
Właśnie zakończyło się spotkanie premiera Donalda Tuska z klubem parlamentarnym PSL. Koalicjanci dyskutowali o podwyższeniu wieku emerytalnego - Nadchodzi taki moment, że trzeba zrobić coś bardzo mocnego i poważnego. Jesteśmy gotowi wspólnie podjąć ryzyko - powiedział dziennikarzom Tusk.
REKLAMA
Premier zaproponował PSL, by szukało "pewnych propozycji łagodzenia reformy poprzez inne ustawy niedotykające jej wprost". Stwierdził, że w trakcie spotkania padały ze strony koalicjanta różne propozycja. - Niektóre z nich musiałem dość kategorycznie odrzucić. Na przykład tą, by na emeryturę przechodzono po 40 latach stażu pracy - zaznaczył. Według niego taki pomysł jest dobry dla tych, którym dobrze się powodzi, ale uderza w tych, którym wiedzie się gorzej.
Tusk odniósł się też do innego pomysłu ludowców, by kobiety z każdym urodzonym dzieckiem przechodziły na emeryturę o trzy lata wcześniej. - Szczególnie kobiety mają do tego pomysłu zastrzeżenia. Ja wspominałem, że dzielenie grup społecznych ze względu na różne kryteria jeśli chodzi o uprawnienia emerytalne, może być zagrożone skargą kosnstytucyjną - powiedział.
Zaprzeczył, by groził posłom PSL, że w przypadku braku porozumienia w sprawie podwyższenia wieku emerytalnego koalicja mogłaby być zerwana. - Przedstawiam tylko uczciwie alternatywę: albo robimy rzeczy wspólnie, albo ich nie robimy. Koalicja jest bardzo ważną wartością, ale nie najwyższą. Jak ma działać po to, żeby tylko trwać, lepiej dać sobie spokój.
Premier powiedział też dziennikarzom, że jest świadomy politycznego ryzyka, które podejmuje przeprowadzając reformę emerytalną, a PSL stawia takie pytania, czy cały ciężar reformy koalicja powinna wziąć na siebie. - Jedziemy w bardzo niebezpieczną podróż. Proponujemy rozwiązania, które będą skutkowały przez kilkadziesiąt najbliższych lat. Cały koszt zapłacimy my. Warto położyć na stół trochę tych swoich dóbr i zaryzykować - stwierdził.
