyzji komunistycznego komitetu miało dojść w Budapeszcie (6 grudnia) oraz Salgotarjan (8 grudnia) do rozstrzelania kilkudziesięciu protestujących osób.
Biszku mógł zostać postawiony przed sadem dzięki prawu uchwalonemu przez rządzącą partię Fidesz. Stanowi ono, że zbrodnie wojenne oraz zbrodnie przeciwko ludzkości nie ulegają przedawnieniu. Jeśli sąd uzna, że Biszku popełnił zbrodnię wojenną, to będzie mu grozić nawet kara dożywotniego pozbawienia wolności.
Obrońca Biszku twierdzi, że oskarżenia kierowane pod adresem jego klienta są bezpodstawne. Sam Biszku oświadczył przed sądem, że nie chce składać zeznań, odrzucając wcześniej wszystkie oskarżenia. W latach 1957-1961 Biszku był ministrem spraw wewnętrznych Węgier. Później pełnił funkcję sekretarza Komitetu Centralnego.
